Horror · 9 min czytania
Przebudzenie.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 4
Prolog.
Przebudzenie...
Szara aktówka leżąca w obecnej chwili na kamieniach brukowanej uliczki, gwałtownie przerwała wyścig z czasem.
- Niech to diabli !
Mężczyzna z trudem schylił się po zbiór dokumentów do niedawna znajdujących się jeszcze w jego spoconych dłoniach .Kurczowo trzymając owa aktówkę pod lewą pachą, sięgnął prawą ręką do kieszeni po materiałową chusteczkę. Wytarł ociekające potem czoło, po czym popędził szybkim krokiem zostawiając za sobą Uniwersytet, kierując się wprost w Zaułek Bernardyński.
W półmroku światła jednej z nielicznych latarni na tej ulicy, starał się dostrzec godzinę na swym przedwojennym zegarku. Wskazówki odmierzały dwudziestą trzydzieści .Ponownie sięgnął tym razem już po zupełnie mokrą chustkę.
- Jaki dajesz przykład młodzieży ? Wstydź się ! – pomyślał – Co z ciebie za wykładowca, który nawet nie potrafi być punktualny ...
Część 22 / 4
Zza chmur na tle nocnego nieba wyłonił się księżyc. Mężczyzna skręcił w ulicę św. Anny, gdzie widać już było fasadę gotyckiego kościoła.
- Prawie na miejscu.
Po chwili wszedł do środka. W surowym wnętrzu budowli, otoczona mrokiem po prawej ścianie przy świetle lampki, siedziała na posadzce kobieta. Powiew świeżego powietrza jakie mężczyzna wniósł z zewnątrz otwierając drzwi oraz jego kroki odbijające się echem od ścian kościoła oderwały ją od aktualnie wykonywanej czynności. Gwałtownie obejrzała się za siebie wstając.
- Profesorze Witalis - to pan ?
Mężczyzna przeszedł między kościelnymi ławami, kierując się w stronę kobiety. Spojrzał na dłuto, pędzelek oraz pokrytą pyłem, drobnej budowy blondynkę. Westchnął.
- Witaj Danuto. Pracujesz bez chwili wytchnienia, idź więc proszę już do domu. Pozwól mnie pełnić dziś nocna wartę – na twarzy sześćdziesięciolatka, spod grubych, siwych wąsów wyłonił się dobrotliwy uśmiech.
- Wie pan, panie profesorze jak bardzo te badania są dla mnie ważne – jak bardzo się w nie zaangażowałam. Ponadto moim marzeniem jest dostać to stypendium.
Część 33 / 4
Profesor zdjął płaszcz, kładąc go na pokrytej pyłem kościelnej ławie a następnie przetarł okulary o koszulę. Stojąca na podłodze lampa, oświetlała ich osoby jakby byli scenicznymi bohaterami tragedii, w której dwie słabo migoczące jednostki są otoczone przez czarną, przynoszącą niewiadomą materię. Ich głosy dudniły złowieszczo w kościele odbijając się od ścian i wysokiego stropu po czym były pochłaniane przez mrok otaczający wszystko dookoła .
- Zdaję sobie sprawę jak bardzo ci zależy ale jesteś tu od rana – starał się dostrzec w słabym świetle tarczę swego zegarka – Jest ...po dziewiątej, wiedz że nawet ambicja ma swoje granice drogie dziecko.
Starcza dłoń z ojcowską czułością dotknęła jej głowy w delikatny sposób gładząc miękkie włosy. Zaś jej niebieskie oczy wpatrywały się przez chwilę z dziecięcym zaufaniem w swego mentora.
- Dobrze już, dobrze...przekonał mnie pan. Pozwolę sobie tylko złożyć raport z dzisiejszego dnia.
- Oby nie był za długi – za kwadrans nie chcę cię tu już widzieć.
- Bez obaw – uśmiechnęła się – Wstępne wyniki z dzisiejszego dnia potwierdzają nasze przypuszczenia o małej, prawdopodobnie dwuosobowej krypcie grobowej pod posadzką w tej części kościoła .Wiemy już, że jest ona pusta – spojrzała za siebie na wykuty otwór w podłodze- Odkryliśmy też druga warstwę tej komory znajdującą się tuż pod nią, która jest przełożona najprawdopodobniej kilkoma rzędami desek. Niestety, będziemy musieli dostać się w pełni do pierwszej komory, by móc cokolwiek powiedzieć o tej drugiej
Profesor kucnął nad otworem. Zobaczył fragmenty dwóch kamiennych półek grobowych oraz zbutwiałe drewno na samym dole. Danuta wyszła poza obręb padania światła , by przebrać się w czyste ubranie.
Część 44 / 4
- A przedmioty ? Czy znaleźliście coś ?
- Zupełnie zapomniałam...nie uwierzy pan. Niech profesor spojrzy na monetę. Leży gdzieś tam...
Odpowiedziała zdejmując brudną, flanelową koszulę. Mężczyzna sięgnął po monetę i po chwili otworzył skórzaną torbę leżącą na kościelnej ławie, wyciągając z niej lupę. Przypatrywał się złotemu krążkowi, co trwało dość długo – zupełnie jakby nie widział co trzyma w lewej dłoni. Zapadła cisza. Przerwał ją brzęk klamry od paska – kobieta wyszła z półmroku.
- Znaleźliście ją w tym miejscu ? – zapytał z głębokim niedowierzaniem.
- Dokładnie.
- Ale co moneta z epoki…