Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 39 min czytania

projekt 2 szansa

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

I - Mówiąc najprościej, w chwili obecnej, mimo niesamowitemu rozwojowi nauki, niemożliwe jest wskrzeszenie, już lepiej po prostu sklonować…albo pozbycie się dowolnych wadliwych fragmentów DNA…tak zwane wskrzeszenie po prostu nie istnieje, zrozumiano? Było po prostu wymysłem wybujałej fantazji XIX i XX-wiecznych pisarzy, z prób zrezygnowano na początku XXI wieku… Tim, może byś jednak słuchał? – nauczycielka ostrym tonem zwróciła się do niesłuchającego ucznia. Tim westchnął. Teoretykę przerabiał już dwa lata temu. Oczywiście jednak pozostali słuchali z uwagą. Nagle ostry dźwięk dzwonka wykładowcy przerwał lekcję bioteoretyki. Ta jak najszybciej się ulotnił – plotka głosiła że miała nowego kochanka, po nagłej śmierci męża. Większość spokojnie wychodziła, jednak Tim starał się, jak zawsze, wyjść jak najszybciej. Zaraz po wyjściu spotkał się z kolegami – Danem, niskim, czarnowłosym, wesołym osobnikiem czynu chodzącym na nanodentystykę, Ianem, wysokim, chudawym kumplem, uczęszczającym przede wszystkim na bioorganikę, oraz Dariuszem, studentem fizyki z poetycką duszą, którego rodzice wyemigrowali do Chicago z Wielkiej Rzeczpospolitej. Dosyć często się z niego nabijali, gdyż akcent miał jeszcze bardziej wschodni niż polski, a na dodatek twierdził, że komunizm jest bardzo dobrym systemem gospodarczo-politycznym. Oni wszyscy byli uzależnieni od gier, granica do bycia no-lifami była dosyć cieńka... -Hej. -Cześć. -To co dzisiaj robimy? – spytał się Dan, który był człowiekiem czynu i zawsze był motorem działań całej grupy. -Idziemy do salonu gier, co wy na to? – podpowiedział im Dariusz. - No, ale ja jeszcze mam jedne zajęcia z chemobiologii oraz wykład niekonwencjonalny – powiedział Tim – teraz mam piętnaście minut przerwy, a potem znów na te zajęcia - westchnął. Tim był z nich najbardziej leniwy. Pogadali jeszcze chwilę, potem Tim musiał iść na zajęcia – wykład z chemobiologii, dotyczącej wytwarzania komórek macierzystych w sposób syntetyczny. O dziwo, następna lekcja była o dawnej pseudochemii – czyli alchemii, sztuce pochodzącej ze średniowiecza, kiedy dążono do wytworzenia kamienia filozoficznego. Tim zniósł jakoś te czterdzieści pięć minut wykładu, a potem – biegiem do salonu gier. Ian, Dariusz i Dan już tam byli. Oprócz Iana, który wolał wielkie strategie, zagrali w prosta sieciową strzelankę. Dosyć długo żaden z nich nie mógł zdobyć przewagi. Po piętnastu minutach odpadł Dan. Ostatecznie wygrał Dariusz. Potem grali w modyfikację, że dostępna była tylko broń ręczna. Tu szybko wygrał Tim. - No, fajnie się grało, ale przydałaby się jakaś odmiana. Może byśmy poszli na dyskotekę? – spytał się Dan. - Nie, po co? – w końcu ja, nie potrafię tańczyć, a już tym bardziej Ian. Poza tym nigdy nie zdołam poprosić dziewczyny do tańca. Poza tym nigdy nie zdołam poprosić dziewczyny do tańca. nie po tym jak... -No bo masz twarz wyglądającą jakby ci ją ktoś na patelni przygrzał.... i przestań się użalać nad sobą! -Żaden z nas tego nie musi tego zrobić. Mamy internet. – dodał Ian. Słuszna koncepcja. No, przynajmniej dla no-life’ów, którymi w sumie byli. Ostatecznie poszli w czwórkę do