Akcja · 7 min czytania
Przed burzą
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
-Chyba się nie rozumiemy, stwierdził Nicolas podchodząc do oszklonej ściany. Wyjrzał na pogrążone w ciemności dzielnice. Na dworze panował chłód, niebo zasnuło się ciemnymi chmurami. Już niedługo powinno rozpętać się prawdziwe piekło. Burza, jakiej jeszcze nie widzieli. Wszystkie stacje telewizyjne, radia i gazety trąbiły o tym od dwóch dni. Zbliża się prawdziwa apokalipsa. Nicolas uśmiechnął się do siebie. Czekał na to widowisko. Czuł niemal podniecanie na myśl o tym. Odwrócił się i spojrzał z pogardą na mężczyznę siedzącego na krześle. Jego czarne włosy przykleiły się do czaszki,a oczy wodziły za nim. Podszedł bliżej i przyjrzał mu się uważnie, zimnym wzrokiem lustrował go od góry do dołu i skrzywił się nieznacznie. -Chyba nie będziesz znów krzyczał, hm?- zapytał. Mężczyzna nie mógł mu odpowiedzieć. Jego usta zaklejone były taśmą, a pod nią znajdował się kawałek szmatki. Ręce miał związane za sobą, a nogi przytwierdzone do nóg krzesła. Po jego twarzy, z zakrwawionej głowy, płynęła krew. Nicolas jakoś musiał go tutaj dotransportować, najpierw go ogłuszył, a potem zabrał do siebie. Mógł go zabić w jego domu, ale nie chciał psuć sobie zabawy. Zerwał szybkim ruchem taśmę z ust zakładnika. - Teraz sobie porozmawiamy, a właściwie ja będę pytał, a ty będziesz odpowiadał. Mężczyzna sapnął i wypluł zawartość ust. Uśmiechał się szyderczo. -Nie. Gdy Nicolas wywlekał go z domu, spodziewał się, że facet będzie się bardziej stawiał. W końcu koleś jest parobkiem gangstera, liczył na więcej zabawy, doprawdy. Nicolas uderzył go pięścią w nos. Na dywan rozbryznęła się krew i ślina. Przysunął sobie krzesło i usiadł naprzeciwko mężczyzny. -Nieładnie, Frank, zachlapałeś mi dywan. Dobrze, skoro ja chcę się czegoś dowiedzieć, a ty mi nie chcesz udzielić odpowiedzi, to spróbujemy inaczej. Zapalił papierosa i zaciągnął się dymem. - Kto jest twoim szefem? -Gówno cie to obchodzi- syknął facet i splunął na podłogę. -Bardzo lubię ten dywan. Zapytam jeszcze raz, kto jest twoim szefem? -Pierdol się! Nicolas wstał powoli ze swojego miejsca i przytknął papieros do dłoni Franka. Ten szarpnął się, wierzgnął nogami i razem z krzesłem poleciał do tyłu. Jego oprawca tylko pokręcił głową i podniósł go do pionu. -Jeśli się będziesz kręcił, to zrobi się nieprzyjemnie- stwierdził Nicolas drapiąc się po rudych włosach. - Właściwie, to i tak będzie... Podszedł do stolika i wziął z niego skalpel i wrócił do Franka. Mężczyzna nadal nie wyglądał na zbytnio przestraszonego, a przecież miał się czego bać, jego. - Chciałbyś zmienić swoją odpowiedź?- zapytał przyjaźnie. W odpowiedzi usłyszał tylko parsknięcie. Nicolas ruszył się tak szybko , że Frank nawet tego nie zauważył. Wbił skalpel w jego dłoń, przytwierdzoną do krzesła, i przekręcił. Tym razem z oczu Franka poleciały łzy, a z ust wydobył się zwierzęcy ryk. -Jak się nazywa ?-zapytał ponownie, jeszcze trochę przekręcając skalpel. - Cole Fennings- wystękał w końcu Frank. - Widzisz...jak chcesz to potrafisz. Nicolas wstał i znów podszedł do okien. Objął wzrokiem…