Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 10 min czytania

Promocja

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Strzeliste wieże kościoła tonęły w rzęsistym deszczu, od trzech dni smagającym miasto bez chwili przerwy. Pomimo wody lejącej się przez przemoknięty kołnierz Marek wciąż stał na progu drzwi do zakrystii. Sam nie wiedział czemu, ale cała ta sprawa budziła w nim straszną niechęć. Ateista z wyboru i lenistwa, miał wpojoną niechęć do kościoła i wszystkiego związanego choćby w najmniejszym stopniu z tą instytucją. Ostatni raz zresztą był tu chyba podczas swojej komunii, wiele lat temu. I teraz by tu nie stał gdyby nie jeden problem: miał zamiar ożenić się z Ewą, a żeby to zrobić potrzebował odpisu metryki. Rzecz niby prosta i nieskomplikowana, ale sama myśl o spotkaniu ze starym proboszczem i pytaniach „czemu cię nie widuje na mszach synu?” przyprawiał go o dreszcze. W końcu wzruszył ramionami i zrobił krok naprzód pukając do drzwi. „Jakby co to zawsze mam kopertę” pomyślał wchodząc do przyjemnie ciepłego wnętrza zakrystii.

Już po chwili musiał przyznać przed sobą, że niekoniecznie tego się spodziewał. Zamiast starego gabinetu, pełnego religijnych bibelotów i obrazków zastał całkiem nowocześnie urządzone biuro. Przed nim stał drewniany stół zawalony rozmaitymi papierami, przy ścianach szafki i półki wypełnione podpisanymi teczkami. Był nawet cicho szumiący laptop na stole, podłączony do drukarki i skanera na małej szafeczce przy biurku. Jedyne co zgadzało się z jego wyobrażeniami to mały obrazek Jezusa, zawieszony nad głową księdza. Sam ksiądz zresztą też odbiegał od wyobrażeń. Co prawda miał sutannę, koloratkę i wszystko inne, ale nie był to bynajmniej stary proboszcz- ten ksiądz mógł mieć co najwyżej trzydzieści lat i niewiele w sobie miał z dobrotliwego pasterza owieczek. Przypominał raczej wiecznie uśmiechniętą hienę, czy też urzędnika w biurze podatkowym. O ile jest jakaś różnica pomiędzy tymi dwoma.

Wrażenie dobrze urządzonego biura psuły jedynie umieszczone tu i ówdzie miski tudzież garnki, zbierające wodę obficie kapiącą z dziurawego jak ser szwajcarski po trafieniu śrutem sufitu.

Od chwili wejścia do gabinetu młody ksiądz nie odezwał się właściwie do Marka żadnym słowem. Wskazał mu jedynie fotel przed biurkiem, gestem pokazał żeby zaczekał i powrócił do czytania dokumentu. Nie minęła jednak nawet minuta nim skończył, odłożył kartki papieru i znad złączonych dłoni spojrzał na Marka.

- Jak rozumiem synu pragniesz zdobyć odpis metryki? - Mimo młodego wieku głos księdza był pewny i mocny jak u doświadczonego kaznodziei. - Tak, eee....ojcze. Potrzebuję go do... - Oczywiście, oczywiście - ksiądz machnął dłonią, jakby chcąc pokazać że to sprawa najmniejszej wagi. - załatwimy to od razu. Powiedz mi jednak synu, jak tam u ciebie z tym „praktykujący” po słowie wierzący? - No wie ksiądz, oczywiście staram się i w ogóle, ale często czasu brak, zresztą tak naprawdę to chodzę różnie, raz tu raz tam. - Marek poczuł się niepewnie. Właśnie tego się obawiał. Ścisnął mocniej kopertę w kieszeni, jego jedyne zabezpieczenie mogące odsunąć go od tej sytuacji. „Oboje dobrze wiemy o co chodzi. Ty ponarzekasz, ja ci zapłacę i wszystko będzie w porządku” pomyślał. - Bardzo dobrze to rozumiem synu. - Naprawdę? - Zastygł z ręką na wpół wysuniętą z kieszeni. Tego się nie spodziewał. - Ależ oczywiście - ksiądz wstał ze swojego fotela, obszedł biurko i usiadł na jego skraju. „Niczym amerykański polityk zbliżający się do ludzi” przeszło przez myśl Markowi. - W dzisiejszych czasach trudno jest znaleźć czas na religię prawda? - Ksiądz kontynuował mimo wyraźnie zdziwionej miny rozmówcy. - Musimy zarabiać pieniądze, zajmować się rodziną i żeby nie oszaleć znaleźć sobie jeszcze czas na odrobinę rozrywki. Trudno oczekiwać od ludzi że przy tym jednocześnie będą dbali o ciągłe przestrzeganie przykazań i chodzenie do kościoła, nie uważasz synu? - No tak, znaczy się nie, to znaczy ja... - Marek nie wiedział co odpowiedzieć. „O cholera to jakiś psychiczny fanatyk”. Myślał już tylko jak się stąd wydostać. - Spokojnie, przecież wszystko jest w porządku. Doskonale cię rozumiem - Ksiądz uśmiechnął się szeroko ukazując zęby, wyraźnie po kilku zabiegach wybielania. - To nie żaden podstęp. - Nie? - Zdołał wykrztusić Marek. - Ależ oczywiście, że nie. Synu, musisz wiedzieć, że my tutaj także idziemy z duchem czasu i wiemy, że nasza przyszłość zależy od tego czy uda nam się osiągnąć większe porozumienie z wami, naszymi wiernymi. Dlatego też wprowadziliśmy specjalną ofertę: „twoja wiara, twoje potrzeby”. - Ofertę? - Absurdalność sytuacji zaczęła przytłaczać…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%