Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 9 min czytania

Przejście

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Przejście

Parująca ulica lśniła od fosforyzującego deszczu, opalizowała w tym nocnym blasku latarni, płonęła ognistą barwą i kształtem w kałużach pomarszczonych od wiatru a na mury domów kładła się nieruchoma poświata bijąca od żelaznych alei latarni, zaś pochmurne niebo wypełnione było pomarańczowym odcieniem latarnianych świateł. Burza uśpiła mieszkańców i pogasiła światła w oknach, ponad chodnikiem tworzyły się zawirowania i sunęło czyste powietrze pachnące ozonem, miotając tumanem złocistego pyłu i podrywając barwną bryzę. Nie napotykało się wielu ludzi, nieliczni pośpiesznie chowali się w swoich bramach a inni stali w osłupieniu wyrzuceni na chodnik wichrem. Skręcił w długą, wznoszącą się uliczkę, meandrującą między wejściami do pozamykanych sklepów i po krótkim czasie odnalazł wzrokiem zakręt w lewo i wciśnięty między wykusze murów bar o wielkich szybach zamazanych od kleju, cały w starych plakatach, mieniący się od wewnątrz żarzącymi się, lekko jaśniejącą żarówkami. W pobliżu przechadzały się dwie kolejne zadumane postacie, które nie zwracając na siebie uwagi mijały się o parę metrów, zatrzymywały, mąciły czubkiem smukłego parasola błoto cieknące ku bulgoczącej kanalizacji. Drzwi pubu otworzyły się z trudem, przyciskane wilgotnym przeciągiem a wnętrze wychynęło ciasne, niesymetryczne, pokryte już niemal jakimś podobnym do węgla osadem zebranym z dymu, nalotem, gęstym kożuchem cieni pokrywającym ściany, zdawało się być wypełnione na dole ciemną, skłębioną mgłą, wyrosłym pomrokiem, w którym krzesła i stoły traciły swoje podpory. Perspektywa umykała gdzieś w rogach, pochylała się po skosie, zawężając horyzontalnie. Lecz mimo wszystko było tu bardzo miło odpocząć słuchając plusku na zewnątrz. Tym razem jednak przyszedł tu po co innego - po to by odkryć czy ten mały, ciasny korytarz z tyłu pomieszczenia, za drewnianym przepierzeniem z dykty, wyglądający niczym jakimś kopalniany szyb pokryty sadzą cieni, czy rzeczywiście prowadzi on tam gdzie chciał się dostać. Przecisnął się między krawędziami stolików, które zdawało się, że unoszą się na falach tych mglistych tumanów bijących od podłogi. Zagadnął właściciela lokalu. Kierownik spojrzał na niego ze zdziwieniem. Zapytał się barmana czy orientuje się - co znajduje się po drugiej stronie jego piwiarni, za tą cienką ścianą i schowanym korytarzem. Tamten nie potrafił mu udzielić odpowiedzi, uważając za oczywiste, że jest tam zapewne najzwyklejsza ulica czy podwórko. Wziął go chyba za wariata, którego łatwo udało się pozbyć. Zniechęcony wyszedł na ulice i przystanął w jakiejś wysokiej bramie, zapadającej się w głąb, ku podwórku powleczonemu atramentową barwą. Obszedł to podwórko szukając otwartych drzwi lub jakiś wyłomów murze, okazało się to jednak błędne koło, tak jak labirynt wąskich uliczek zastawionych samochodami, budkami i barierkami, które we wczorajszym dniu zwiedził w poszukiwaniu przejścia.

* * *

Pióro trwało chwilę nad rozlewiskiem atramentu by zatopić się w jego oleistej konsystencji i wzburzyć ją aż do fal obmywających szklaną kulę pełną nadmorskich refleksów, nieostrych świateł i odbić, mieniących się blasków ,ślizgających się po falach morza atramentu. Inkaust przelał się strumieniem na śnieżną równinę, mglisty step, zalaną bladym słońcem dolinę, popłynął niewidocznymi korytami, zalewał, uginał, żłobił cienkość kartki, czerniejąc na jej rogach i falą posuwał się ku centrum, kreśląc zaułki, rojne ulice, puste w popołudnie place, kolumny i kopuły. Już wiedział, że niespodziewanie jak co roku pod koniec lata niezauważalnie prześlizgnął się sezon ukryty w tej gmatwaninie roku, w szybkim i nierównym biegu czasu, tej pętli lat, które zdają się mieć po drodze jakieś zaułki i labirynty. Później wszystko dąży ku jakiemuś przesileniu, ku późnej jesieni, mętnemu zawirowaniu i miesiącu przesycenia, przesilenia barw. Właśnie w ten czas starego lata, do którego zdążył się przywiązać, miał nadzieję odnaleźć przejście, jakiś wyłom w murze, prowadzący ku tej nieodkrytej dzielnicy, kilku zapominanym uliczkom, ku bramom zatopionym w jakiś innych sferach. Wspomnienie ich ciągle było żywe i promieniowało w jego umyśle przyćmiewając inne wycinki przeszłości i dobrze odbijało się na tle pozostałych godzin zeszłego tygodnia. Te kilka domów widział idąc jakąś wznoszącą się ulicą, gdy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Przejście — czytnik · opowiadania