Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kryminał · 12 min czytania

Próba prawdziwych zamiarów

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

I. Pani Joanna była kobietą w podeszłym wieku. Siwe, falujące włosy, twarz ozdobiona siateczką zmarszczek, serce , które powoli odmawiało posłuszeństwa oraz bezwładne nogi. To właśnie przez te nogi mogła poruszać się już tylko na wózku inwalidzkim. Pomimo posiadanych mankamentów ciała pani Joanna była osobą pogodną i radosną, przepełnioną optymizmem. Z lekkim podnieceniem patrzyła w przyszłość wyglądając nieuchronnej śmierci i jasnym spojrzeniem patrzyła w przeszłość lustrując swoje życie. Było udane, pomimo trosk i przeciwności. Mąż, który w młodości zginął na wojnie, jedyna córka Krystyna z zięciem, to byli ci kochający ludzie, którzy już odeszli wcześniej i czekali na nią w niebie. Natomiast ona zostawi tu, na ziemi, dwoje udanych wnuków Marcina i Anitę. To oni odziedziczą cały jej – wcale pokaźny majątek. Pani Joanna myślała o tym nie bez dumy. Praca jej życia nie poszła na darmo. Dwie piękne nieruchomości i dom w Nieporęcie zapisze Marcinowi. Chłopak jest dzielny, pracowity. Pod jego rządami majątek będzie się rozrastał. Tymczasem Anita dostanie pokaźne oszczędności – milion złotych zapewni jej lepszy start, studia na wymarzonej uczelni, może mieszkanie. Zresztą ta młoda kobieta będzie wiedziała jak ulokować pieniądze. Nie na darmo rozum, spryt i zdolności odziedziczyła po matce. Pani Joanna nie kryła swoich planów przed nikim, testament spisała w obecności wnuków u notariusza. Wszystkie sprawy ziemskie miała załatwione, teraz zostało już tylko czekać na spokojną śmierć.

II. Doktor Terlecki wydawał się być zadowolony. - Te nowe lekarstwa pani Joanno poprawiły pani kondycję, serce bije pewniej, rytmiczniej, jeszcze będzie pani z nami wiele, wiele lat - Co też pan mówi panie doktorze! Damie nie przystoi żyć zbyt długo, z tym światem trzeba będzie się w końcu pożegnać- zażartowała pani Joanna - Babciu – krzyknął Marcin, który akurat wszedł do pokoju i usłyszał ostatnie słowa kobiety- Jak możesz mówić o śmierci! Czy nie wystarczająco się staramy, byś choć na chwilę o niej zapomniała - Wiem, mój Marcinku, wiem, żartowałam tylko. - No babciu to bez takich żartów poproszę – odparł i pocałował ją w policzek. Panie doktorze – zwrócił się do Terleckiego - może przejdziemy do mego pokoju? Ja i moja siostra chcielibyśmy Panu coś pokazać...

III. – Dzień dobry pani Anito – powiedział doktor Terlecki wkraczając do pokoju Marcina – Tak więc słucham państwa, co takiego ciekawego miałbym ujrzeć? - Właściwie panie doktorze to był pretekst, chcieliśmy z panem porozmawiać - O czym??? - O naszej babci Joannie – powiedziała Anita- chodzi nam o to by pan doktor powiedział jak jest naprawdę z jej zdrowiem, tylko proszę, niczego nie ukrywać, bardzo się o nią boimy - Mam raczej dobre wieści, nowe leki zadziałały, serce pracuje bardziej równo i spokojnie. W takim stanie pani Joanna może żyć jeszcze dziesięć lat albo i dłużej. Niemniej należy pamiętać, że powinna unikać wszelkiego wysiłku fizycznego, wzruszeń – to mogłoby ją zabić znienacka, z minuty na minutę. Rodzeństwo spojrzało po sobie. Doktor zauważył, że Marcin wyraźnie zbladł. - To straszne! – powiedział! Na biedną babcię codziennie czyha śmierć, jak nie dopuścić do takiego nagłego ataku serca? - Tak jak mówiłem – odparł doktor – należy dbać o panią Joannę, izolować ją od czynników stresogennych, wyręczać przy najmniejszym wysiłku, no i oczywiście otaczać miłością. - Oczywiście panie doktorze – powiedziała Anita – Tego z pewnością jej u nas nie zabraknie - Bardzo mnie to cieszy, w takim razie proszę pamiętać o moich radach i... do zobaczenia.

IV. Po zakończeniu rozmowy Doktor Terlecki spokojnie skierował się do wyjścia, lecz kiedy schodził już po schodach, pewna myśl uderzyła go jak obuchem. - To niemożliwe – wyszeptał sam do siebie- A jednak... jednak coś w tym jest Po czym rozejrzał się, czy nikt go nie widzi i ruszył z powrotem do pokoju pani Joanny.

V. Nie wiem co mi dziś jest – narzekała w kilka dni później pani Joanna podczas obiadu - Serce mi strasznie kłuje, dokucza od kilku dni - Czy stało się to od momentu, odkąd doktor Terlecki zapisał ci nowe tabletki? – spytała Anita - Chyba tak – odparła z wahaniem pani Joanna - Może czas zmienić lekarza? - zaproponował Marcin - Ależ Marcinie, przecież to niedorzeczne co mówisz, pan Terlecki jest naszym lekarzem od... trzydziestu lat i na dodatek przyjacielem domu. Nigdy się na nim nie zawiedliśmy - A jednak czujesz się gorzej, doktor też ma już swoje lata... - Marcinie prosiłam! Nie ma mowy bym oddała się w ręce jakiegoś szarlatana! - Dobrze, spokojnie babciu – łagodziła Anita - my tylko tak z troski o babcię. Nie denerwuj się kochana, proszę. - Masz rację Aniciu, taka ostatnio jestem nerwowa, a na dodatek ten okropny sen... - Jaki sen? - Już od dwóch dni śni mi się ten sam okropny sen. Otóż wydaje mi się, że drzwi od tej wielkiej czarnej szafy, która stoi w rogu mojej sypialni otwierają się, po czym wysuwa się z niej ręka w białej rękawiczce trzymająca krwistoczerwoną świecę. Następnie cała już postać wychodzi z szafy. Jest ubrana w mundur lotnika z II wojny światowej, taki sam w jaki dziadek ubierał się na parady żołnierskie przed wojną, a który wisi na strychu. I na początku mam wrażenie, że jest to dziadek, ale potem zaczynam mieć wątpliwości, albowiem zjawa ma twarz wysmarowaną na czarno i zbliża się do mnie wyciągając ręce w wyraźnie złych zamiarach. Ona chce mnie udusić! Kiedy się tak zbliża umieram ze strachu, a moje serce bije jak oszalałe. Boję się wtedy, że dostanę zawału, ale na szczęcie się budzę. - Co za potworny i dziwny sen !- wykrzyknęła…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%