Fantasy · 8 min czytania
prolog (krótkie 5min opowiadanie)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Jesteś jaki jesteś.
Niektórzy zwą Cię Starszym , inni Tytanem lub Podróżnikiem . Są też tacy, którzy czczą cię jak Boga. Z tym ostatnim jednak nie możesz się równać. Dla swoich poddanych znany jesteś jako Władca .
Jesteś istotą nieśmiertelną, tak potężną, że możesz przemierzyć zasłonę pomiędzy światami. Dzięki Manie, tajemniczej energii, władasz niezwykłymi mocami. Wiesz, że źródłem Many jest ktoś lub coś, co istnieje od początku świata, nie dbasz jednak o to. Wszystko co dla Ciebie jest ważne, to Mana, po którą możesz sięgnąć. Mana, która wartko płynie Twoimi żyłami i wypełnia każdy skrawek Twojego ciała. Mana, którą uwalniasz jednym skinieniem, jedną myślą. Mana, za pomocą której manipulujesz rzeczywistością i umysłami pomniejszych istot . Mana, która może uśmiercić, jak i nieść życiodajną energię. Mana, która powinna przynależeć tylko Tobie!
Im więcej Many kontrolujesz, tym jesteś potężniejszy. Jednak czysta siła nie zawsze wystarcza. Istnieje niezliczona liczba sposobów jej użycia. Wszystko czego potrzebujesz, to perfekcyjna kombinacja pięciu elementów Many oraz wyrafinowany wzór splotu dla Twojego czaru. Tylko dzięki swojej wiedzy i doświadczeniu utrzymujesz przewagę nad innymi nieśmiertelnymi.
Część 22 / 2
Tak, są inni, tacy jak Ty. Pochodzą z różnych światów i różnych czasów. Władają potężnymi czarami o nieznanych Tobie splotach. To, co was łączy, to Mana, której każdy pożąda. Ścierałeś się z nimi niezliczoną ilość razy, na tysiącach światów, w niekończącej pogoni za władzą. Twoja przewaga nigdy nie była trwała, a wydarzenia w ostatnich milleniach nabrały lekko niepokojącego obrotu.
Nagle, znajome i alarmujące uczucie rozpełzło się po Twojej skórze, przerywając Twoją codzienną medytację. Ktoś przekracza barierę pomiędzy światami, przekracza ją i kieruje się tu, do serca Twojego imperium! W mgnieniu oka ukształtowałeś swoje najdoskonalsze pole ochronne oraz aktywowałeś sploty bezpieczeństwa na niezapowiedzianych ‘gości’. Wstałeś ze swojego tronu i zamarłeś w oczekiwaniu. Brama ukształtowała się i postać w czerni wypłynęła z pustki, nie wydając przy tym żadnego dźwięku. Błyskawice i kule ogniste uderzyły z ogłuszającym impetem w zbliżającego się intruza. Przestrzeń zafalowała, wyzwolona moc przebiła się przez pierwszą warstwę ochronną obcego. Jednak druga była jakaś inna, dziwna i niespotykana. Moc została zaabsorbowana… „Nie ma czasu do stracenia - pomyślałeś - wróg jeszcze nie zaatakował!”. Promień śmierci, twój najpotężniejszy czar, który udoskonalałeś przez wieki, wystrzelił w kierunku przeciwnika… … i nic się nie stało! Splot twojego czaru rozpadł się, a energia, którą włożyłeś w ten jeden zabójczy cios znikła. Oszołomiony, przygotowałeś się do obrony, wzmacniając do granic Twoich możliwości swoje pole ochronne. Pozostało jedynie oczekiwanie na pierwszy cios przybysza.
Cios jednak nie nadchodził, a opadający dym powoli zaczął odsłaniać skalę zniszczenia. Twoja sala tronowa przestała istnieć, zginęli też wszyscy twoi słudzy. Wasze spojrzenia spotkały się. Po chwili nieznajomy przemówił niskim i napiętym głosem: „Władco Dominum El’rgoth!, przybywam w pokoju”. „Czyli jednak będziemy rozmawiać” – pomyślałeś, równocześnie zastanawiając się jak przebić się przez jego magiczną osłonę jeśli deklaracja przybysza jest kłamstwem. Gość kontynuował coraz spokojniejszym, jednak pełnym mocy głosem: „ Zwą mnie TsuChi, jestem Panem na Arthanie , Erluwii , Astorice oraz kilkunastu innych światach. Przybywam, gdyż Dominium, któremu przewodzę szuka sprzymierzeńców.” Nieznajomy przerwał na chwilę w oczekiwaniu na Twoją reakcję.…