Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 21 min czytania

Projekt "Polska 2021" Część 2 - Wszyscy

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

CZĘŚĆ 2 „Wszyscy odchodzą”

Nagle rozległ się łomot, ktoś walił pięściami w wieko od ziemianki, Ariel obudził się zlany potem, serce waliło mu jak oszalałe jakby chciało wyskoczyć z klatki piersiowej i uciec gdzieś daleko, byle jak najdalej od właściciela.

- Ariel, otwieraj! Wiem, że tam jesteś, tylko ty zawsze przytrzaskujesz siatkę maskującą. Słyszysz mnie?! Otwieraj stary – wydzierał się energiczny głos.

Damian, pieprzony Damian walił w wieko od wejścia. Ariel o mało nie krzyknął z radości, zapomniał o niedawnym śnie, który niemal doprowadził go do palpitacji serca. Chłopak przesunął dźwignię w lewo, zamek puścił a wieko powędrowało na bok odsłaniając szczurowatą twarz Damiana, która w świetle księżyca wyglądała jeszcze bardziej komicznie niż zazwyczaj. Damian wlazł do kryjówki, miał zranioną rękę(nic poważnego, pewnie zahaczył się o jakiś pręt), więc Ariel musiał wyręczyć kolegę i zasunąć wieko za niego. Szczurowaty kolega pociągnął za sznurek i zapaliło się słabe światło, teraz można było dostrzec Damiana w całej okazałości. Jego blond włosy, jak zwykle potargane – jak to określał, był to nieład artystyczny – na nosie miał kocie okulary „zerówki” w czarnej oprawce a na sobie zieloną wiatrówkę i spodnie moro.

- Siadaj stary, widziałeś? Wojna Nam się trafiła – powiedział Ariel. -Ano, jak widać, ale coś mi się zdaje, że to nie jest taka zwykła wojna. - Dzięki Bogu, że jesteś- Ariel uciął temat wojny - Inaczej chyba bym oszalał. Miałem strasznie pojebany sen, śniły mi się martwe twarze, była tam też twarz mojej mamy i Mateusza, ten dopiero wyglądał strasznie, miał dziurę po kuli na środku czoła – opowiadał swój koszmar Ariel, lecz Damian przerwał mu: - Spokojnie, to tylko sen. Mam coś na uspokojenie – rozczochrany blondyn wyjął zza pazuchy mały woreczek wypełniony ciemnozielonym suszem, który przypominał nieco majeranek – Zapalimy, wyluzujesz się a jutro pomyślimy, co zrobić. Co Ty na to Ariel? Chłopak niespecjalnie lubował się w tego typu używkach, jednak po takim dniu jak ten stwierdził, że należy mu się chwila relaksu. -Rozpalaj – powiedział do Damiana a ten w mgnieniu oka z kieszeni wyjął szklaną rurkę rozszerzoną na jednym z końców tak, żeby można było napchać tam tytoniu bądź w tym wypadku innego, zdecydowanie bardziej odurzającego specyfiku.

Chłopcy rozłożyli się wygodnie na kanapie, która teraz niemal wygięła się w łuk pod ciężarem ich ciał i sprawiała wrażenie jak by miała pęknąć w pół.

