Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 8 min czytania

Prototyp

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

PROTOTYP

Ledwo, co się ocknąłem a już omal z powrotem nie straciłem przytomności. Gdy w końcu się przemogłem i na dobre otworzyłem oczy, zobaczyłem coś, co mnie przeraziło. Wtedy też właśnie uświadomiłem sobie, że siedzę w pędzącym ponad 100 km/h samochodzie. Ja prowadzę. Nie wiem jakim cudem ale prowadzę (przecież trzymam w rękach kierownice, a to już coś chyba znaczy). Na wszelki wypadek rozglądam się po wnętrzu pojazdu. Na miejscu obok kierowcy mnie nie ma, z tyłu tez jakoś pusto, więc gdzie mogę być jak nie przy sterach? Auto, w którym jechałem było jakieś dziwne. Nic nie działało a zarazem działało wszystko. Chcę skręcić - nic! Zahamować, zmienić bieg - nie da rady. Niby nic nie działa, ale przecież jadę i to dość szybko. Jak dla mnie to nawet za szybko. Prawie nie odróżniam mijanych budynków. Obraz za szybą zlewa się w jedna, wielką, różnobarwną plamę. Zastanawiające jest jednak to, że mimo dużej prędkości z jaką jechało, auto mocno trzyma się swojego pasa i jest prowadzone stabilnie, a nie zygzakiem charakterystycznym dla po imprezowego stylu jazdy. Z tego wynikałoby, że ktoś zdalnie steruje pojazdem. Ale kto i po co? Ze względu na to, że strasznie bolała mnie głowa oraz że było mi niedobrze, postanowiłem dłużej nie zadręczać się tymi pytaniami, tylko przyjrzałem się bliżej samochodowi. Wyglądał normalnie. Drzwi, siedzenia, kierownica, lusterka, wycieraczki, dwa kałachy, przednia szyba.... Zaraz, zaraz, dwa kałachy? No tak, wzrok mnie chyba nie myli. Na masce były przymocowane dwa karabiny. Kurde, w co ja wsiadłem? Automatycznie odwróciłem się i skierowałem swój wzrok na tylna szybę, spodziewając się, że mam na holu niemiecki czołg pantera. Z ulgą stwierdziłem, że nic takiego nie ma miejsca. Z wrażenia aż zrobiło mi się gorąco, więc odsunąłem szyberdach. Mimowolnie spojrzałem w górę i zamarłem. Na dachu samochodu umiejscowione było działko dość sporego kalibru, zdolne obrócić w pył każdą przeszkodę, jaka stanęłaby mi na drodze. Ból głowy był coraz silniejszy. Fale cierpienia wywoływało nawet pikanie kierunkowskazu. Wydawało mi się, że zaraz moja głowa eksploduje. Chciało mi się też strasznie pić, ale jak na złość wśród bogatego wyposażenia auta nie znalazłem niczego w ciekłym stanie skupienia. Ani kapki czegoś, co uśmierzyłoby, choć na chwilę, moje nie ziemskie pragnienie. Próbując o tym nie myśleć wróciłem do oglądania pojazdu. Spojrzałem na skrzynie biegów. Jedynka, dwójka, trójka, czwórka, piątka, wsteczny i… szóstka, siódemka oraz ósemka?! Co jest? Osiem biegów to się pojawia tylko w humoreskach, niezbyt rozgarniętych motoryzacyjnie satyryków. Niezła hybryda z tej fury. O tym, że samochód jest zdalnie sterowany ostatecznie przekonało mnie to, że pojazd zatrzymywał się na każdych światłach, na wszystkich skrzyżowaniach i przejściach dla pieszych. Zupełnie bez mojej ingerencji. Nawet jak ktoś nagle wbiegł na ulicę, zdążył wyhamować. I co ciekawe, nie odsuwała się żadna szyba, a w kierunku winnego nie leciała wiązanka serdecznych pozdrowień. Zauważyłem, że auto miało słabość do starszych. Za każdym razem, gdy na chodniku stała stara babcia, że strachem spoglądająca na ruchliwą jezdnię, samochód zatrzymywał się i ja przepuszczał (stawał tak umiejętnie, że praktycznie blokował ruch w obie strony). Z tym przepuszczaniem to chyba nawet trochę przesadzał, bo raz się zatrzymał, choć ja nie widziałem nikogo, kto chciałby przejść. Żadnych ludzi. Czekamy i czekamy. Zacząłem się już denerwować, gdy spostrzegłem pomykającego, centralnie przed samochodem ślimaka. No to sobie postaliśmy. W…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Prototyp — czytnik · opowiadania