Biografia · 27 min czytania
Przegrywam życie każdego dnia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Znalazłem ten tekst na pewnym forum. Jest to tragikomiczny pamiętnik pewnego chłopaka, uzależnionego od masturbacji i internetu. Pod pozornie zabawną wierzchnią warstwą kryje się rozpaczliwe wołanie o pomoc. Wydaje mi się, że jest to pisane lekko w duchu Whartonowskim. W texcie nie ma polskich znaków - zachowałem oryginalną pisownię z forum. Proszę o wyrozumiałość w tej kwestii.
"Mietek_spod_Wawy
Zwykle moje siedzenie na tym forum ogranicza sie do odswiezania co 3 sekundy i zzynania czyichs co lepszych podszywow, a potem wpisywania ich i rajcowania sie, ze niby ja bylem taki blyskotliwy. No ale nic, opowiem troche o swoim zyciu. Mieszkam w podwarszawskiej miejscowosci, w bloku. Ogolnie jestem posmiewiskiem wszystkich z dzielnicy. Do okolo pol roku wstecz musialem co wieczor grzebac z mama w smietniku, a potem sprzedawac puszki i kombinowac na rozne sposoby, zeby miec na jedzenie i jakies ciuchy od czasu do czasu na wage. Mam siostre, jest starsza o dwa lata i juz dwa razy przylapala mnie w kiblu, jak targam skore z jej majtkami zalozonymi na gebe. Nawet nie umiem sie dobrze z tym kryc... Poza tym, co utrudnia sprawe, jestem przygluchy, od kiedy dostalem cegla w leb od goscia, ktorego jeszcze minute wczesniej uwazalem za najlepszego kumpla Nie mam kolegow, jak juz wspomnialem, wszyscy i w szkole, i na dzielnicy maja ze mnie beke. Sadze, ze jest to troche wina mojego charakteru. Ale mam tez pewna wstydliwa przypadlosc... Gdy bylem mlodszy, eksperymentowalem z analnym uzywaniem dezodorantu - wpychalem go sobie w tylek, bo chcialem poczuc, jak czuje dziewczyna Niestety, przez to zrobily mi sie problemy ze zwieraczem i teraz od czasu do czasu mam tendencje do popuszczania goowna. Pol biedy, jak zrobie to w domu przed kompem, ale gorzej w szkole, czy na miescie. To bardzo mnie oniesmiela. Kiedys mialem dwoch kumpli, jak bylem sporo mlodszy, ale nasza przyjazn trwala do wspolnego wypalenia fajki w kiblu. Mialem potem wyrzuty sumienia i chcialem poradzic sie w tej sprawie wychowawczyni, a ona rozdmuchala sprawe. Dostalem pozniej jeden z lepszych wpierdolow w moim zyciu. Najpierw od starej, koncowka pasa, potem od bylych kumpli. Od tej pory juz nikt sie ze mna nie kolegowal, oprocz drugiego rownie gnojonego chlopca z mojej klasy, tory powszechnie uwazany byl za pedala. Ale trzymalem sie go, z przymusu. Znosilem to, ze czasem macal mnie pod lawka, czy ocieral sie o mnie. Z czasem zaczelo mi sie to nawet podobac. Te gejowskie aluzje zryly mi troche psyche i zaczalem sie dobierac do naszego psa, ktorego siostra dostala na urodziny. Byl maly i wlochaty. Troche_za_maly. Obwiazalem go sznurkiem, zeby nie pekl i ladowalem, wyobrazajac sobie, ze to ten moj kolega - gej. Niestety, psu pekly kiszki i dostalem kolejny lomot od starej. Moze by sie nie wydalo, gdyby nie to, ze zdazylem sie obficie spuscic na chwile przed ta tragedia... Kiedys odwazylem sie odezwac do jednej dziewczyny z mojej klasy, jeszcze w podstawowce. Byla naprawde piekna. Odezwalem sie do niej na dyskotece, najdelikatniej jak umialem proszac ja do tanca. Nie wiem, co zrobilem zle, moze zrazila ja moja koszulka z sekend hendu z niezmywalna plama troche nad krokiem, ale to byla i tak najlepsza, jaka mialem. Laska powiedziala mi wtedy, ze takiego chodzacego gowna jak ja, nie dotknelaby patykiem przez