Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

gotowanie · 6 min czytania

Prywatne życie superbohaterów – cz. III

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{b}Prywatne życie superbohaterów - cz. III/III{/b}

Na środku pokoju zabaw w przedszkolu na krańcu świata stała karuzela. Uwiązane były do niej cztery magiczne zwierzęta, podrygując do wesołej melodii, kręciły się w kółko. Był tam dostojny jednorożec, skrzydlaty lew, chiński, wąsaty smok i różowy słoń. Posłusznie przystawały, gdy podchodziła do nich piękna pani. Najpierw je głaskała, gładziła bezwiednie, nigdy nie będąc pewna, które wybrać.

Jednak pomimo początkowych dylematów, w końcu zawsze decydowała się na jednorożca. Z melancholijną miną siadała na jego grzbiecie i trzymając się magicznego rogu, rozpoczynała wędrówkę. Uważnie śledziły ją oczy podopiecznych. Potem zaczynała nucić i cichutko, sennym głosem śpiewać kołysankę. Madonna niezmiennie kończyła swoją pieśń z goryczą, rozglądając się po cichym pomieszczeniu, wszystkich śpiących twarzach.

***

Przy stole kapitańskim palono. Słabo żarzący się, poskręcany korzeń o zapachu najtańszych cygar przechodził z rąk do rąk, aż trafił w spocone, trzęsące się łapska Beatlejuica. Najpierw mocno wciągnął dym do płuc, potem zamknął oczy i uśmiechnął się. Pełną, dostępną paletą. Począwszy od niewinnego grymasu, przechodząc przez rozmarzony błogostan, kończąc na euforycznym chichocie, przerywanym wyrzucanymi z ust słowami:

- Mówcie, co chcecie, ale dawno nie widziałem takiej cizi.

- Rozumiem, że żona myśli tak samo – złośliwie zauważył podstarzały i stetryczały już Kapitan Ameryka.

- Choć przyznać trzeba, że laska to miała łeb na karku.

- Nie zapominaj, że mało brakło, a dobrałaby nam się wszystkim do dup. – Jak zwykle rzeczowy Kapitan Jeż na posterunku.

- Wykiwać wszystkich superbohaterów podstępem, udając narzeczoną Supermana. To się nazywa fantazja – nic nie zważając na kpiny, Beatlejuice kontynuował peany na temat Panny NN.

- Raczej naiwność. Prędzej czy później prawda i tak wyszłaby na jaw. Całe szczęście, że jest Madonna i jej intuicja w sprawach kobiet. A ktoś w ogóle wie, co się w końcu z nią stało? – Głos zabrać chciał Kapitan Żbik, jednak nie pozwoliły mu na to narastające odgłosy powstającego zamieszania.

Nagle ucichała muzyka, a na środek parkietu wjechał dwumetrowy tort. Był obrzydliwie różowy, spływał lepkim lukrem, wyrastały z niego dziesiątki skrzących się jak fajerwerki świeczek. Podekscytowana Madonna chwiejnym krokiem podeszła to przysmaku i zaczęła udawać, że próbuje zdmuchnąć rozszalałe płomienie. Z kolei goście śpiewali „Happy Birthday”. Wybiła północ.

Królowa Popu drapieżnym ruchem wbiła palec w ciasto, by nabrać potężną porcję kremu. Oblizała się i pociągnęła za dźwignię, której do tamtej chwili nikt nie zauważał. Okazało się, że u góry tortu znajduje się otwierana mechanicznie klapa. Zadowolona ze swego pomysłu Madonna wdrapała się na…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%