Rodzina · 4 min czytania
Proszę, nie zostawiaj mnie...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kinga zawsze kochała swoją rodzinę. Nie ważne kiedy, co jej robili, jak źle było, zawsze kochała całą swoją rodzinę. I mimo, że czasami nie ogarniała pokrewieństwa z niektórymi osobami, nadal ich kochała. Bardzo się smuciła, kiedy kogoś nie było w pobliżu. Trzeba przyznać, że Kinga największą miłością darzyła swoich rodziców i brata, Artura. Rodzice kochali ją, jak to rodzice. Gorzej z bratem, który wcale tej miłości nie okazywał. Wyglądało wręcz, że jej nienawidzi. Wciąż odpychał małą Kingę, wrzeszczał na nią. A kiedy ta płakała, był zadowolony. Kinga myślała za to, że to jej wina. Zamiast spać w nocy przytulała ulubionego pluszaka i błyszczące w świetle księżyca wpadającego przez okno łzy spływały po jej policzkach. Zaciskała usta z całej siły, by nie wydobył się z nich spazmatyczny szloch. W takich chwilach nienawidziła siebie z całych sił. A kiedy przychodził dzień, wzruszała ramionami na pytania, dlaczego ma takie podkrążone, czerwone oczy. I nikt nie zauważał, że kiedy się uśmiecha, ten uśmiech jest fałszywy i pełen smutku. To też bardzo bolało, czasami miała ochotę wykrzyknąć "Spójrzcie na mnie!". Zachowywała się, jakby była o dziesięć lat starsza, niż miała. Ale nadal kochała całą swoją rodzinę, włącznie z Arturem. W końcu sobie wmawiała, że to jej wina, że jest on taki złośliwy. A im bardziej on był złośliwy, tym bardziej go kochała i nienawidziła siebie.
Ten dzień był straszliwie zimny i smutny. Krople deszczu, niczym łzy spływały po szybach. Starsza już Kinga siedziała na parapecie i