szmate. To mnie zrazilo do dziewczyn na dalsze lata, no, poza moja siostra, a raczej jej majtkami. Kiedys wychowawczyni, podpuszczona przez klase, wybrala mnie do recytacji wiersza przed cala szkola. Bylem przerazony, spocilem sie jak swinia juz godzine przed wystepem. I wtedy wydarzylo sie cos dziwnego. Koledzy z klasy, ktorzy normalnie w najlepszym razie nie pluli mi w twarz przechodzac obok, zawolali mnie do siebie do szatni. Mieli jakas swinska gazetke. Wolalem co prawda sex ze zwierzetami, ale i tak podniecilem sie niesamowicie, gdy mi ja pokazali. Niestety, tej podjary nie wytrzymaly moje zwieracze i zessralem sie w majtki, rzadkim kalem. Kumple mieli beke nie z tej ziemi, jeden tez z tego wszystkiego sie zesral, tarzajac sie w konwulsjach po ziemi. To byl dla mnie koniec swiata, bo tak, czy siak musialem wystapic. No i wyszedlem przed widownie, spocony jak dzika swinia i z wielka brazowa plama na tylku i nogawkach. Zrobiono mi zdjecia, ktore poszly potem do szkolnej gazetki i znalazly sie w internecie. W trakcie wystapienia, z powodu potwornego wstydu, bezwiednie sie rowniez zsikalem, przodem do wszystkich. Czulem sie naprawde przegrany, chcialem popelnic samobojstwo. W domu polknalem garsc jakichs tabletek. Niestety przezylem - okazalo sie ze to byly antykoncepcyjne mojej starej. Mielismy wtedy troche pieniedzy, na tyle, zebym kupowal juz sobie markowe ubrania z Biedronki. Mama zalozyla internet, odkrylem to forum. Zaczalem sciagac sobie tony pornografii i walic konia nawet do 8, 9 razy dziennie. Walilem praktycznie przy wszystkim, doszlo do tego, ze robilem to przy zdjeciach z rodzinnego albumu. Pozniej znow nie mielismy kasy, musielismy zbierac puszki... Moja siostra dawala najwiekszym ogrom z jej klasy, zeby miec kase na lepsze ubrania i kosmetyki. Pozniej przyszedl lepszy czas, bo starsza znalazla sobie nowego fagasa. Mielismy troszke kasy. Zaczalem kupowac w szkolnym sklepiku slodycze kolegom, zeby sie im przypodobac. W koncu jeden zaczal ze mna trzymac, chyba tylko dlatego, ze nie mial netu, a u mnie mogl za darmo sobie w nim siedziec godzinami. Z czasem jednak nawet skumplowalismy sie. Moj kolega byl dosc bogaty. Nie mial netu, bo mieszkal na wsi, poza zasiegiem Neo, czy innych. Ale chacjendy slabej nie mial. Raz tam bylem, jak czekalem na niego przed jego brama pol godziny. Po drugiej stronie bramy szalal jego ciety na mnie pies. Nie wiem czemu tak sie na mnie wsciekal. Moze wyczul, ze chcialbym go psedupcyc? Z moim nowym kolega, Rafalem, poszlismy pewnego razu do Biedronki. Chcial sie pozbijac z rzeczy, ktore tam byly na sprzedaz. Ja rowniez sie smialem, do rozpuku, mimo, ze caly bylem ubrany w ciuchy z Biedronki. W koncu Rafal wypatrzyl jakas wyjatkowo oblesna bluze i zaczal sie brechtac, ze chyba kupi taka komus, kogo nie lubi, na gwiazdke. Nie widzielismy sie potem przez jakis czas, bo nadeszly swieta. W wigilie dostalem w prezencie od ojczyma ta wlasnie bluze. Ze lzami w oczach poszedlem w niej po nowym roku do szkoly, tracac kolejnego kolege. Nie mam sily na razie wiecej pisac o moim totalnie przegranym zyciu. Poza tym swedzi mnie pala, bo walilem dzis tylko siedem razy, a wlasnie sciagnal mi sie z Kazyy film "Latin horse fuck". Jesli bede mial jeszcze kiedys chwilke czasu, napisze wam moze o moich perypetiach, kiedy zdawalem na prawo jazdy, mimo ze bardzo chcialbym o tym zapomniec. Ale nic, skoro powiedzialo sie a, to trzeba i b.
