Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 7 min czytania

Przejście

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Mateusz krok po kroku zmierzał do końca swojego istnienia. Przesuwał swoje „ja” za próg nieznanej nicości, wyłaniającej się zza mroku zapomnienia. Kotara dzieląca go od ostatecznego unicestwienia niebezpiecznie chybotała się, napędzając serce do pracy. Stał się rośliną przykutą do łóżka traktowaną jak chwast przez ludzi ubranych w białe fartuchy. Jak bardzo chcieli, aby w końcu wyrwać to nic nieznaczące życie tylko po to, by nie obcować z nędznym i zarazem przerażającym widokiem. Wywoływał niemy strach samym swoim istnieniem. Stał się symbolem nieuchronnego końca czekającego każdą nawet najmniejszą istotę zamieszkującą wszechświat.

Jego ciało zmieniło się w karykaturę człowieka. Poskręcane i wysuszone jakby dotknięte dawno zapomnianą chorobą Heinego-Medina. Trupio blada skóra niemal wołała o odrobinę krwi, która nie miała siły na wizytę w tak dalekich dla niej obszarach. Serce, płuca i mózg wołające o ten życiodajny napój resztę organizmu mimowolnie skazały na zagładę, jakby nie wiedząc, że ich czas także już nadszedł. Przyglądanie się Mateuszowi, było niczym skazanie się na najgorsze tortury. Człowiek ten składał się jedynie ze skóry i kości, a nawet najgłębsza obserwacja nie pozwalała dostrzec w nim śladów życia.

Schludna sala, w jakiej przebywał, świadczyła o wysokim statucie pacjenta. Czyste białe ściany bez nawet najmniejszych śladów zabrudzenia, jedno łóżko i pełno sprzętu medycznego stwarzało komfort, jakiego brakowało zwykłym, szarym bywalcom szpitali. Leżał na łóżku masującym ciało, co zapobiegało powstawaniu odleżyn. Respirator podłączony do niego wspomagał oddychanie, natomiast kardiomonitor wskazując podstawowe parametry życiowe, pozwalał na stałą obserwację pacjenta. Tylko dzięki tej nowoczesnej aparaturze Mateusz wciąż trwał. Trwał w ciszy przerywanej przez jednostajne i powtarzające się dźwięki aparatury. Dla niego nie miało to jednak znaczenia. Z przerażeniem obserwował mrok wdzierający się w duszę, pozbawiający go wszelakiej nadziei. Jakże często śmiał się z naiwności ludzi odnajdujących nadzieję w wierze i miłości. Tych obydwu słów nienawidził z całego serca, trzymając je na bezpieczny dystans. Teraz zaś nie umiał z siebie już nic wykrzesać. Pusty i pozbawiony wyższych uczuć z trwogą wgłębiał się w zniewalającą go ciemność.

Zarazem nieśpiesznie ale też z niebywałą brutalnością odrywany był od ciała, w które tak wierzył. To jemu poświęcił życie, dbając o nie, aby poniosło go jak najdalej. By służyło najlepiej jak może i przysporzyło nigdy niekończących się uciech. „Świetnie się trzymasz”, „Wyglądasz naprawdę super”, „Naprawdę masz tyle lat?". Ileż razy słyszał te słowa, które tak dzielnie karmiły jego próżność. Ileż razy spożytkował swoje niewątpliwe atuty w celu wykorzystania nawijających się i przemijających kobiet. „Jesteś skurwielem, sukinsynem.” Tak żegnały się z nim, poznając go odrobinę bliżej. A on lubił się nimi bawić i liczył z nabożną satysfakcją każdą kolejną, jakby były punktami zdobywanymi w nigdy niekończącej się grze. Niestety gra dobiegała końca, a jemu nie udało się osiągnąć tego, o czym marzył od zawsze – życia wiecznego. Żyj i zapomnij o śmierci. Tak właśnie robił, zgodnie chwalony przez otoczenie. Był panem świata, panem swojego losu, który ostatecznie wyślizgnął mu się z rąk. Starość okazała się zbyt trudnym przeciwnikiem dla życia.

Teraz zaś martwymi oczami z niepokojem obserwował mrok, a właściwie coś, co w nim było. Ciemność otaczała jego duszę, w której istnienie

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Przejście — czytnik · opowiadania