Filozofia · 4 min czytania
Prowadź
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zdycham. Nie mogę wydusić z siebie żadnego słowa. Nie oświetlona droga, mętlik w głowie. Nie kontroluję siebie. Nie znam siebie. Nie poznaję. Mocno trzymam kierownicę obiema rękami. A może mi się tylko wydaję że ją trzymam? Oczy krążą mi we wszystkie strony. Zaczynam się dusić, ciężej oddychać. Przestałam się już bać. Nic nie jest mi obce. Żaden ból, żadne cierpienie. Wszystko zaczęło nabierać sensu, tylko po to by uświadomić mi że nie miało żadnego. Jesteśmy na świecie przypadkiem. Żyjemy i umieramy. Tylko nieliczni zapisują się na kartach historii. O reszcie nikt nie będzie pamiętał. O mnie też nie. Przez całe życie byłam anonimowa, umrę w ten sam sposób. Wydaje mi się że nie panuję nad samochodem. Zresztą pierwszy raz siedzę za kierownicą. Coś zaczęło świecić w lusterko. Oślepia. Nie widzę. Ręką zasłoniłam lusterko i jechałam dalej. Dodałam gazu. Hamulec to nie był na pewno. Bo przyspieszałam. Wykraczam poza normy wszystkiego. Uciekam od zobowiązań, ludzi. Coś się we mnie zepsuło. Zepsuliśmy to razem. Ty istoto której twarzy nie znam, uciekłaś. Zostawiając mnie samą. Prowadzę ten samochód tak samo niebezpiecznie jak swoje życie. Nie zważając na znaki, pieszych i białe, podłużne pasy. Kolor czerwony też nie jest w stanie zatrzymać pędzącego życia. Nie pamiętam swego imienia, nie wiem gdzie jestem i co robię. Jednak czy to że życie pędzi szybciej niż powinno, możemy nazwać strachem przed tym co mogło nas zatrzymać? Przed tymi rzeczami i ludźmi których minęliśmy po drodze? A może to tylko ucieczka. Tak banalna i nic nie znacząca ucieczka kolejnego życia, które nie miało hamulców. Próbując się ratować z tonącego statku mogłabym ryzykować stratą wszystkiego co dotychczas miałam. Czyli niczego. Jestem morderczynią własnej