Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 13 min czytania

Przed siebie - część 1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Część 1.

Czerwone słońce powoli chowało się za drzewa, rozlewając się na tafli jeziora falującą smugą. - ...lecz gdy krwawe o zachodzie, wie marynarz o pogodzie. – Mruknął do siebie Bosman, siedząc na kei i machając nogami nad wodą. Bosman wcale nie wyglądał jak tradycyjny bosman, o ile rzeczywiście jakikolwiek stereotyp bosmana istnieje. Był to dwudziestoparoletni chłopak, który trochę się już w życiu na żeglował, ale też nie wiele było rzeczy o których marzył bardziej. Nie był ani gruby (jak to bosman), ani nie miał żadnych tatuaży (jak to bosman), a nawet nie za często pił (zdecydowanie jak to bosman). Z bosmana miał tylko brodę, a i tę niezbyt bujną. Siedział tak nad brzegiem, nie wiedząc za bardzo co dalej. W życiu bowiem każdego człowieka nadchodzi taki dzień, że kompletnie nie wie co ma dalej. Szczęśliwi ci, którzy mają taki dylemat tylko od czasu do czasu, są bowiem i tacy, którzy prawie nigdy nic nie wiedzą. Tylko pozornie może się to wydawać zabawne i tylko dla osób trzecich. Nasz Bosman miał jednak taki dylemat po raz pierwszy w życiu. Dotąd zawsze znał swoją drogę i zmierzał nią prosto do kolejnych celów, czasami tylko zbaczając z wybranej ścieżki. Jak każdemu z nas raz szło mu się ciężej, a raz nieco lżej, ale ogólnie rzecz biorąc trzymał kurs. Nie miał nic na sumieniu, ani też niczego wybitnego nie dokonał. - Jak to się wszystko stało, że tu w zasadzie dotarłem? – zadawał sobie to pytanie raz po raz, ale jeszcze częściej zadawał sobie inne. – I co ja mam do cholery teraz zrobić? – to drugie pytanie mogło wydawać się ogólne, ale w rzeczywistości odnosiło się ono do kilku, niezwykle sprecyzowanych rzeczy. Jednak Bosman nie był w stanie odpowiedzieć na żadne z tych pytań, a przynajmniej nie w tym momencie. Pustka przepełniała jego ciało, gdy tak siedział na kei, chociaż naprawdę siedział na rozstaju dróg, w ciemnym, nieznanym, ogromnym lesie. Każda z dróg wydaje się wtedy taka sama i każda wydaje się niewłaściwa, kompletnie donikąd, a co najmniej bardzo ryzykowna. - Kurwa! – dorzucił z przeciągiem, po czym wstał i wolnym krokiem udał się do tawerny znajdującej się na końcu kei. - Jeszcze raz to samo. – Wymamrotał powoli do dobrze mu znanego barmana. - Jaki smak? – ze spokojem zapytał tamten. - Obojętnie. Barman chwycił pierwszą butelkę ze stojącej obok skrzynki. - Jabłkowo-miętowy? - spytał - Pasuje. – Odrzekł Bosman odbierając trunek, po czym siadł na werandzie i znowu zaczął gapić się na jezioro. Dziś było spokojne. Zresztą zwykle pod wieczór jeziora są spokojne. Mają wtedy niezwykłą moc rozbudzania marzeń i przywoływania wspomnień. Bosman wyciszył się tylko na pozór. W rzeczywistości nawet nie siedział już w tawernie, tylko błądził myślami bardzo, bardzo daleko. Można by rzec, iż toczył on prawdziwy myślowy wyścig. - „...a może zamustrować się na łajbę? Wspaniałe morze. Miałbym zgraną kompanię i pływalibyśmy od portu do portu. Przygoda... Nieee, to nigdy się nie udaje. Takie pierdoły przechodzą tylko w filmach. W rzeczywistości kasa skończyłaby się po miesiącu i trzeba by wracać do domu z niczym. Trudno, jutro