Duchy · 6 min czytania
Przeklęta Ziemia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Człowiek, poprzez ciągły i bezpośredni kontakt z ziemią jest na nią skazany. Niezależnie od tego czy jego rzeczywistym królestwem jest ogień, woda czy powietrze w jakiś sposób zawsze będzie należał do ziemi. Chodzi po niej, mieszka w domach zbudowanych z betonu, pije kawę, której ziarna są progeniturami ziemi. W ziemi człowiek chowa swoich bliskich, wierzy nawet w religie, które mówią, że wywodzi się z gliny.
Tak oto, o ile nie wywodzimy się z królestwa ziemi, nasze życie będzie wysłane niepowodzeniami. Ani powietrzni królewicze, ani ogniste czy wodniste królewny nie mają szans na szczęśliwe życie, bo rozgrywa się ono na terenie królestwa ziemistego. Ziemia dla człowieka jest więc z reguły przeklęta.
PRZEKLĘTA MIŁOŚĆ
Mieszkała z mężem w domku na przedmieściach, z którego teraz szybko wybiegła. Z przerażonymi oczami i ze zmarszczonym czołem kuliła się z zimna. Czuła zawstydzający ją wzrok sąsiadów, gdy pochylała się nad pijanym do nieprzytomności małżonkiem, który nie zdołał dojść do domu i upadł na środki drogi. Leżał na chodniku zapluty i zamroczony. Nawet go nie dotknęła. Pozwoliła by ktoś inny przewiózł go samochodem pod dom. Zostawiła go tam i pozwoliła wytrzeźwieć. Wieczorem mąż zapukał do drzwi. Otworzyła mu ze wzrokiem, który widział już miliony razy – pełnym smutku, pretensji i gniewu. Wszedł bez słowa. Chwiejnymi ruchami rozwiązał sznurowadła i poszedł na górę wziąć prysznic. Ona w tym czasie stała nieruchomo przy blacie kuchennym i po cichu płakała…
"Dwa serduszka, cztery oczy – ajajaj Co płakały we dnie, w nocy – ajajaj Czarne oczka, co płaczecie? że się spotkać nie możecie? Że się spotkać nie możecie…? – ajajaj…"
Kiedy zszedł na dół był już trzeźwiejszy. Poczuła mieszaninę parującej ze skóry wódki i wody kolońskiej, co jeszcze bardziej ją odrzuciło. On z kolei nie mógł znieść tej jej zapalczywości. Marzył, żeby pewnego dnia, jak kiedyś, pójść z nią o pierwszej w nocy na spacer i rozmawiać na życiowe tematy. Chciał, żeby znowu stała się jego przyjaciółką i kochanką, a nie żoną… żoniskiem. Śnił, aby tak jak kiedyś, namiętnie kochać się z nią na mokrym piasku, koło rzeki. Potem leżeć i czuć przewiewający po czołach wiatr. Żeby byli dla siebie wszystkim – ogniem, napędzającym do funkcjonowania, ziemią, w której może zasiać nasienie, wodą, żeby byli siebie spragnieni i powietrzem, dzięki któremu mogliby latać. Ona jednak stała się zrzędą. Nie miał wyboru – musiał wybrać samotność. ― Możesz na chwilę przestać się złościć?! ― wrzasnął, a pytanie pozostało bez odpowiedzi. Była zszokowana jego bezczelnością. Cisza stała się jeszcze głośniejsza bo nastawiła radio. ― Ty jesteś jakimś idiotą! ― nie wytrzymała i wybuchła płaczem. ― straciłeś pracę i pijesz za…