Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 6 min czytania

Przejście

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Przejście Gdzieś na końcu korytarza zapaliło się światełko. Uradowana pobiegłam ku niemu. Jednak mimo tego, że ciągle biegłam, tajemnicze światełko pozostawało w dokładnie takiej samej odległości jak na początku. Już miałam zamiar stanąć , kiedy zobaczyłam spore drzwi po lewej stronie. Na owych drzwiach wisiała tabliczka z napisem: ZAPRASZAMY. Otworzyłam drzwi i moim oczom ukazał się długi korytarz, oświetlony licznymi lampami o bladoniebieskim, zimnym świetle. Po lewej stronie od wejścia stała księga na stojaku. Podeszłam do niej i otworzyłam. Na pierwszej stronie widniał napis: Witamy w świecie poza światem. To, co było nie ma już znaczenia. To, co będzie nie ma znaczenia. Liczy się tylko to co jest teraz. Zaciekawiona chciałam odwrócić kartkę, jednak z chwilą, w której moja ręka dotknęła szorstkiego papieru, poczułam się bardzo dziwnie. Powieki zaczęły mi okropnie ciążyć a nogi ugięły się pode mną. Po sekundzie upadłam bez zmysłów na zimną posadzkę. Nie wiem ile czasu leżałam nieprzytomna, ale jak się obudziłam, poczułam przeszywający ból w palcu prawej ręki, tej, która dotknęła księgi. Spojrzałam na rękę i zobaczyłam powód bólu. W moim palcu wskazującym tkwiła ostra igła, wyglądająca na ząb jadowy jakiegoś węża. Podniosłam się z podłogi i zobaczyłam ze wciąż znajduję się w dziwniej komnacie, oświetlonej zimnym blaskiem lamp. Po chwili dojrzałam po drugiej stronie pomieszczenia schody, prowadzące w górę. Ruszyłam ku nim powoli, cały czas bacznie rozglądając się na boki. Kiedy do nich doszłam, szybko ruszyłam do góry. Owe schody były wyjątkowo długie. Skończyły się jakieś piętnaście pięter ponad tajemniczą salą, w której miały swój początek. Na samym końcu schodów znalazłam kolejne drzwi, ale te różniły się znacznie od poprzednich. Były małe, kolorowe i robiły wrażenie przejścia do jakiegoś innego, wesołego świata. Podeszłam do nich śmiało i wyciągnęłam rękę w kierunku klamki o kształcie motyla, wykonanej z jakby ciekłego światła i mieniącej się milionami kolorów. Kiedy tylko moje palce dotknęły cudnej klamki, motyl ożył i odleciał. W drzwiach powstała teraz mała dziurka, która w mgnieniu oka stała się duża i przybrała rozmiar prostokąta. Przez ten otwór zobaczyłam wspaniały świat, pełen kolorów i zapragnęłam się znaleźć już po drugiej stronie dziwnego przejścia. Jakby w odpowiedzi na moje myśli, zjawił się znów motyl - klamka i przefrunął powoli przez otwór, zapraszając mnie abym uczyniła to samo. Posłuszna motylowi chciałam przejść, jednak coś mnie powstrzymało. Była to twarz. A raczej odbicie twarzy w lustrze, w które zmieniły się wszystkie ściany pomieszczenia. Lecz mimo to, że w lustrze było odbicie, pozostawałam w dalszym ciągu sama. Ta twarz niby była całkiem zwyczajną, ale budziła mój niepokój. Niby piękna, ale szkaradna. Niby gładka, ale pokryta głębokimi zmarszczkami. Niby rumiana, a jednak trupio blada. Niby szczęśliwa, ale niewymownie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%