ubiorę się w garnitur i zaniosę to CV. Kurwa, jak ja nie cierpię tego w kant skrojonego gówna. I co!? Mam tak już zostać na zawsze? Jak już raz się zasiedzę, to potem już nigdy nie wyruszę. Tak trzeba, to odpowiedzialne, ale... ale takie zabijające. Pieprzę to! Raz w życiu trzeba pójść na żywioł.” – Wstał i energicznie wyszedł z knajpy, chociaż tak naprawdę jeszcze nie wiedział dokąd. Na razie jednak nie zawracał sobie tym głowy. W połowie drogi, mogę już tak napisać gdyż wiem dokąd się udał, zaczęły go ogarniać wątpliwości. - „Jak tak można odejść? A obowiązki? Przecież ja nawet nie wiem dokąd zmierzam. Rodzina będzie się martwić. Ehhh, zrozumieją. Muszą. Ale co ja chcę właściwie udowodnić? Nic. Przecież nic udowadniać nie muszę. Tylko ta... przepaść. Wszyscy pewnie tak mają. Wszyscy muszą się podporządkować. Kurwa, ja nie jestem wszyscy!” – ostatnie zdanie prawie krzyknął na głos. Wiele jeszcze myśli przeszło mu przez głowę, ale że zwykle nie należał do ludzi robiących głupstwa, to w końcu doszedł do wniosku, że wróci do domu. Zrozumcie dobrze, nie można powiedzieć, że nie był człowiekiem spontanicznym lub bał się ryzyka, ale czy wy na jego miejscu rzucilibyście wszystko, chociażby wszystko oznaczało ciągłą pustkę (ale przynajmniej w domu), dla jakiegoś kaprysu? Nawet jeśli ów kaprys wydawał mu się, nie wiedzieć czemu, niezwykle dla niego ważny. Skąd brać pieniądze? Co z przyszłością, jakąś życiową stabilizacją, karierą... Tutaj można by więc ową historię zakończyć, ale jak się zapewne domyślacie, tak się nie stanie. W życiu bowiem często zdarzają się pewne przypadki, które ja wolę nazywać przeznaczeniem, a które to zupełnie zmieniają bieg wydarzeń. Oto Bosman przechodził właśnie koło dworca, na którego peron wjechał pociąg. Popatrzył chwilę na tablicę odjazdów, po czym w nagłym przypływie energii podbiegł do wagonu i po prostu do niego wskoczył. - „A co mi tam?” – pomyślał i lekki uśmiech zagościł na jego twarzy – „Raz się żyje. W najgorszym wypadku wywalą mnie gdzieś na jakiejś stacji i tak się to wszystko skończy”. Skończyć się jednak miało znacznie dalej, czego nasz bohater oczywiście nie mógł teraz wiedzieć. Nie obudziła się w nim bowiem jeszcze prawdziwie buntownicza dusza i myślał, że ta przygoda tak szybko się skończy jak i się zaczęła. Warto nadmienić, że pociąg ów zmierzał do Molocha, w którym to mieście Bosman miał kilku znajomych i to z pewnością pomogło mu podjąć decyzję o rozpoczęciu podróży. Być może podjąłby ją również gdyby pociąg zmierzał gdzie indziej, ale nie jestem już tego taki pewien. Zaraz po zajęciu miejsca w pustym przedziale drugiej klasy, Bosman wysłał smsa mniej więcej takiej treści: „Jadę do Molocha. Nic się nie martwcie, będzie dobrze. Niedługo wrócę i wtedy wszystko wytłumaczę”. Mimo iż najbardziej buntowniczo i w pewien sposób pięknie byłoby teraz napisać, że na tym się skończyło, a Bosman pomknął w siną dal, to jednak nie mogę tego uczynić. Byłoby to bowiem niezgodne z prawdziwymi wydarzeniami a ja, jako narrator, zobowiązany jestem do ich rzetelnego zrelacjonowania. Napiszę wam więc jak było naprawdę. A naprawdę telefon rozdzwonił się

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Przed siebie - część 1 — czytnik · opowiadania