McDonalda. Mieli gdzieś to, że „fast food to szybka śmierć”. Liczyła się szybkość i wygoda. Potem wrócili do akademika. W ciągu następnych paru dni nic ciekawego się nie wydarzyło. Uczęszczali na zajęcia, udawali że się uczą (przede wszystkim Tim), ściągali gotowe referaty z Internetu. Po prostu życie normalnych amerykańskich studentów w 2119. Tim, przy całym swym lenistwie, był od zawsze ogarnięty manią wielkości. Chciał, by jego imię zostało chlubnie zapisane w historii. Jednak musiałby „tylko” wymyślić i wykonać coś, co nikomu wcześniej się nie udało… W następną niedzielę grupa przyjaciół poszła na kręgielnię. – jeden z niewielu sportów, który lubili. Dariusz i Tim szli jak zwykle łeb w łeb, a cała czwórka była najlepsza na całym uniwersytecie. Robot podał Ianowi następną kulę. Ten miał teraz złą sytuację – dwa kręgle po lewej, a dwa po prawej. Uderzenie musiało być doskonałe technicznie, by się udało. Ian wziął krótki rozbieg z lekkiego zamachu pchnął kulę. Ta tak poleciała, że trafiła dwa z prawej, a dodatkowo jeden z nich wywracając się uderzył jeden z tych po lewej. Ianowi co prawda nie udało się zbić wszystkich, jednak po tej sytuacji wynik był i tak całkiem niezły i wszyscy pochwalili ten rzut. Teraz rzucał Dan. Udało się mu zbić wszystkie kręgle za pierwszym trafieniem. Zauważył, że grupa dziewczyn tez podziwia ciągłe trafienia ich grupy. Zwrócił na to uwagę Dariuszowi. -E tam, tylko chwilowo się nami zachwycają. Potem pójdą dalej, nie pamiętając o nas i nie zwracając na nas większej uwagi. Po co w ogóle zawracać sobie tym głowę? Co innego jakbyśmy byli sławni, mielibyśmy takich na kopy, choć wtedy byłoby to tylko powierzchowne. -A wiesz, że ja o tym też myślałem od pewnego czasu? To znaczy o sławie. – wtrącił się Tim. – byłoby świetnie jakbyśmy jakoś zabłyśli. -Tylko jak? – spytał się Dan. -TOR 15 I 16 KONIEC – rozległ się komunikat. -To my. Musimy kończyć – powiedział Ian -No to idziemy… Po drodze jeszcze długo dyskutowali na temat sławy. Jednak wtedy żaden z nich nie wpadł na żaden pomysł. Wtedy… Po paru dniach Tima olśnił pewien pomysł. „wskrzeszenie…w praktyce niemożliwe” Ale jakby się im to udało to byliby sławni!!!! Znani!! I bogaci… zwłaszcza bogaci. Ale trzeba było to naprzód wykonać, a to przecież było znacznie trudniejsze niż wymyślenie tego. W końcu nikt tego przed nimi nie zrobił, a to znaczyło, że czeka ich trudne zadanie. Ale w końcu młode głowy zawsze są pełne entuzjazmu i pomysłów, więc liczył, że mimo wszystko się uda. Koledzy ten pomysł przyjęli entuzjastycznie, tylko Dariusz standardowo zgłaszał jakieś obiekcje, choć po chwili i on również uznał ten pomysł za dobry. Zaczęli powoli wykonywać skomplikowany plan. Oczywiście potrzebne było spokojne miejsce, gdzie mogliby pracować bez jakiegoś większego zamieszania. Wynajęli garaż, w którym zamierzali wykonywać swój przełomowy pomysł. Z laboratorium na uniwersytecie gwizdnęli parę próbek komórek macierzystych, by mieć dodatkową pomoc. Zdołali załatwić stary defibrylator i respirator. Pogotowie i tak obie maszyny planowało wyrzucić na złom, więc z tym nie było problemu. Trzeba było mieć jednak jakiś konkretny pomysł, jak to wykonać. Zaczęli czytać stare książki oraz oglądać stare filmy. Oczywiście już na wstępie odrzucili nierzeczywiste