Fantastyka · 19 min czytania
Przekleństwo
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 5
Mistrz Rafał obudził się sponiewierany tak jakby w czasie jego snu przemaszerował po nim cały oddział kawalerii – nic przyjemnego. Delikatnie uchylił zasłonę okna, znajdującą się akurat w zasięgu ręki – na dworze świtało dopiero. Zastanawiał się co mogło zbudzić go o tak nieludzkiej porze. Szybko jednak doszedł do tego, co było powodem jego przedwczesnej pobudki, usłyszał bowiem wściekłe łomotanie do swoich frontowych drzwi i wzburzone głosy. Podrapał się po głowie. Zwykle jeżeli już ktoś zdecydował się zapukać do jego drzwi, robił to z większym szacunkiem. W końcu był jednym z najbardziej znanych szarych magów w okolicy, kimś kogo normalny śmiertelnik nie śmiałby zdenerwować z obawy co by się z nim stało. Oczywiście nic by się nie stało, był szarym magiem do licha, nie czarnym. Z ociąganiem wstał z łóżka i zachwiał się na nogach, „starzeję się” pomyślał z westchnieniem. Przywdział swoją nieco już podniszczoną szatę, jakoś nigdy nie mógł znaleźć czasu, by zamówić nową, zarzucił na głowę kaptur, tak by swoją twarz skryć w mroku i ruszył ostrożnie na parter opierając się dłonią o ścianę podczas schodzenia ze schodów. W końcu dotarł do drzwi frontowych, wahał się chwilę, odryglował je poczym otworzył. Na zewnątrz w najlepsze trwała zażarta kłótnia. Przybysze najwyraźniej nawet nie zauważyli, że drzwi się otworzyły. Mistrz przyglądał się przybyszom z ciekawością. Byli to zaskakująco młodzi chłopak i dziewczyna, a do tego ubrani bardzo niecodziennie. Nie sposób było się pomylić patrząc na ich ubrania od razu można było poznać, że ma się przed sobą Panią Ciemności i Paladyna Światłości. Dziewczyna ubrana była bowiem w czarną dziwnie skrojoną szatę, z mnóstwem makabrycznych ozdobników takich jak rzeźbione w kości czaszki, tajemnicze złowróżbne znaki i nieodłączna różdżka za pasem. Ubranie sprawiało jednak wrażenie jakby nie było już tak czarne jak powinno być, co było raczej dziwne, ponieważ Władcy Ciemności zwykli przywiązywać wielką wagę do tego, by ich ubrania były idealnie czarne. Co do chłopaka był ubrany na biało, wszędzie gdzie się tylko dało miał poprzyczepiane do ubrania magiczne kryształki, a gdzieniegdzie również inne talizmany – Mistrz Rafał zawsze miał problem by zachować powagę wobec strojów paladynów, w każdym razie strój chłopaka też nie był w idealnym stanie. Część ozdób była oberwana, a szata nie była już tak biała jak być powinna, osiadł na niej pył gościńca. Ciekawe. Para wrzeszczała na siebie zapamiętale i gwałtownie gestykulowała. Co było i tak zaskakująco spokojnym zachowaniem z ich strony, gdy takich dwoje spotka się w normalnych okolicznościach miotają klątwami zmieniającymi najbliższą okolicę w piekiełko. Co prawda w pobliżu jego domu mogliby używać klątw do woli a i tak nic by nie wskórali. Na wszelki wypadek obłożył okolicę odpowiednimi zaklęciami. Teraz zapewne byłoby to bardzo pomocne, gdyby nie fakt, że ta dwójka ograniczyła się jedynie do przemocy słownej, a jedyne przekleństwa dotyczyły tego, co każde z nich sądzi o tym drugim. Obydwoje byli nieznośnie głośni. Maga zaczynała boleć głowa. Odchrząknął głośno. Niestety nie odniosło to żadnego rezultatu. Jego obecność dalej pozostała niezauważona. Pokręcił głową z dezaprobatą po czym krzyknął donośnym głosem:
-cisza!!!!
O dziwo zamilkli od razu. Spojrzeli na niego z zażenowaniem Paladyn ukłonił mu się lekko, a Władczyni zmierzyła wzrokiem.
-Cóż sprowadza do mnie tak dostojnych gości o tak wczesnej porze? – zapytał zgryźliwym głosem.
-Wybacz o panie ale nie mogłem zwlekać, przybyłem do ciebie tak szybko jak tylko mogłem w sprawie nie cierpiącej zwłoki....
-Co nie zmienia faktu, że ja byłam pierwsza – odezwała się dziewczyna – I to ja pierwsza powinnam przedstawić mój problem, czy cała ta twoja etykieta Paladynie to jeden wielki stek bzdur? – chłopak wzruszył ramionami –rzecz nie podobna do paladynów światłości i rzekł: - rób jak chcesz. Nasze sprawy i tak są powiązane.
-Przybyłam do ciebie Magu ponieważ sądzę, że mógłbyś pomóc mi rozwiązać pewien problem...
-Hmm, a to ciekawe, ludzie zwykle do mnie przychodzą właśnie z tego powodu... Jest tylko jedno ale, czy stać cię na moje usługi? – zapytał – nie jestem tani...
Część 22 / 5
-Jestem panią ciemności – oburzyła się.
-Panią ciemności w wypłowiałym stroju – zgodził się doprowadzając ją nieomal do szału.
-Nie martw się panie, mam czym zapłacić. Chcę mieć to już za sobą. Zdejmij ze mnie ten czar, a zostaniesz sowicie wynagrodzony...
-Czar, jaki czar? – zapytał zdezorientowany.- ale tak teraz? Tutaj? Jak jeszcze w ogóle nie poznałem jego specyfiki? Nie ma mowy. – pokręcił głową. – Jeżeli mamy cokolwiek załatwić to zapraszam do środka.
