Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 8 min czytania

Projekt: Awake 2 Rozdział 5

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

5. Jona pierwszy wyskoczył z helikoptera ze spadochronem na plecach. Za nim mniej pewnie Sabina, która od zawsze miała lęk wysokości. W odpowiednim momencie pociągnęli za sznurki i otworzyli je. Poczuli szarpnięcie w górę i widząc, że plac na rynku jest pusty skierowali się właśnie tam. Wylądowali bezpiecznie. Sabina odetchnęła z ulgą, gdy tylko poczuła twardy grunt pod nogami. Odpięli spadochrony i wyjęli broń, aby być gotowym na każdą ewentualność. - Wszystko w porządku? – Zapytał Jona widząc jak jego koleżanka pobladła. - Jasne – uśmiechnęła się niepewnie. - Od czego zaczniemy? – spytał rozglądając się. - Laboratorium – odparła. - W porządku. Prowadź – poprosił. Ruszyli główną ulicą starając się zachowywać jak najciszej. Sabina przeżyła dejavu oglądając kolejne rozpadające się budynki i zmasakrowane ciała. Wszystko przypominało jej o horrorze, jaki przeżyła pięć lat temu w swoim rodzinnym mieście. Co noc miała koszmary, w których nawiedzały ją włochate bestie i umierający Alan. Potrząsnęła głową, aby wyrzucić niechciane wspomnienia i wyjęła przenośny GPS, żeby sprawdzić, czy nie zbacza z kursu. Urządzenie pokazywało brak połączenia z satelitą. Kobieta zresetowała je, ale nawet to w niczym nie pomogło. - Tylko nie to – jęknęła czując falę paniki. - Co jest? – zapytał Rosjanin. Sabina zamiast odpowiedzieć wyjęła swoją komórkę i sprawdziła zasięg. Brak... - Cholera – zaklęła i poczuła, że zaczyna panikować z powodu kolejnej powtórki z Nowoglic. - Co się dzieje? – spytał łapiąc ją za ramiona, aby zwrócić na siebie jej uwagę. - Straciliśmy kontakt z bazą – powiedziała. – Cholera, straciliśmy kontakt z całym światem! – wrzasnęła. - Spokojnie – odparł sprawdzając swój telefon. – Mamy trzy godziny zanim wykonają procedurę. Przeszukamy laboratorium i wrócimy do żołnierzy obstawiających miasto – postanowił. -W porządku – pokiwała głową zawstydzona swoją reakcją. -Poradzisz sobie bez nawigacji? – zapytał. -Jasne. Ruszyli dalej. Mimo morza trupów walających się po ulicach nie natchnęli się na żadną żywą istotę. Aż do uniwersytetu, w którym znajdowało się laboratorium Millsa. Ujrzeli chłopaka idącego chwiejnym i niepewnym krokiem. Był młody, prawdopodobnie student. Miał zakrwawione i poszarpane ubranie, płakał. Podniósł głowę i dostrzegł dwójkę żołnierzy. Na jego twarzy zagościł cień nadziei. Ruszył szybciej w ich kierunku i zaczął wołać o pomoc w swoim ojczystym języku. Jona chciał podejść do niego i udzielić wsparcia, lecz kobieta go powstrzymała. Przybrała strzelecką pozycję i wycelowała w chłopaka broń. Nie do końca przekonany mężczyzna poszedł w jej ślady. - Stój! – zawołała używając rosyjskiego. Widząc jej reakcję chłopak niemal zamarł. Zasłabł i upadł na kolana. - Pomóżcie mi – zapłakał. Sabina podeszła ostrożnie bliżej niego. - To twoja krew? – zapytała, na co chłopak pokręcił głową. – Pogryzły cię? Jesteś ranny? -Ranny, ale niepogryziony – przyznał cicho. - Wstań i pokaż mi się – zażądała. Chłopak z wielkim trudem wykonał jej polecenie. Obejrzała go dokładnie i stwierdziła, że nie kłamał. - Co ci się stało? – spytał Jona. - Te bestie wdarły się na uczelnię – relacjonował popłakując. – Zabarykadowaliśmy się w piwnicach razem z Judif, ale one ją pogryzły. Tam były jakieś fiolki, mnóstwo... I sprzęt, nie wiem, chyba do rozpylania... - Rozpylania? – zaciekawiła się Sabina. - Nie wiem – powtórzył. – Chyba. Nie przyjrzałem się, bo Judif... Ona zmieniała się. Ja uciekłem... - Już dobrze. – Jona pomógł mu ustać. – Jak ci na imię? - Lucjan. - Lucjanie – podjęła Sabina – musimy dostać się do tego laboratorium, w…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%