Erotyka · 7 min czytania
PRZEGINAJĄC ŻYCIE.. bez konsternacji
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Włączam głośno muzykę.. nie chcę słyszeć kiedy przyjdzie kolejna wiadomość tekstowa.. kiedy zabrzmi mi w uszach dzwonek obwieszczający.. nie wiem co mam robić... całkowite zdezorientowanie, drgawki wewnętrzne, glukoza dożylnie przez usta... dzwon.. jak na przerwę, jak telefoniczny, jak pogrzebowy lub zegarowy... czas upływa, boję się.. nie wiem co ona robi po tej drugiej stronie telefonu.. czy się wykrwawia, czy upija, czy nad kiblem obwieszcza światu wiktorię, na te dwa palce wtórujące nerwowo duszy. Nie wiem co ona tam robi, sama też nie wiem co robić! Boże, jeśli istniejesz... dostaję kolejne wiadomości, dzwonek za dzwonkiem, tempo błyskawiczne, podgłaśniam muzykę... nie chcę słyszeć, nie chce mieć władzy w palcach nad ludzkim życiem... pulsuje ten dźwięk w powietrzu jak zarzynane bezbronne dziecko... drze w połowie zmysły, trudno mi jest cokolwiek zidentyfikować takich szoków doznaje! jak ja się boję, zaczyna mnie żołądek boleć, schodzę do kuchni najeść się ciastek, pożądana glukozo w sacharozie zawrzyj ze mną stosunek, cielesny, urzeczywistnij mi się... wejdź mi w żyły, płyń, zatrzymaj czas... jak mi palce drżą, oddycham krótkim urywanym oddechem, tak jakbym przed kimś uciekała, tchu nie mogę złapać.. słyszę z dołu dzwonek, kolejna wiadomość... biegnę po schodach, dopadam telefon.. czytam łapczywie, myślę sobie – jeszcze żyje... potem lecą kolejne żale, wyrzuty, wyrazy.. zastanawiam się jak to możliwe że tyle goryczy może przedostać się drogą satelitarną.. nie mogę oddychać, układ bynajmniej nie rozrodczy a ten od tlenu, niewydolny! Uciekam.. do drugiego pokoju.. znowu coś przyszło, raczej nawet nie przyszło tylko dowlekło się wyniszczonym fizycznie ciałem niematerialnym. Przypełzło takie chuchro na skraju przysiadło, chce skoczyć z tego brzegu psychiki, patrzy się na mnie i pyta czy będzie bolało, jak to jest latać, jak pierwszy i ostatni raz rozłożyć skrzydła. Patrzy się na mnie bulimicznym wzrokiem jakby chciała zwrócić całą istność i nienawiść i się unieść, wyzwolić.. ona nie jest stworzona do przyziemność, a fakty problematyczne bynajmniej nie dały jej dogodnych warunków do metafizycznych stosunków. Kolejna, kolejna, kolejna wiadomość.. notuje wzrokiem, próbuje przetworzyć. Pourywane wyrazy lecą jeden za drugim, nie nadążam z czytaniem, staram się zrozumieć! To wszystko nie jest logiczne, nie wiem o co chodzi... Boże... jeśli jesteś... dlaczego ja mam być przytułkiem dla bezdomnych?!?!, wpadają we mnie te szczątki ludzkie, a ja je stopniowo próbuję składać, tłumaczę im że ich miejsce jest tu i tu, że należy zrobić tak i tak, że niezbędne będzie to i to... śmietnikuje te wszystkie pourywane ręce i niezdarnie próbuję doprawiać, przyczepiać na ślinę z języka.. Strzępy wyrazowe do mnie docierają, co chwila, coraz ich więcej, mnożą się jak białe myszki laboratoryjne! Łażą po ciele w dreszczach, dycham ciężko jak po jakimś maratonie intelektualnych. Nie rozumiem!!! Wizualizuje mi się, że ona płacze przy tym telefonie, że jakaś konstrukcja twardości się w niej przełamała. Płyną do mnie te szczątki alfabetyczne, jak łkanie niepohamowane.. nie wiem