Witam ponownie. Dzis w moim przegranym z zalozenia i w praktyce zyciu wydarzyl sie kolejny dramat:( Ale to juz bylo prawdziwe przegiecie, jestem teraz caly rozstrzesiony i boje sie nadejscia jutra. Nie pomaga mi juz nawet targanie skory raz za razem. Nie potrafie sie uspokoic. Wszystko rozeszlo sie o dziewczyne... Pierwsza od lat, z ktora sie zetknalem i ktora nie polozyla na mnie lachy po pierwszym dokladniejszym zlustrowaniu mnie wzrokiem (nie opisalem wam sie wczesniej, ale zrobie to teraz, zebyscie mieli jako taki obraz mojej zalosnej osoby: Jestem niski - mam 165 cm wzrostu w ortopedycznym obuwiu. Mam krzywe giry i kregoslup dopasowany ksztaltem do krzesla od kompa. Garbie sie i w tym miejscu, gdzie niektorzy maja klate, robi mi sie karykaturalna depresja. Psy zawsze ujadaja, a koty sycza na moj widok. Mam zolte, popsute zeby i obwisla, smutna twarz onanisty... Waskie barki stercza mi do przodu i mam za duza glowe. Mama zawsze kaze mi strzyc sie tak, zebym zostawial sobie rowna grzywke Grzywke, kurwa, czaicie...? Jestem obrzydliwy - nie moge sie onanizowac pod prysznicem z dwoch powodow: po pierwsze bardzo rzadko sie w ogole myje, po drugie pala mi flaczeje, kiedy widze swoja godna politowania nagosc:( No dobra, tyle o mnie, opowiem wam moja dzisiejsza tragedie. Dzis w szkole, co bylo dla mnie cudem, odezwala sie do mnie niewiasta. Zaczelo sie od tego, ze szedlem sobie szkolnym korytarzem i odwazylem sie zanucic sobie happy sada:"kiedys kupie noz i powyzynam wszystkich wkolo..." Wtedy z parapetu poderwal sie jeden z palantow z klasy mlodszej o dwa lata - nawet ich nie zauwazylem - i warknal: "Probujesz podskoczyc buraku, kurwa, ty cioto pierdolona?! Jakies noze nam tu insynuujesz!?" I zanim sie zorientowalem, zarobilem siarczysta lepe w moj wykrzywiony przerazeniem obwisly ryj. Zapieklo jak sam skurwisyn, w oczach stanely mi lzy. Cala ta mlodsza klasa, siedzaca wokol wybuchnela dzikim smiechem. Zaczeli robic mi foty z komorek, jak stoje w zalosnej, skulonej pozie, z puchnacym ryjem i swieczkami w slipiach. Ucieklem stamtad i schowalem sie w lazience. Ale to byl dopiero wstep do wlasciwego dramatu... Kiedy wyszedlem, wyplakawszy sie juz, z klopa, zobaczylem dziewczyne z tamtej klasy. Pomyslalem, ze moze chce mi napluc w ryj i siegnalem odruchowo do kieszeni po chusteczke. Ale nie, dziewka spytala sie mnie, czy slucham happysadu i czy mam ich jakas plyte, bo jej bardzo zalezy. Akurat tak sie skladalo, ze mialem ich plyte - Happysad jest to jedyne, czego slucham, oprocz Denzela, przy ktorego rytmicznych kawalkach dobrze mi sie masturbuje - i powiedzialem jej to z niejaka ulga (balem sie, ze napluje mi w ryj po odmownej odpowiedzi) Laska sie ucieszyla i spytala, czy bym jej tego krazka nie pozyczyl i ze moze nawet isc ze mna po lekcjach do mnie, zeby go wziac, bo jej naprawde bardzo bardzo zalezy. Bylem wniebowziety. Rany, wreszcie jakis kontakt z dziewczyna (oprocz kontaktu z wydzielinami mojej siory). Ludzie zobacza mnie z ta laska, jak bede z nia szedl przez miasto. Uslyszalem anielskie pienia:) Po lekcjach poszlismy razem w strone mojego bloku. Zagadywalem laske, ma na imie Klaudia, o nauke. Mowilem