Akcja · 13 min czytania
Prosto w ogień
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Prosto w ogień "Każda wojna jest inna. Każda jest taka sama..."
Zostali wysłani za ocean, aby walczyć z nieznanym wrogiem. W domu zostawili swoje rodziny, przyjaciół... Teraz gineli za ojczyznę.
21 sierpnia 1972, Północny Wietnam, okolice rzeki Mekong, 18:32
Miły, ciepły wieczór... Jake siedział na siedzeniu, trzymając karabin M16 w rękach. Miarowy łopot wirników Hueya uspokajał go. Dwudziestocztero letni sierżant Marines znał swoje zadanie... Mieli zaatakować posterunek żółtków, zdobyć go, po czym utrzymać pozycję aż do czasu nalotu. Potem uciec na zachód, w stronę niewielkiej polany. Tam miały ich zabrać helikoptery. Prosta misja, a przynajmniej tak sądzili ci cholerni generałowie, wyznaczając cel... -Trzy minuty do lądowania! - Krzyknął kapitan Regan. Był to dowódca oddziału, wysoki murzyn z wielkim smokiem wytatuowanym na lewym ramieniu. Jake podejżewał, że jego kapitan chętniej wypatroszyłby Wietnamczyków, niż ich zastrzelił... Podobno w Wietnamie zginął jego starszy brat, ale były to tylko pogłoski. -Cholera wie, ilu żółtków znajdzemy na tym pieprzonym posterunku... Może być ich trzech, albo trzydziestu... - Tym razem przemówił Cole, niski, blady chłopak, który robił w tym oddziale za snajpera. -Trzydzieści sekund, przygotować się! UH-1Y obniżył lot, w oddali dał się słyszeć terkot Kałasznikowów... KM z boku helikoptera nie pozostał dłużny... -Oddział, opuścić pojazd! - Głos Regana wydawał się być głośniejszy niż dźwięk karabinów. Jake wstał i zeskoczył z płozy, prosto na wysoką trawę. Po chwili krzyknął: -Wróg na jedenastej! - Wymierzył i posłał serię prosto w szarżującego Wietnamczyka. Przeciwnik w biegu złapał się za brzuch i upadł. -Dwóch po lewej, snajper na drzewie! -Cole, zdejmij go! - Krzyknął, kierując ogień swojego M16 w stronę dwóch postaci pod drzewem. Cole przykucnął, wymierzył i strzelił. Wietnamczyk spadł z drzewa, wystrzeliwując kilka strzałów w powietrze. Nagle, ktoś z oddziału krzyknął: -Kurwa, on ma RPG! - biała smuga nieubłaganie zbliżała się do helikoptera. Po chwili z maszyny została tylko kula ognia, plująca wszędzie kawałkami rozżarzonego metalu. Jake'owi dzwoniło w uszach, kiedy zobaczył strzelca. Szybok przycelował i strzelił mu prosto w głowę. Nagle wszystko ucichło. Jake zdał sobie sprawę, że już po wszystkim. Usłyszał Regana: -Maddox, tu Szabla Pięć. Straciliśmy Orła, powtarzam: Straciliśmy Orła! -Szabla Pięć, tu Maddox. Udać się do punktu Charlie i kontynuować zadanie. Bez odbioru. Postanowili wyruszyć. Nad Północnym Wietnamem zachodziło słońce.
