Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Wojna · 7 min czytania

Przeklęta Wojna - Rozdział ostatni.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Hej, panowie, co to ma znaczyć? Dlaczego do mnie strzelacie? Przecież ja wcale nie chciałem się tu znaleźć, tylko dostałem ten głupi list z wojska, że muszę się stawić w jednostce.

Nieopodal spadł pocisk moździerzowy.

Ej, no? Co ja wam zrobiłem?

Nad moją głową przeleciały w jednej chwili dziesiątki kul. Schowałem się za murem i otarłem pot z czoła. Na szczęście żadna z nich mnie nie trafiła. Niedługo potem przeleciała druga seria. Spojrzałem na kolegów rozstawionych co 5 metrów po bokach.

- Biegnij! Będziemy Cię osłaniać! – głośnym szeptem powiedział Mariusz. - Mam taką nadzieję. – odpowiedziałem i byłem przygotowany do ruszenia biegiem. Wiedziałem, że mógł to być dla mnie ostatni bieg w moim krótkim, zaledwie czternastoletnim życiu.

Spojrzałem na naszych angielskich sojuszników. Odwzajemnili spojrzenia, bardzo zmieszane zresztą. Wiedziałem, że nie rozumieją polskiego. W pewnym momencie poczułem przypływ euforii, charyzmy i spełnienia marzeń z dzieciństwa o zostaniu bohaterem... przypomniał mi się też cytat przytoczony przez jednego z największych wodzów wszechczasów, Winstona Churchilla: „Na wojnę nie idziesz po to, by zginąć za swą ojczyznę, ale po to, by jakiś inny skurwysyn zginął za własną”. Moje oczy odruchowo wylały cienki strumień łez, które ogrzały moje policzka. Przypomniałem sobie też, jakie męki mój naród znosił z rąk zachodniego agresora w czasie drugiej wojny.

- Take cover! Everybody take cover!

Krzyknąłem i w te słowy wybiegłem do przodu, przy okazji wydając serię pocisków z mojego karabinu. Rzuciłem się na ziemię, tuż za kupą gruzu. Natychmiast usłyszałem dziesiątki karabinów, wypluwających setki pocisków naraz. Niemiecka obrona zdawała się na chwilę przysnąć. A może cały mój bieg upłynął w kilku setnych sekundy? Boże mój, błagam, niech to nie będzie moja ostatnia bitwa! – pomyślałem, mając złe przeczucia, kiedy zauważyłem lądujący pod moimi stopami granat. Odruchowo chwyciłem go za rączkę i odrzuciłem w kierunku wroga. Nie minęło dziesięć sekund, a rozległ się głośny huk, prawdopodobnie jego wybuch. Słyszałem jęki. Jęki takich samych ludzi jak ja... oni zapewne również wcale nie chcą tu być... najchętniej wyszedłbym z tego zasranego ukrycia, rzucił broń na ziemię i podał im rękę w przyjacielskim geście. Nie chcieli umierać, tak samo jak ja... Ale nie. Nie za to, co mi zrobili. Nie po tym, jak zabili mojego najlepszego przyjaciela. Najlepszego, bo zresztą jedynego...

- Schlangst du, Germanisches Hunde?? Was machst du? – krzyczałem rozbawiony.

W pewnym momencie zauważyłem moich kolegów z drużyny, zupełnie obok mnie. Zdołali przyjść? Wszyscy? – zastanawiałem się. Odwróciłem się za plecy. Widziałem Mariusza. On... on był taki blady... miał taki dziwne oczy... takie inne... takie... umierające? A więc on też... widziałem też resztę polskich obrońców. Oni też już nie żyli.

Druga linia ofensywy, składająca się z samych brytyjskich sojuszników, została rozbita... prawie wszyscy leżeli martwi...

Zaraz, zaraz... zostałem tylko ja?

Tylko ja?

Nie! Jest! Paweł jest... on jest obok mnie. Pomoże mi? Pawle, pomóż mi! Pawle? Pawlo, obudź się! Zbudź się, do cholery! Nie rób mi tego, przyjacielu... nie teraz... nie umieraj!

Natychmiast zdjąłem bandaż okrywający moje lewe ramię, w które zostałem ranny w ostatniej potyczce. Przyłożyłem go do jego krwawiącego

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Przeklęta Wojna - Rozdział ostatni. — czytnik · opowiadania