Rodzina · 8 min czytania
PROMILA
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Promila
Poród?! Coś ciepłego cieknie mi po nogach. Pielęgniara mnie chyba nie lubi. A ten doktor? Właściwie niczego sobie ale jakoś nie mogę wyostrzyć. Po jabolu zawsze mi się wszystko rozmazuje. Boże, niech to już ze mnie wylezie! Pytają o skurcze. Jakie k*rwa skurcze? Nawet nie wiedziałam, że rodzę. Słyszę nieustanne pikanie tego durnego urządzenia. -Niech to przestanie pikać – drę się na całe moje przechlane gardło. -Pikanie oznacza że twoje dziecko żyje - odpowiada piguła i dorzuca-Pijaczko! Pik pik moja głowa! Pik pik jak gwóźdź. - Niech to przestanie pikać niech ten bachor umiera! Niech to robi szybciej!
O tym, że jestem w ciąży dowiedziałem się 3 miesiące temu. Wcześniej byłam w ciągu alkoholowym i później też. - Ciąża Ci służy - dyszał Waldek biorąc mnie na cuchnącej kanapie. - Będziesz ojcem - odpowiedziałam mając nadzieje, że orgazm i alkohol nieco rozcieńczą jego egoizm. -Ja!? wrzasnął! Wynoś się dziwko!. Uderzył mnie wcale nie pierwszy raz. Minutę później zataczałam się na klatce schodowej niekompletnie jeszcze ubrana. Tak naprawdę nie zależało mi na odnalezieniu ojca mojego bachora, tym bardziej, że wcześniej nie zależało mi na czystości, zabezpieczeniu, chorobach wenerycznych. Żyłam tak jak chciałam. Nie powiem, że los mnie do tego zmusił, że życie mnie pokarało. Zawsze byłam zbuntowana i leniwa. To fatalne połączenie. Pieniądze brałam od matki. Jej nauczycielska emerytura i naiwna, bezkrytyczna miłość były tym czego potrzebowałam - środkiem do zaspokojenia narastającego głodu alkoholowego. Przygodny seks, przygodni przyjaciele, przechwałki kto miał więcej we krwi i jakie przekręty udało mu się wywinąć - tym żyłam każdego wieczoru a potem całe dnie i noce. Byłam czymś zajęta, na coś czekałam , jakoś się żyło. A potem ten brzuch. Rósł. Basia koleżanka z baru przy dworcu od razu wiedziała. Mówiła o mojej ciąży z takim przejęciem i …radością. Ale musisz o siebie dbać Kaśka. Nie chlej tyle. Nie dawaj chłopom… -Wiesz co, mam cię w dupie, tak jak ta całą ciąże. Wydalę to jak już się uformuje i nic się nie zmieni - odpowiadałam dumna ze swojego prostego planu. Nie chodziłam do lekarza, nie odżywiałam się zdrowo. Nic się nie zmieniało-tak jak obiecałam. Wóda wchodziła zaskakująco dobrze. Seks był ok. Ostatnia impreza u Waldka była jak zawsze na ostro. Wypiłam tego nieszczęsnego jabola. Ale jakoś nie smakował. Popiłam wódką. I wtedy się zaczęło. Skurcz jeden, drugi. Dziwne uczucie. Czułam, że coś, mnie się tam ściąga i dusi ale nic nie bolało. Dobra wódzia, dobra - pomyślałam. Kolejny skurcz ale ja chojrak i nagle struga krwi. Zemdlałam. Obudziłam się w szpitalu. -Półtora promila! - darła się piguła. Co za durna baba!. Chyba wtedy przestała mnie lubić. Leżałam tak i myślałam tylko o tym pikaniu. Nic nie czułam, nic nie bolało. Pomyślałam: czy bez brzucha Waldkowi też będzie tak dobrze? W końcu TO ze mnie wyszło. Nie płakało. Ale żyło. -No dobra, to co mam podpisać żeby go oddać?- zapytałam. Wiedziałam, że muszę to szybko załatwić. Byłam nieco zamroczona, ale to zapytanie pojawiło się w mojej głowie w tym samym momencie w którym odkryciem, że jestem w ciąży. Pielęgniara prychnęła. -Myślę, że sąd sam odbierze Ci dziecko. Jak tak można? Skaranie boskie z tymi pijaczkami. Wynieśli dziecko gdzieś do innej Sali. Doktorek mnie zszywał. Krwi było mnóstwo. Alkoholowa krew sączy się nieustannie. Dziecka nie widziałam. Ważne, że już wyszło. Nie pomyślałam, żeby zapytać o jego stan, nawet o płeć. Czułam się jednak spełniona. Zrobiłam swoje. Noc była straszna. Trzeźwiałam i odczuwałam ból. Zauważyłam wtedy, że jestem na niego bardzo