- Słuchaj, nie wiesz co z Mateuszem?- zapytał Ariel, lecz jego rozmówca nie był za bardzo zainteresowany udzieleniem odpowiedzi, skupiał się na znalezieniu zapalniczki. Z marnym skutkiem. -Trzymaj – powiedział Ariel i podsunął mu przedmiot, którego tak usilnie szukał przez ostatnie kilkanaście sekund szczurowaty blondyn. Pstryk, pstryk i pomarańczowy płomyk pojawił się najpierw na szczycie zapalniczki a potem przeszedł na susz znajdujący się w szklanej lufce, która Arielowi przypominała pochodnię. - To jak? Wiesz coś o Mateuszu? – ponowił pytanie. - Nie żyje – odparł zimno Damian, bez jakiejkolwiek emocji na twarzy, po czym zamaszyście zaciągnął się gęstym dymem i opadł ciężko na oparcie kanapy. Ariel wbił w niego wzrok nie mogąc uwierzyć, że ich przyjaciel nie żyje a ten tak spokojnie o tym mówi. - Jak to nie żyje? - Tak to. Umarł, więc nie żyje – odparł Damian i ponownie zaciągnął się dymem, który po kilku sekundach wypuścił i dokończył wypowiedź –To chyba logiczne, prawda? -Co logiczne? -To, że jak umarł to nie żyje – wyjaśnił rozczochrany blondyn. Ariel był w szoku, próbował wyjaśniać sobie, że to przez narkotyk Damian mówi o śmierci przyjaciela w taki sposób. - To był nasz kumpel, od podstawówki! –chłopak podniósł głos na Damiana – Jak możesz mówić o tym w ten sposób? Zielsko wyżarło Ci mózg czy co do cholery? Przejąłeś się w ogóle tym, że umarł? - Pioruna też zabili. - Co? – zapytał Ariel, robiąc przy tym głupią minę, coś pomiędzy zdziwieniem a zdenerwowaniem. - Zabili mojego psa. - Śmierć psa jest dla Ciebie…-chłopak nie zdążył dokończyć pytania, ale Damian przewidział, o co chciał zapytać: -Tak – odparł – Śmierć Pioruna jest dla mnie ważniejsza niż śmierć tysiąca innych ludzi. Wiesz dlaczego? – zadał pytanie, głęboko spoglądając w oczy Ariela – Wiesz? – powtórzył. -No…tak – zająkał się – Piorun był dla Ciebie ważny, ale… - nie zdążył dokończyć, ponieważ szczurowaty znów mu przerwał: - Gówno wiesz. Jedynie ten pies mnie rozumiał, on był mądrzejszy niż tysiąc ludzi razem wziętych, dlatego tak bardzo mi go szkoda.

Odbiło mu, pomyślał Ariel, cholera jeszcze wariata mi tu brakowało. Muszę z Nim jakoś pogadać, byle delikatnie, wariaci często bywają agresywni. Nie, to nie możliwe, Damian po prostu w taki sposób przeżywa utratę bliskiej osoby, nigdy nie był dobry w wyrażaniu emocji, ja w zasadzie też nie. Jak by go tu podejść? Właściwie to jak zabili tego psa? Przecież gdyby trafili w blok Damiana to jego trup leżałby koło psa.

- Jak zginął?– spytał Ariel - Kto? - No Piorun. – odpowiedział Damian wbił wzrok w podłogę i długo nie odpowiadał. W końcu potarł dłonią o dłoń próbując je rozgrzać: - Zimno w tej norze jak diabli, masz fajkę? - Leży koło ciebie -Gdzie? – spytał blondyn rozglądając się na boki. Najwyraźniej narkotyk zaczął już działać, ponieważ miał spowolnione ruchy i gdyby nie to, w jakiej sytuacji się znaleźli, był by niezły ubaw z Damiana. - Na kanapie, leży koło Twojego kolana. Po chwili macania kanapy, najinteligentniejszy z trójki przyjaciół… teraz już dwójki, znalazł paczkę papierosów, wyciągnął jednego a drugi wypadł sam i poleciał na podłogę. - Po prostu, zginął. Wyleciał na ulicę i akurat szli Ci bandyci… w konwoju. Dwóch szło z przodu w środku jechał jakiś wóz pancerny, z tyłu też było dwóch.

Ariel co prawda, nie prosił o taki szczegółowy obraz całego zdarzenia ale postanowił nie przerywać koledze.

- Wołałem go, ale on nie reagował. Zaczął się plątać jednemu z trepów pod nogami, no i ten się wkurzył, przydusił głowę Piorunka do ziemi – głos Damiana zaczął się łamać a w oczy zachodziły powoli łzy – Przeszedł po jego głowie, rozumiesz to? Przeszedł po jego głowie. Co on zrobił mojej psinie… Jego głowa, ona pękła a on poszedł sobie dalej jak gdyby nigdy nic. Mój biedny piesek, mój kochany przyjaciel, dlaczego on mu to zrobił? To tylko pies, chciał się bawić. Moja kochana psina.

Damian zaczął szlochać i powtarzał w kółko jak mantrę ostatnie zdanie. Chłopakowi zrobiło się strasznie żal kolegi, faktycznie był bardzo zżyty ze swoim psem, często przedrzeźniał innych mówiąc, ze jego pies jest mądrzejszy od nich. Ariel chwycił go jedną ręką za ramię, drugą zaczął poklepywać po plecach:

- Wiem, że Ci ciężko stary, ale razem damy radę, musimy przeżyć, rozumiesz? Damy radę. Musimy być silni, słyszysz? Damian nie odpowiadał, był cicho, Ariel spojrzał na niego, rozczochrany bardziej niż zwykle blondyn zasnął. -Kurde, wypaliłeś sam całe zioło? A to ja miałem się wyluzować po moim chorym śnie, ale widzę, że Tobie bardziej się przydało brachu – powiedział sam do siebie, Damian spał jak niemowlę, niesamowite było to jak szybko zasnął.

