gotowanie · 7 min czytania
Przegrany zakład czyli kuchenna apokalipsa
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jak mogłam przegrać? Przecież wygrana była pewna, inaczej w życiu bym się nie założyła, nie o coś takiego. Musiał oszukiwać. Nie ma innego wyjścia. Tyle tylko, że co mi po tym. Przegrałam, a ukochany Pan i Władca wygraną zamierzał wyegzekwować. Mógł skubaniec odpuścić, obrócić wszystko w żart, ale nie. Postanowił być konsekwentny. Przez tydzień mam gotować. Ja, sama, osobiście. Wyobrażacie sobie równą potworność? To się nazywa sadyzm i okrucieństwo. Gotowanie nie jest moją dobrą stroną. Odkąd spaliłam 48 czajnik zabroniono mi w ogóle zbliżać się do kuchni w celach innych niż jedzenie. Fakt, że 47 z tych czajników spaliłam specjalnie chyba nie zaświtał nikomu w głowie. Aż tu naraz dostałam obuchem w głowę. Mój Pan i Władca wymyślił, żeby na początek usmażyła placki z jabłkami. Próbowałam go odwieść od tego jakże uroczego pomysłu, ale ani błagania, ani prośby nie zdały się na nic nic. Głuchy w pień. Podało tylko jedno „zrób” i wyszedł. Pan każe sługa musi. Podeszłam do sprawy metodycznie. Rozpoczęłam od określenia wymagań, jakie takie placki spełniać powinny: Po pierwsze – mało składników. Trzeba się liczyć z kosztami jak trzeba będzie wyrzucić. Po drugie – Tereska wie najlepiej. Nie zakazał mi przecież zwrócić się o pomoc do najlepszej kucharki na świecie. SMS - Masz wiadomość od PiW: „Zakaz wykorzystywania innych do pomocy”. Po trzecie – placki muszą być smażone. Po czwarte– placki muszą być z jabłkami. Po piąte – sprawdzić, czy nie mają w proszku. Kolejny SMS - Masz wiadomość od PiW „Zakaz kupowania gotowych lub w proszku” - Jasnowidz czy cóś? – mruknęłam pod nosem Ale nic to, mając tak genialną podstawę przystąpiłam do przeszukiwania internetu w poszukiwaniu odpowiedniego przepisu; delikatne placki z jabłkami, placki Aleksa, placki z jabłkami i kandyzowaną skórką pomarańczową, placki z jabłkami i cynamonem. No w końcu jest: placuszki z jabłkami (http://kotlet.tv/placuszki-z-jabłkami). Czas przygotowania 30 minut. A to spokojnie, mam 3 godziny w zapasie. Ilość porcji: dla 3-4 osób; ok. 40 placuszków. Cholercia – może wystarczy. PiW jakiś taki duży jest. Wyjątkowo, można by nawet powiedzieć, duży. Co tam, jak nie wystarczy to jego wina. Ostatecznie nie powiedział ile tego chce. Składniki: - jajko (pianę ubić). Jajko, jajko. Gdzieś trzymać można jajka. Myśl kobieto, myśl. Dobrze, mam całe, jedno. Chyba się myje. Tylko kiedy? Teraz, czy jak się rozbije? Chyba jednak skorupkę. W każdym razie w gorącej wodzie, to wiem na pewno. Ałaj!!! Parzy. - ok 2,5 szklanki mąki. Na szczęście w domu mamy więcej niż dwie szklanki. Tylko dlaczego tu u licha jest te około. Może to po to, abym z linijką tej szklanki nie dzieliła - 1,5 szklanki mleka – znów szklanki. Mleko było w lodówce, Widziałam jak sięgałam. Ufff nie ma jak zimno na poparzone paluszki. - 3 jabłka – no te, chociaż leża na środku stołu. - olej do smażenia – pół godziny szukania i znalazłam. A swoją drogą to ciekawe, że taki olej stawia się przy szafce obok kuchenki. Pomysłowe i nie trzeba się nałazić. Po 45 minutach i jednym poparzeniu mam…