brednie takie jak „smętarz dla zwierzaków” Kinga. Może i były ciekawe, ale zupełnie bezużyteczne. Ostatecznie stanęło na pomyśle naprawdę mocno oklepanym w literaturze - to jest na „Frankensteinie”, ale tym razem przy użyciu nowoczesnej nanobiologii, czy komórek macierzystych miał szansę się udać. Przez wiele dni nic im jednak nie wychodziło. Dopiero po dwóch miesiącach udało im się tylko na krótką chwilę wskrzesić komara. Jego drugie życie trwało dwadzieścia sekund, ale pomiary które przeprowadził Dan, wyglądały obiecująco. Po upływie następnego tygodnia udało im się wskrzesić następnego komara i muchę. To był sukces. Jednak przez ten okres strasznie opuścili się w nauce. Musieli to nadrobić i na pewien czas zawiesić eksperyment. Przeszli pierwszy semestr i na przerwie zimowej znowu wrócili do swego pomysłu. Tym razem poczynili takie postępy, że Dariusz postanowił teraz przeprowadzić na kręgowcach. Po półtora tygodnia nieudanych prób na myszach końcu udało im się – trzy zostały ożywione. Było co świętować. Tim, Ian, Dan, i Dariusz zrobili sobie dzień odpoczynku, wcześniej zapisując wszelkie dane i wyniki. Poszli na salon gier, potem do baru dla studentów i bez przerwy wznosili toasty za eksperyment. Za sukces. Co prawda nie doszli do człowieka, ale byli pewni, że na pewno się uda. Następnego dnia Ian zaspał. I oczywiście biegiem na uniwerek. Zdążył na drugi wykład fizyki nuklearnej. Po nim spotkał się z Timem,, Danem i Dariuszem. Znowu poszli do garażu. Teraz udało wskrzesić im się wszystkie myszy. To był olbrzymi sukces, ale w końcu trzeba było zacząć eksperymenty z człowiekiem. Oczywiście po drodze był pewien problem... -Tylko skąd weźmiemy zwłoki? – zastanowił się Dariusz. – potrzebujemy świeżych, a przecież nikogo nie zabijemy. -Taa, nie możemy wziąć ze cmentarza, bo te do niczego się nie nadają – powiedział Ian. – są z lekka przegniłe. -To co nam zostało? – zapytał Dan. -Musimy ukraść świeże zwłoki prosto z kostnicy. Ale trzeba czekać na naprawdę świeże. - Mówisz jak psychol. - Wiem. Buhahaha. A teraz? Teraz czekali na wszelkie informacje o wypadkach czy morderstwach. W końcu się doczekali. Miejscowe gazety dużo mówiły o tym zdarzeniu: „dwie studentki: Aki Gatakh i Atma Kanto zadźgane przez szaleńca, okrutne morderstwo, sprawca pozostaje nieznany”.

II Zamordowano dwie studentki. Świat bywa okrutny. Tim, Dariusz, Ian, i Dan uznali to za świetne okoliczności, jeśli można tak powiedzieć o zabójstwie. Mogliby kontynuować eksperyment. Ułożyli doskonały plan…no, przynajmniej uważali go za doskonały plan.... Uzbrojeni w gaz usypiający, nocą włamali się do kostnicy. Nie mogli tego odłożyć na później, by ciała nie zostały pocięte na sekcji zwłok. Weszli szybem wentylacyjnym. Doszli nad pomieszczenie, gdzie trzymano ciała. Zeszli po linie. Dan zapytał cicho: -Wiecie, co nam za to grozi? Włamanie, „kradzież”, a i dołożą profanację zwłok! Wlepią z 15 lat! -Co, cykor cię obleciał? – spytał się złośliwie Tim – Ale gdy nam się uda, będziemy sławni. I pomyśl, ile nam będzie zawdzięczać nauka. Nie pękaj. -Dobra. Nagle usłyszeli czyjeś kroki. To strażnik właśnie szedł na obchód. Schowali się za regałem, a Ian zostawił otwarty gaz usypiający. Po chwili usłyszeli dźwięk upadającego ciała i wyszli z ukrycia. Jednak