Psychologia · 2 min czytania
Przebudzenie Szaleńca
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Przebudzenie Szaleńca
Poranny blask – świtu już czas Razie me oczy i budzi demony Słońce tak krwawe – jak stosu żar A księżyc wciąż na niebie się srebrzy I dziwne rzucają cienie Które w duszy mej tańczą
Unosząc powieki widzę mój świat Me białe ściany i niebo zza krat Rozkołysane kłęby chmur Jak dzikie twarze Aniołów kpiących W Raju swym szczęśliwych – a ja tu sam! Skazany na życie pośród swych Mar!
Tylko Śmierci czekam Wobec niej każdy równy jest Jej lodowate dłonie Dotkną moich skroni I nadejdzie Spokój I wtedy kpił będę ja Z Anielskich roześmianych twarzy
Spoglądam