religia · 4 min czytania
Prywatne życie superbohaterów – cz. II
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
{b}Prywatne życie superbohaterów - cz. II/III{/b}
Zabawki się psują. Taka ich natura. Przestają działać nagle, z zaskoczenia szczerzą się w złośliwym uśmiechu, tylko czasami pokazują różowy język. W takich przypadkach najwłaściwszą reakcją jest płacz. Powinien być przeciągły, urywany jedynie krótkimi szlochami, tak, by móc swobodnie wykonać wdech.
W przedszkolu na krańcu świata nie sposób było nie zauważyć krótkich tych epizodów, kiedy budynek trząsł się w posadach. Akurat mechaniczny robot zaciął się i jak w transie powtarzał jeden, wwiercający się w mózg, plastikowy dźwięk. Albo kolejna lalka wygięta w akrobatycznej figurze gubiła cieniutką, bladą rączkę.
Zimną krew zachowywała wtedy tylko piękna pani. Z namaszczeniem całowała różaniec, wprawnym ruchem zakładała białą, lateksową rękawiczkę. Potem sięgała po igłę i strzykawkę. Unosiła malutką buteleczkę pod światło i przez chwilę przyglądała się powstającym w środku bąbelkom powietrza…
***
Część 22 / 2
Ktoś podpalił krzak. Spiderman z początku nieśmiało próbował go adorować, jednak gdy tamten nie raczył przemówić, zwątpił, by ostatecznie rozpiąć rozporek ciasnego kombinezonu i z zamkniętymi oczyma leniwie oddać się atmosferze nocnej imprezy w ogrodzie Madonny. Zaśmiał się pod nosem na myśl, że znów przybywa na czas, tym razem, by ugasić pożar.
- Hej! Spider – zawołała na jego widok Królowa Popu. – Muszę przyznać, że nigdy nie wchodziłeś w człowieka zbyt głęboko, ale powiedz, może ten kostium za bardzo cię opina i to dlatego – na chwilę przerwała, szukając odpowiednich słów – jesteś coraz mniejszy?
Potem wybuchła śmiechem. Stała naprzeciw, w jednej dłoni trzymała do połowy pełną butelkę wina, w drugiej wciąż miała pogrzebacz. Z oddali dolatywały echa muzyki. Ramones. Sama już nie wiedziała, jaka dokładnie piosenka.
- Listen Bud, he's got radioactive blood – cicho zanucił Spiderman,…