Kultura · 6 min czytania
Prowokacyjnie wobec kobiet
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jak wyraźnie widzą osoby śledzące mijające dzieje lub nawet zwykłe szaraczki posiadające zdrowy rozum, arena medialna w łatwy sposób potrafi kontrolować naszą świadomość i pogląd na otaczający świat. Stare stereotypy są zastępowane nowymi, a masa skołowanego tłumu podąża obranym przez media torem. To też dotyczy czterech przykazań współczesnej kobiety...
{i}{u}Pierwsze przykazanie – zmora ubioru{/i}{/u} Co miesiąc na rynek wchodzą nowe fasony oraz style i gdybyśmy chcieli za nimi podążać, stracilibyśmy nie tylko głowy, ale przede wszystkim cały posiadany majątek. Najważniejszym argumentem sprzedawczyń z odzieżowych sklepów jest taki, że ten czy tamten ciuch jest po prostu w modzie. Wielkie przemówienia orędują właśnie koło słów dowodzących, że tacy czy inni ludzie robią takie czy inne rzeczy i powinniśmy ich naśladować, kupując takie czy inne produkty. Nieważne, że nie podobają mi się spodnie-bojówki. Najważniejszą kwestią jest to, że są aktualnie NA TOPIE, a jeśli są droższe od zwykłych spodni, tym lepiej. Po długich rozmyślaniach doszłam do wniosku, że regularne (i ślepe) podążanie za modą, wynika po części z naiwnej wiary reklamom różnego gatunku, a w skrajnych przypadkach, przypomina wyścig psów gończych spuszczonych ze smyczy. Nieraz spotkałam osoby wydające sto złotych na kusą spódniczkę, a raczej na kusy kawałek materiału. Mało tego, często ludzie pozbawiają się w ten sposób jakiegokolwiek gustu. Ale to nie jedyny powód mojego zdumienia nad komizmem rynku, jaki się w dzisiejszych czasach wytworzył.
{i}{u}Drugie przykazanie – niewygoda i brak zdrowia{/i}{/u} Bardzo paskudnym zwyczajem młodych polskich kobiet – i Bóg wie, czy nie tylko ich – jest ubieranie się w całkowitej sprzeczności ze zdrowiem. Jakieś dwa lata temu oglądałam film „Tomb Rider”, gdzie główna bohaterka jechała saniami po jakiejś mroźnej Arktyce. Owszem, miała na sobie piękny ciepły płaszcz, ale był on – jak dla mnie – ostentacyjnie, całkowicie, niezrozumiale rozpięty. Zapewne po to, aby było widać roznegliżowany dekolt. Po obejrzeniu filmu zadałam sobie proste pytanie – czy jej nie było zimno? Sądzę jednak, że nieważne było w tej scenie, że mogłaby przemarznąć na śmierć, ale to, że ta skąpa i cieniutka bluzeczka była fajna, i że całą scenę można było nazwać po młodzieżowemu, czyli po prostu: cool. Nawiązując do ‘chłodnych’ klimatów. Co rusz można spotkać młode dziewczyny, które w środku stycznia noszą krótkie kurteczki i tylko widać jak po kryjomu trzęsą się z zimna. Natomiast co się dzieje na korytarzach większości polskich szkół, gdzie temperatura nie przekracza osiemnastu stopni Celsjusza? A to, że trwale chcą wywalczyć dla siebie władzę, cienkie jak papier bluzeczki, a jeżeli są szczególnie uparte, to konkurują dekoltem, odkrytym brzuchem oraz nerkami. Ludzie! – woła moje sumienie, które nie będzie spokojne, jeśli nie ostrzeże nieświadomą masę tłumu,