-Dobrze więc - rzekł z westchnieniem, nalewając zalewając sobie wrzątkiem kawę, jeszcze chwila, a będzie nawet jako tako żywy. Trzeba poczekać tylko aż się zaparzy. - Co was do mnie sprowadza? -zapytał i wskazał im miejsce na ławie pod ścianą. Siedli na przeciwnych jej końcach widać było że nie chcą mieć ze sobą nic wspólnego.
-Wszystko zaczęło się w sumie od miasteczka Kirik. Wraz z moimi ludźmi przejmowaliśmy nad nim kontrole kiedy pojawił się on – wskazała na paladyna – i oczywiście bez namysłu rzucił się na „pomoc” „bezbronnym mieszkańcom” – ostatnie słowo niemalże wypluła.
-Oczywiste jest to, że nie mogłem pozwolić, byś wymordowała całe miasto – odparł chłopak wyniośle. Dziewczyna uniosła oczy do powały:
-Wymordować! Wymordować – wy paladyni to tylko o jednym, naprawdę sądzicie że na świecie chodzi tylko o mordowanie i ratowanie dziewic?! – Z resztą po co ja to mówię.
Część 33 / 5
-Ależ wierze ci moje dziecko – uspokoił ją mędrzec. – Nie stojąc po żadnej ze stron ani ciemności, ani jasności dostrzegam dużo więcej. Proszę cie kontynuuj.
-Wszystko szło gładko, przejmowaliśmy kontrolę burmistrz właśnie przysięgał nam wierność, nie było żadnej walki żadnego zabijania. Ale jak już powiedziałam przyszedł on – wskazała palcem na siedzącego nieopodal paladyna - i wywiązała się walka w wyniku której wiele osób zginęło.
-Zginęło ale z czyjej ręki?!! –zawołał chłopak – z resztą i tak zabiła byś wszystkich mieszkańców gdy tylko naszła by cię taka ochota. Zgadasz się ze mną mistrzu prawda?
Mędrzec pokręcił głową – co zaskoczyło paladyna a i dziewczyna uniosła lekko brew. – Mówiłem wam, że nie stojąc po żadnej ze stron widzę więcej. To że mroczni są „źli” nie jest równoznaczne z tym że są szaleni, ci ludzie potrzebni byli by im dużo bardziej żywi niż martwi. Martwy nie będzie płacił podatków, oddawał części zbiorów, produkował różnych przydatnych przedmiotów...
-Dokładnie – przytaknęła pani mroku. Zadowolona, że ktoś rozumie, że bycie sługą mroku nie jest równoznaczne z byciem psychopatą.
-Niech zgadnę zaczęła się prawdziwa bitwa magów – powiedział mędrzec, który nie jedną taką batalię widział. Jego klienci nie zrobili nic innego tylko przytaknęli.
-W pewnym momencie on – wskazała na paladyna - trafił w pewnego mężczyznę promieniem światłości.
-O przepraszam to byłaś ty!
Część 44 / 5
-Ja atakująca promieniem światłości? Wolne żarty. – wzburzyła się dziewczyna i mistrz wiedział, że gdyby nie była taka dostojna popukała by się w czoło – W każdym razie trafiony mężczyzna zdenerwował się – zamiast zmienić się w kawałek spalonego mięsa. Co jest zwykłym efektem bycia trafionym promieniem światłości.
-Wiem, znam zasadę – przytaknął Mędrzec.
-Powiedział, żebyśmy przestali, bo nie może spokojnie zwiedzać miasta, bo od ostatniego razu jak w nim był sporo się zmieniło.
-Zasugerowałem mu, by udał się w jakieś bezpieczne miejsce on jednak odmówił. Powiedział, że zostanie tam gdzie jest i nit nie zmusi go do tego by zmienił zdanie. Poradził nam byśmy „poszli się bawić gdzie indziej”.
-Zdenerwował mnie facet więc postanowiłam go spopielić i użyć do tego ognistej kuli. Jednak gdy wymówiłam zaklęcie nic się nie stało, spróbowałam ponownie ale bez żadnego rezultatu. On spróbował wykorzystać sytuacje i mnie zgładzić – kolejny promień światłości - jednak nie udało mu się.
-Ja również nie mogłem rzucać czarów. Właściwie to od tej pory nie mogę wykonać żadnego nawet najdrobniejszego czaru.
-Ja tak samo. – przyznała dziewczyna niechętnie.
Część 55 / 5
-Wygląda na to, że mężczyzna zdenerwował się na nas i w jakiś sposób zapieczętował nasze moce. – powiedział trzeźwo Paladyn
-A co zrobił tamten mężczyzna potem? – zapytał Mędrzec.
-Nic. Przeszedł obok nas rozglądając się ciekawie i chyba robiąc notatki. Ale zdaje się że byliśmy w zbyt wielkim szoku by zwracać na niego uwagę. Teraz jak o tym myślę to zachowywał się nad wyraz dziwnie.
-Ciekawe – zgodził się Mag, ale brakowało mu jeszcze kilku szczegółów do teorii która właśnie zaczęła kiełkować mu w głowie, więc zapytał:
-Na pewno to wszystko? Pomyślcie to bardzo ważne? Czy ten mężczyzna cos wam jeszcze powiedział, albo sprowokowaliście go jakoś?
-Hmm...
-Noo... Ja wcale na początku nie chciałam go rzucić kulą ognia, ale mnie sprowokował. Powiedziałam mu żeby pierdolił się z tym zwiedzaniem i swoimi radami. To wyraźnie go zdenerwowało i powiedział „sami się pierdolcie” no to wtedy…