jej, ze troche mi nie idzie z fizyka... wiem, wiem, jestem zalosny az do absurdu Nie chciala wejsc do mnie do domu, zreszta sie nie dziwie, bo moj najebany w czy dupale ojczym (zwany dalej tate) lezal na wznak na srodku przedpokoju, z tapeta z wlasnych haftow na gebie. Tate lubi sobie czasem troche popic, coz poradzic... Klaudie przerazil ten widok i chciala juz spierdalac, ale przypomniala sobie widac o happysadzie, bo zatrzymala sie jakos tak w pol kroku. Pobieglem do swojego pokoju, wzialem plytke i dalem jej ja. Klaudia byla zielona na twarzy (moj tate wlasnie poprawial sobie przez sen tapete), ale zmusila sie do bladego usmiechu i zeszla na chwiejnych nogach na dol. Jakos tak pod wieczor tradycyjnie poczulem potrzebe masturbacji, tradycyjnie siedzac przy kompie. Pomyslalem sobie, ze zwale pod film ze zwierzakami (jestem ich milosnikiem) i wybralem niedawno zassany avik "Swietlana and her dog". Dobre, mocne, rosyjskie kino... Mialem go na plytce, lezacej wsrod wielu innych w szufladzie. Zaczalem szukac, juz rozgrzewajac lewica palke... i w koncu ja dojrzalem. Wlozylem plytke do napedu, wlaczylem... I ukazaly mi sie uwory Happysadu. POMYLILEM, K.URWA PLYTY... DALEM KLAUDII SWIETLANE Z JEJ PSEM... Boje sie nadejscia jutra... Siedze przed kompem, w majtkach mam pelno rzadkiego goowna, bo zesralem sie z wrazenia i caly sie trzese. Mam przeyebane jak w ruskim czolgu. Nie wiem, czy nie zalatwie sie tabletkami, ale tym razem dokladnie przeczytam etykiete... Co ja najlepszego zrobilem...
Opowiem wam dzisiaj jeszcze jedna anegdote z mojego zycia, bo po prostu czuje, ze musze sie wygadac... Poza wami nie mam nikogo, nawet na gg z nikim nie udaje mi sie zagadac dluzej niz przez trzy linijki textu - bo juz wtedy wychodzi, jakim zalosnym jestem nudziarzem i koniobijca. Chce opowiedziec o tym, jak jakis czas temu zdawalem na prawo jazdy - do dzis mi sie to sni po nocach. Budze sie i strach przechodzi mi dopiero, kiedy potargam skora... To mi zreszta pomaga na wszystko. Pare miesiecy temu tate zapisal mnie na kurs prawa jazdy. Zrobil to dlatego, bo czesto wraca napruty z baru i jezdzi maluchem po kraweznikach. Byl mu potrzebny kierowca. Zapisal mnie do goscia, u ktorego bylo najtaniej w miescie. Co prawda uczylem sie u niego jezdzic na starej zastawie, w ktorej nie wchodzila dwojka, no ale cel uswieca w koncu srodki. Jazda szla mi calkiem calkiem - ta nauka to bylo zreszta jedyne, co jak dotad mi wyszlo w zyciu - i nie spodziewam sie nastepnych takich sytuacji. Na poczatku co prawda jezdzilem, kurwa, jak taczką po budowie, ale w koncu instruktor grzecznie mnie pouczyl: "Jeszcze raz kurwa, jeszcze jeden jedyny raz nie przyuwaz swiatel, synu kurwy i zlodzieja, a przysiegam, ze ci rozbije ten glupi pysk". To skutecznie poprawilo moja koncentracje na drodze... W koncu nadszedl i egzamin. Tate wysuplal z kieszeni, zebym mogl za niego zaplacic i pojechalem zdawac do Wawy. Stresowalem sie wtedy tak, ze po drodze pot omal nie przezarl mi dziur pod pachami. Cieklo ze mnie ciurkiem. Jechalem autobusem, sasiedzi zaczeli sie przesiadac, byle dalej ode mnie. Na szczescie, zapobiegliwie wsadzilem sobie rano w dupe korek i zakleilem tasma