strażnik jeszcze nie usnął. Podniósł głowę i zobaczył cztery niewyraźne postaci. Dopiero teraz stracił przytomność. -No to teraz dorzucą nam jeszcze napad z bronią w ręku – bez emocji powiedział Ian. -Puszka z gazem leżała na podłodze. W sensie dosłownym żaden z nas jej nie użył. – powiedział Dan – a zresztą to nasz najmniejszy problem. -Bierzmy się do roboty – rzucił Dariusz. Zaczęli szukać tych zwłok. W końcu je znaleźli. Okazało się, że prasa się myliła – tylko jedna została zadźgana, druga była po prostu uduszona. Timowi zdawało się, że skądś je zna, tylko nie mógł sobie przypomnieć skąd. Zabrali oba ciała. Zdołali przenieść je niezauważenie do garażu. Tam od razu zaczęli podłączać aparaturę. Trochę tego było – przeróżne kable, kroplówki....było to niezbędne do pobudzenia organów oraz działania układu krwionośnego. Najpierw jednak odtworzyli zniszczone organy za pomocą komórek macierzystych. Udało im się to i zaczęli główny etap eksperymentu. Dan na bieżąco informował: -Brak pulsu, brak oddechu, brak aktywności kory mózgowej… Zaczęli od 220 volt. Cztery punkty przyłożenia. Defibrylator ledwo to wytrzymywał. Wszczepili kilka leków mających rozluźnić stężałe po śmierci mięśnie. Skupili się zwłaszcza na korze mózgowej, która szybko ulegała różnym uszkodzeniom. Próby wskrzeszenia trwały już długo. Długo też były praktycznie nieskuteczne. W końcu Dan zameldował: -…brak pulsu brak… nie! Aktywność kory mózgowej się pojawiła! Udało się! Yes! Yes! Yes! – zatańczył coś a’la taniec zwycięstwa, potykając się na koniec o kabel. Teraz zostało „tylko” zyskanie pulsu i krążenia, ale to w stosunku do pierwszego etapu było dość proste. Trwało to długo, ale udało się. Wykres z elektrokardiogramu u każdej był niewielki, ale stały i widoczny. Tim powiedział: - Czapki z głów panowie! Udało się. Następnie opanowała ich dzika radość. W tym czasie jedna ze wskrzeszonych – ta, która została uduszona - otworzyła oczy i krzyknęła: -Ratunku! Duszę się! Zost… Opanowała się. Tim powiedział: -Spokojnie. Przypomnij sobie co się stało. Co ostatniego pamiętasz? - Ktoś mnie gonił. – zaczęła mówić - Uciekałam wraz z koleżanką. Ten ktoś rzucił czymś i ona upadła. Ja biegłam, gdy nagle się potknęłam. Gdy wstałam, ten już zaciskał mi coś na szyi.… czy ja umarłam? – zapytała się z nagłym przerażeniem. -Tak – Dan powiedział jej prawdę, jednocześnie notując spostrzeżenia. -Jestem w niebie? Dariusz, Dan, Tim i Ian spojrzeli po sobie i nagle wybuchli niepohamowanym śmiechem. Ian powstrzymując się na chwilę spytał: -Czy to wygląda na niebo? Nie! Wykradliśmy wasze zwłoki z kostnicy i dokonaliśmy rzeczy niemożliwej – wskrzesiliśmy was! Tymczasem obudziła się ta druga i również po obudzeniu krzyknęła. Ian i Tim poszli ją uspokoić. Ta nagle spytała się: -Czemu nie mogę wstać? W ogóle ruszyć się? -Co, nie możesz się ru… - powoli powiedział Dariusz. – Ej, ty! – powiedział do drugiej – czy ty możesz się ruszyć? - Nie – powiedziała druga. - Spróbuj! - Nie mogę! - Koledzy – zaczął Tim - mamy kłopot. Nie wszystko się udało…

III