Ariel ułożył w miarę sensownie kolegę na kanapie, teraz sam nie miał za bardzo gdzie zalegnąć, postanowił spróbować przespać się na siedząco, wcisnął swoje nie najszczuplejsze cztery litery między podłokietnik kanapy a rozwalonego po lordowsku Damiana i tak po dłuższej chwili zasnął. Już nie śnił, do samego rana miał spokojny sen – w dodatku obyło się bez zioła. ************************************************************************************ Gdy otworzył na ułamek sekundy oczy Damian już nie spał, siedział na podłodze oparty plecami o kanapę.

- Dzień dobry – powiedział Ariel.

Damian nie odpowiedział jednak chłopak nie przejął się tym za bardzo. Ogarnięty jeszcze snem przymknął na chwilę oczy, ale wiedział, że pora wstawać i zabrać się za misję, którą układał w głowie poprzedniego dnia, czekała go wyprawa po zapasy. Teraz było ich dwóch, więc mogli za jednym razem zgarnąć więcej prowiantu, co pozwoliłoby na niewychodzenie z ziemianki przez jakiś miesiąc (o ile mieli by fart i nikt inny nie wpadł na pomysł obrabowania stojącego nieopodal spożywczaka) a to z kolei zmniejszyłoby ryzyko natknięcia się na wroga. Właśnie, wróg – Ariel przypomniał sobie, że musi wyjaśnić sprawę z Piorunem, to znaczy chciał się dowiedzieć, z jakiego kraju pochodzą najeźdźcy, bo skoro Damian widział ich na własne oczy to zapewne widział również jakieś emblematy czy naszywki na ich mundurach. Właściwie, czemu Damian się nie odzywa? Ariel nie otwierając oczu –z racji tego, że „dojrzewał” jeszcze po ciężkiej nocy - spytał:

-Co nic nie mówisz? – Odpowiedzi nie usłyszał, więc ciągnął dalej - Wiem, wiem upaliłeś się wczoraj i jest Ci wstyd, ale nie ma się czego wstydzić, nawet takiemu wytrawnemu palaczowi zdarza się osłabnąć – sarkastycznie dodał a na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmiech.

Cisza, zero odpowiedzi, Ariel postanowił otworzyć jednak oczy i sprawdzić, dlaczego inteligentniejszy z nich nie odpowiada, umarł czy co? Zobaczył Damiana, skulonego w kłębek, wyglądał jak kulka, ciężko oddychająca kulka, jego tułów podnosił się i opadał łapczywie łapiąc powietrze, teraz wyglądał bardziej jak piłka, ale tenisowa. W dodatku odbijana.

-Co ci jest? – Ariel ześlizgnął się z kanapy, przysiadł na kolanach naprzeciw dyszącego Damiana i jeszcze raz powtórzył pytanie. -As… ehu, ehu – zaczął kaszleć Damian – Astma – odpowiedział, przy czym z jego gardła – a może z samej klatki piersiowej – dobiegały jakieś świsty. - Dobra, spokojnie, nie panikuj – uspokajał go Ariel – Gdzie masz leki, co?

Damian podniósł się na rękach, otworzył szeroko usta próbując rozpaczliwie łapać powietrze, które za nic nie chciało znaleźć się w jego płucach.

-Podnieś ręce do góry, oddychaj, gdzie masz te leki? – zapytał go Ariel, który sam zaczynał panikować nie wiedząc jak pomóc duszącemu się koledze – Gdzie masz te leki? - W… w domu, zostały w domu – wysapał Damian, którego twarz zaczynała robić się sina.

W domu? Jasna cholera, jak mam Ci pomóc skoro nie masz leków? – głowił się Ariel – Zanim pójdę do Twojego mieszkania i wrócę to już się udusisz. Myśl Ariel, myśl. A jak bym mu zrobił dziurę w krtani i wsadził plastikową rurkę od długopisu? Nie, to się robi alergikom jak ich pszczoła ugryzie.

-Trzymaj ręce w górze! – krzyknął na Damiana, który chyba nie bardzo już kontaktował – Trzymaj się! Nie umieraj mi tu przez pieprzoną astmę, proszę Cię. Nie zostawiaj mnie samego – prosił, a właściwie było to…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Projekt "Polska 2021" Część 2 - Wszyscy — czytnik · opowiadania