Akcja · 6 min czytania
Prolog (Nuntius)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
Biała sala. Tuż po zadaniu. 08.06.2012
- Potrafię więcej.
- Nie negujemy tego. Niestety, możemy ocenić tylko to co oglądaliśmy przed chwilą.
- Czyli to koniec?
Echo odbiło się od białych ścian. Światło padające z góry ujawniało tylko dwa miejsca. Jedno na którym stał przesłuchiwany i drugie gdzie zasiadało trzech mężczyzn. Reszta pomieszczenia była zaciemniona. Odległość między zawodnikiem, a jury była nie wielka. Dawała jednak komfort dla obu stron. Jedynie stróżka krwi płynąca od jego stóp niszczyła nieskazitelność tej sali.
- Nie, nie róbcie mi tego. Musicie dać mi jeszcze jedną szansę. Proszę – dało się słyszeć rozpacz w jego głosie.
Jednak żaden z nich nie wypowiedział już słowa.
Miejsce oczekiwań na koniec. 09.06.2012
Część 22 / 3
Przed celą stał ciemnoskóry facet. Nucił pod nosem ulubiony kawałek z dzieciństwa. Siwa głowa zdradzała, że było to bardzo dawno temu. Kilkoma szybkimi ruchami moczył podłogę mopem, po czym zanurzał go w wiadrze. Powtarzał tą czynność co kilkanaście sekund. Przesuwał wiadro pchając je raz lewym, raz prawym kolanem. W końcu nie podnosząc wzroku skierował ciało w stronę krat.
- Mówiłem. Nie słuchałeś. Wielu z was mnie nie słuchało. Przychodzicie bardzo pewni swoich umiejętności. Nie dajecie jednak z siebie wszystkiego – powiedział spokojnym głosem.
- Co możesz wiedzieć. Widzisz te blizny? Nie raz uderzałem w ścianę by poczuć jak rozrywam skórę na rękach. Setki godzin treningu by nie zaznać smaku porażki. A teraz obie dłonie mam złamane. I nie potrafię zrozumieć co poszło nie tak.
- Nie poświęciłeś zbyt wiele – nie podnosząc głowy wrócił do pracy.
- Nie poświęciłem? – głos z celi był już tylko pomrukiem. Pytanie stało się retoryczne. Wspomnienia sprzed kilku godzin wypełniły jego głowę.
Klub bokserski. 06.06.2012
Uderzał trzy razy szybciej i mocniej od reszty. Gdy trenował nic prócz jego celu się nie liczyło. Pot spływał po jego ciele obrysowując masy mięśni. Worek na którym ćwiczył powoli rozrywał się od siły ciosów. Nie słuchał nikogo. Liczył każdy swój oddech. Przeskakiwał z nogi na nogę zmieniając pozycję i znów przepuszczał atak. Już dawno stracił sparing partnerów. Każdy z nich obawiał się o swoje zdrowie. Gdy miał przeciwnika stawał się jeszcze szybszy i silniejszy. Nikt nie był wstanie go pokonać.
Telefon dzwonił po raz drugi. Wolnym krokiem podszedł do niego i przycisnął klawisz.
Część 33 / 3
- Tomy, zostaw to co teraz robisz i przyjeżdżaj – usłyszał.
- Jeśli załatwiłeś walkę to powiedz. Jestem gotowy – powiedział wycierając spoconą twarz ręcznikiem.
- Tu nie chodzi o walkę – dało się wyczuć podniecenie rozmówcy.
- A o co?
- Pamiętasz ogłoszenie które ukazało się 30 lat temu? Do zgarnięcia była astronomiczna suma. Ustawiłaby zwycięzcę na kilkadziesiąt pokoleń. Wygrał jeden, a mogli wszyscy. Człowieku! Znamy się już z kilkanaście lat. Wiem jak walczysz i wiem co możesz osiągnąć. Wygramy to.
- Wygramy?
- Słuchaj, bić się potrafisz. Ale organizator z ciebie marny. Odpalisz mi coś po wszystkim
-