Psychologia · 3 min czytania
próby
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Alkoholikiem byłabym marnym. Siedząc samotnie nad butelką wina, ważąc w dłoni szczodrze napełniony kieliszek, rozmyślałam nad klęską tego planu. Niby jak miałabym nim zostać! Gdy tylko próbowałam, a trzeba przyznać, wiodła tu mną zadziwiająca determinacja, wyobrażenie siebie samej, podejmującej górnolotne i quasi-tragiczne wysiłki dołączenia do szeregów uzależnionych dostarczało mi nieziemskiej uciechy. Zawsze kończyło się tak samo. Delikatnie pod wpływem, śmiałam się z siebie coraz otwarciej, a był to śmiech dość paniczny, skoro nawet ucieczka w popularny alkohol okazywała się niemożliwa. Narkotyki odpadają. Żywię do nich atawistyczną odrazę, któej źródło odnalazłby pewnie tylko jakiś psychoterapeuta-pasjonat, kładąc mnie wygodnie na kozetce. Próbowałam również tych diabelskich środków, a jakże, z efektem jeszcze komiczniejszym niż nadal podejmowane próby wejścia w stan upojenia alkoholowego. Jedno wielkie nic, zakończone tylko mocnymi mdłościami. Adrenalina. Nie wydaje się złym pomysłem, w tym byłabym raczej dobra. Najpiękniejsze chwile mojego życia to właśnie momenty pozornie bezsensownego ryzyka, wsiadania do aut nieznajomych, włóczenia się nocą nad rzeką, podróży w nieznane, niewinnych i zbyt winnych, lecz nadal błahych romansów. Przygody otaczają mnie ścisłym kręgiem podczas snu, czasem…