Następnego dnia zastanawiali się co poszło źle. Eksperyment był jeszcze niedopracowany. Doszli do wniosku, że trzeba wziąć kogoś do spółki, oczywiście kogoś, kto zna się na nerwach. Tego dnia w dodatku wiele gazet doniosło: „wczoraj skradziono ciała zabitych studentek. Policja zastanawia się, kto mógł tego dokonać, brak poszlak. Zobaczyli, że Pat, znajomy ze szkoły średniej, również czyta gazetę. Pat specjalizował się w połączeniach nerwowych. Może go wciągnąć do spółki? Musieli się jednak zachować bardzo ostrożnie, by nikt postronny nie dowiedział się o ich eksperymencie. -Hej, Pat, możesz przyjść do nas? – krzyknął do niego Ian. Pat złożył gazetę, wziął kawę i przysiadł się do nich. Spytał się: -O co chodzi? Tylko szybko, zara mam wykład. -Czytałeś może o tych wykradzionych ciałach zabitych dziewczyn? -Co, może wy je zabiliście? – Pat miał nieco denerwujące poczucie humoru. -Spokojnie, nic z tych rzeczy. Za to wykradliśmy ich ciała i udało nam się je wskrzesić! -Wskrzesić? To przecież jest niemożliwe. Tyle razy to stwierdzenie padało… -Ale jednak jest to możliwe. Tyle że mamy kłopot. Co prawda je wskrzesiliśmy, ale nie mogą się ruszać, no, poza głowami. Potrzebujemy twojej pomocy. To jak, zgadzasz się? -Dobra, wchodzę w to! Poszli z nim do garażu. W nim nie mógł się nadziwić – po prostu dokonali niemożliwego. Po dokładnym zbadaniu obu „obiektów” już wiedział w czym tkwi problem. Zaczął wyjaśniać: - Powiem w skrócie. Może i dosyć krótko były martwe, ale wskrzeszanie wprowadziło pewne zmiany w rdzeniu kręgowym. Po prostu potrzebujecie specjalisty. -Zdołasz poprawić naszą metodę? – spytał się Dan. -Nie jestem pewien. W końcu były martwe, To będzie równie eksperymentalne doświadczenie, co całość waszego projektu. Raczej nie odzyskają pełnej sprawności, choć znowu będą się ruszać. No, ale może dzięki wam i waszemu… jak to nazwaliście? Cały ten eksperyment? - Druga szansa – odpowiedział Ian. - No to dzięki „drugiej szansie” policja może zdoła złapać mordercę. - O tym nie pomyśleliśmy. – powiedział Tim. - Zaś postęp dla nauki… - Nie zapominaj, że trzeba to wielokrotnie powtórzyć, by wszyscy wiedzieli, że nie był to jednorazowy wypadek. – przypomniał im Dariusz. - Ale zapomniałeś – powiedział do Pata Ian. – że teraz ich zeznania w głupim systemie prawnym mogą się nie liczyć, bo są uznane za martwe. Nie wiem jak to przepisy potraktują, niektóre są naprawdę debilne.... Jeszcze długo rozmawiali na ten temat. Pat wziął się w końcu do roboty. Następnego dnia już obie mogły poruszać lekko rękoma, choć nadal nie mogły chodzić. Ian tymczasem wysłał do prasy i poważnych laboratoriów informacjo ich wcześniejszych sukcesach. Uczelnia, kiedy dowiedziała się o tym projekcie, uwolniła ich od nauki (wraz z Patem) i przyznała im stałe stypendium. Mogli w pełni zająć się swoim eksperymentem, choć chwilowo go nie prowadzili – skąd wziąć świeże zwłoki? Teraz za to zajęli się próbami doprowadzenia wskrzeszonych dziewczyn do sprawności. Zdarzyło się też pewne niedopatrzenie, przez które omal nie stracili obu obiektów – po paru otwarciach organizmów puls nagle spadł, gdy nikogo nie było. Zdążyli w ostatniej chwili. Ian klnął na nieostrożność grupy. Od teraz wyznaczyli warty, by zawsze ktoś był obecny w garażu – o laboratorium nawet się nie starali, bo nie chcieli, by wyszło na jaw to, że już wskrzesili ludzi - Pierwszą wartę objął Tim. „obiekty” wcześniej głównie spały więc myślał, że cała warta będzie prosta. Jednak około północy jedna z nich się obudziła