Filozofia · 8 min czytania
Przebudzenie Mędrca
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
"Pewnego dnia" - rozpoczął mędrzecz swoje najnowsze, tak inne od tych dotychczasowych dzieło. Czuł podniecenie, które koiło jego wzrastający z każdą minutą ból i lęk i które pozwalało zapomnieć o problemach. Jego gabinet urządzony gustownie, ale bez przepychu delikatnie rozświetlał płomień świecy tworzący nastrój idealnie wpasowany w stan emocjonalny autora. Ogień żarzył się na potężnym mahoniowym biurku znajdującym się na prosto od brązowych drzwi porośniętych sfatygowanymi przez czas pajęczynami. Profesor wątpił nawet, by jakieś pająki jeszcze nań mieszkały. Za biurkiem tradycyjnie dla takich miejsc znajdował się olbrzymi regał po brzegi wypełniony książkami, a wysokie kolumny tychże znajdowały się także na krześle i ziemi. Właśnie w ich stronę zmęczone oczy skierował profesor i wpatrywawszy się tak zmarszczył czoło, po czym wbił ponownie pióro w kartkę i powrócił do pisania. W izbie było na tyle cicho, że nawet dźwięk dzielnie przedzierającego się przez kolejne stronice wiecznego pióra był mocno słyszalny, a odbijając się echem od ścian gabinetu na pewno nie przypominał jedynie cichego skrobania. Zresztą jakby nie nazwać tego, to dla mędrca miało to nie małe znaczenie.
Tenże bowiem od dziecka lubował się w pisaniu. Najmilsze jego wspomienia przywołują lata szkolne, gdy któryś z powszechnie znienawidzonych belfrów zobaczył u młodzieńca dar i to nie byle jaki. Odznaczał się również inteligencją, której to już wtedy zazdrościło mu wielu z jego znajomych. Co prawda ci jedynie takimi się mienili w szkole, bowiem chłopiec po przyjściu ze szkoły zamykał się w hermetycznym, swoim świecie ksiązek. uwielbiał je i traktował jak najbliższych przyjaciół, przy czym jego upodobania w tym zakresie wydawały się wówczas godne podziwu. Stronił od fantastyki, nie zauważał sensu w czytaniu powieści w ogóle, a jego wieczory wypełniały mądre księgi naukowe. Chociaż wiódł życie samotnika, nie było mu z tym źle. Można powiedzieć nawet, że uczucia tego nie znał, bo człowieka skutecznie zastępowała nauka. Dodatkowo kiedy rzeczywiście potrzebował rozmowy, to udawał się do pokoju rodziców. Oni - światowej sławy filozofowie nigdy nie poskąpili mu pomocy i w bardzo prosty sposób rozwiązywali jego problemy, z tym, że były to jedynie problemy natury naukowej. To oni zaszczepili w nim ciekawość świata, ale to też oni zapewniali go, że całe życie zawiera się w suchych opracowaniach podręcznikowych kolejnych intelektualistów.
W ten sposób z młodzieńca miłującego naukę zrodził się maniak, który z każdym dniem coraz bliższy był wszystkowiedzialności. Jego życie było pasmem sukcesów, które wiązały się z wydawaniem kolejnych, wciąż okrzykiwanych przełomowymi dzieł. Z kazdym dniem jego osoba stała się niezwykle popularna w odpowiednich kręgach, a on ciągle tworzył. Osiągnięć miał wiele, co łączyło się także z faktem jego wszechstronności. Owa pozwalała mu na opisywanie kolejnych zjawisk, na snucie następnych teorii w językach nauk zarówno ścisłych, jak i humanistycznych. Coraz bardziej wierzył we wspaniałą moc nauki i coraz bardziej dumny z obranej przez siebie ścieżki życiowej. Niezwykłą siłę dawały mu kolejne laury, wspaniale czuł się stojąc na piedestale, kiedy nad jego fenomenem rozwodziły się kolejne znakomite osobistości. W pewnym momencie stał się swoistym alfą i omegą naukowego światka, cieszył się szacunkiem, co i tak nie zadowalało jego wygórowanych ambicji.
Tak toczyło się życie amatora nauki do czasu, aż osiągnął wiek 47 lat. Wówczas to jego rodzice w wyniku tragicznego wypadku opuścili ten świat, a on poznał nową gamę uczuć. Do tej pory rozpieszczany przez życie, wciąż szczęśliwy, ciągle zadowolony - teraz musiał zmierzyć się ze smutkiem i bólem, a także nadeszłą nieoczekiwanie samotnością, pustką, którą wcześniej ignorował i nie bardzo wierzył w jej istnienie.
Przez długie lata poświęcone nauce poznał filozofię na tyle dobrze, że wydawało mu się, że o sztuce życia wie niemal wszystko. Te niemal w rzeczywistości…