21 sierpnia 1972, nad wodami terytorialnymi Północnego Wietnamu, 20:12
Część 22 / 2
Samolot szturmowy leciał równo w stronę Wietnamu. Pilot A-6, Miles O'riley, przyglądał się zachodzącemu słońcu. W końcu odwrócił się i spojrzał na swojego bombardiera-nawigatora, Morgana McCutty'ego. -Morg, sprawdź radar. - Morg spojrzał na ciemny ekranik i powiedział: -Dwa cele na godzinie pierwszej, około piętnastu mil stąd. Prawdopodobnie MiG-i 15. -No, to pora na zabawę... - Miles skręcił lekko w prawo, wyrównał lot i i powiedział przez radio: -USS Enterprise, tu Diabeł Trzy-zero-dwa, mamy kontakt. Proszę o pozwolenie na otwarcie gonia. -Diabeł Trzy-zero-dwa, macie pozwolenie na otwarcie ognia. - Morgan jakby na to czekał. Przełączył przycisk z napisem "MASTER ARM", uzbrajając rakiety AIM-7. Po chwili powiedział spokojnie: -Cel namierzony, Miles... Powiedz tylko kiedy... O'riley odczekał trzy sekundy i powiedział: -Teraz! - Rakieta poleciała w stronę wroga. Po chwili dało się dojrzeć wybuch i spadający wrak, a za nim chmurę czarnego dymu. Samolot zorbił szybki zwrot i gdy tylko rakieta namierzyła kolejny cel, Moragan posłał ją w stronę MiG-a. Kolejny strzał, kolejny trup. A-6 skierował się w stronę lądu, aby wykonać główne zadanie i zbombardować skład amunicji należący do Armii Północnego Wietnamu...
21 sierpnia 1972, Północny Wietnam, okolice rzeki Mekong, 21.57
Szli powoli przez dżunglę. Jake nie widział dalej, niż na pięć metrów. Byli już w połowie drogi. Cole poruszał się przed nimi, uważnie stawiając stopy. Sprawdzał się zarówno jako snajper, jak i zwiadowca. W pewnym momencie uniósł zaciśniętą pięść do góry. To znaczyło, że oddział ma się zatrzymać. Przez chwilę nasłuchiwał, po czym powoli ruszył. Znów się zatrzymał, tym razem jednak patrząc na ziemię. Po chwili słychać było ciche stuknięcie, po czym podnióśł w górę jakiś długi kabel. -Lina naciągowa. Zółtki postawiły pułapkę. - Zameldował, bardziej do siebie niż do innych. Nagle szybko wstał i zaczął biec w stronę oddziału, krzycząc: -Kurwa, to zasadz... - zamilkł w pół zdania, a na jego piersi rozkwitły czerwone plamy. Chwilę później do Jake'a dotarło, że są pod ostrzałem. Szybko wymierzył w stronę wroga i pociągnął za spust. Płomień wylotowy z lufy go oślepił. Usłyszał krzyk. Chwilę później, trzech Wietnamczyków było martwych. Podszedł powoli do Cole'a. Wystarczyło jedno spojrzenie , aby wiedział, że jego kolega nie żyje. O co oni walczą? Czy nie lepiej było zostać w domu? Kończyłby teraz studia... Z zamyślenia wyrwał go głos Regana: -Oni wiedzą, że tu jesteśmy...
21 sierpnia 1972, nad północnym Wietnamem, 22.03
Miles patrzył na wskaźniki. Prędkościomież wskazywał trzysta węzłów. Wysokość - półtora tysiąca stóp. Wszystko w porządku... Po kilku minutach ciszy, w końcu odezwał się Morgan: -Odległość do celu - 30 mil. Będziemy tam za minutę... - Jego głos był spokojny, jakby czytał gazetę... -USS Enterprise, tu Diabeł Trzy-zero-dwa. Minuta do celu, odbiór. -Diabeł Trzy-zero-dwa, tu USS Enterprise. Macie zgodę na zbombardowanie celu. -Potwierdzam, bez odbioru. Morgan zaczął namierzać cel. Po chwili oznajmił: -Cel namierzony. Miles spojrzał na Morgana, po czym skinął głową. Na ten znam bombardier spuścił bomby. Dwie bomby typu Mk-82 poszybowały w stronę składu amunicji. Po chwili Miles i Morg dojrzeli wybuch. Trafili w cel. Nagle w kabinie rozległo się pikanie. -Kurwa, SAM! - Krzyknął Morgan. Miles ostro skręcił w prawo, po czym poderwał dziób samolotu. -Na jedenastej, dwieście stóp pod nami! - Jake skierował samolot w lewo. Teraz lecieli na spotkanie z pociskiem... -Co ty, u diabła, robisz?! - Zapytał Morg. Miles nie zajmował sobie głowy odpowiedzią. W myślach odliczył do pięciu, po czym ostro skręcił w prawo, jednocześnie wypuszczając flary... Jasny punkt przeszedł kilka metrów od nich, po czym eksplodował, na chwilę oślepiając załogę A-6..