i zaczęła mówić: -Gdzie ja jest… a, pamiętam, zabójstwo i wskrzeszenie, tak? -No – Tim potwierdził jej słowa. – Aha, zapomniałbym was spytać o najważniejszą rzecz. By to, co MY zrobiliśmy, było przydatne, muszą być na to chętni. Więc czy jesteś zadowolona z <<drugiej szansy>>? -Czy jestem zadowolona z tego, że żyję – tu dłuższą chwilę się zastanawiała – szczerze mówiąc nie wiem. Patrząc na to, że nie mogę chodzić i jestem prawie jak roślina… poza tym, rodziny to prawie fanatycy, nigdy tego faktu nie zaakceptują. -Być może wkrótce będziecie mogły chodzić. -Ale przecież ten, no…ten nowy jak mu tam… -Pat? o niego ci chodzi? -Tak, ten powiedział, że pełnej sprawności nie odzyskamy. -No, biegać zawodowo raczej nie będziecie, tu masz rację, ale z chodzeniem… to może jeszcze być. Aha, inne ważne pytanie, czy widziałaś może swego zabójcę? -Twarzy prawie nie widziałam, był zamaskowany, ale na ramieniu i dłoni miał charakterystyczny tatuaż w kształcie węża. Ale bym go poznała. Czas było podłączyć kroplówkę z substancjami odżywczymi. Rankiem Dan nie rozumiał, czemu z ludźmi idzie trudniej niż z innymi ssakami. Jedyną hipotezą tłumaczącą to, którą wysnuł Dariusz, było to, że jest to wina wyjątkowego skomplikowania ludzkiego układu nerwowego. Poważnie się zastanawiali, bo to był wyjątkowo ważny problem. Ale po paru dniach obie już mogły poruszać rękami, więc powoli wszystko szło w dobrą stronę. Ian wysłał do prasy wiadomość o ich eksperymentach z myszami. Wszystkie dzienniki oszalały na punkcie tego jednego tematu. „genialna 5 studentów: Ian Cark, Pat Krep, Tim Sawo , Dariusz Hack i Dan Fims dokonali cudu” Jednak od razu pojawiły się głosy o etykę. Koledzy się tym nie przejęli, nauka była ważniejsza od etyki. Zresztą, ciekawe co by było jakby od razu opublikowano fakt udanego eksperymentu na ludziach. Stan obu dziewczyn ustabilizował się. Mogły już zrobić kilka kroków, co prawda przy pomocy chłopaków, poza tym i tak trzeba było korzystać z wózków. Tymczasem spotkało ich miłe zaskoczenie – zostali zaproszeni na bankiet miejscowych sław, w tym naukowych oraz biznesu. Cały dzień próbowali znaleźć coś, co by pasowało na taką okazję. Nic dobrego jednak nie znaleźli i zostali zmuszeni do pójścia w tym, w czym pracowali nad eksperymentem. Okazało się, że nie byli jedyni tak ubrani. Było kilka osób, znanych naukowców, którzy wyglądali tak, jakby ledwo odeszli od swoich projektów. Dan zauważył kilku noblistów – dwóch z chemobiologii i trzech z fizyki. Wszyscy poczuli zadowolenie, gdyż to oni, młodzi z pomysłem, byli głównymi gwiazdami tego bankietu. Wiele znanych ludzi ich zaczepiało, i wróżyło znakomitą przyszłość. Tim wdał się dyskusję nad przyszłością projektu. Jednak wszystko musiał mówić ostrożnie, by nie wydało się od razu, że udała się część eksperymentu dotycząca ludzi. Dan omawiał różne problemy techniczne, które towarzyszyły ich badaniom. Wtedy jeden z noblistów podszedł do piątki przyjaciół i powiedział: -Gratulacje! Coś mi mówi, że jak będziecie w swoim eksperymencie…jak go nazwaliście? -Druga szansa. – odpowiedział Tim. -No to jak będziecie w nim trzymać takie tempo to macie w tym lub następnym roku dostać nagrodę Nobla!…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
projekt 2 szansa — czytnik · opowiadania