Kryminał · 28 min czytania
Przeklęte wakacje
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
To miały być wakacje jej życia. Ona, najlepsza przyjaciółka i morze. Żadnych ograniczeń. Rodzice przystali na to bez problemu, ponieważ dziewczyny miały już po siedemnaście lat. Wszystko było zapięte na ostatni guzik: zakwaterowanie, finanse, dojazd na dworzec... wszystko wydawało się ideale.
- No, kochane, bawcie się dobrze i nie przesadzajcie z balami do rana - uśmiechał się pan Zygmunt, ściskając córkę i Dagmarę na peronie, gdy pociąg stał się powoli widoczny w porannej mgle. - Pociąg numer 453 z Wrocławia do Sopotu wjeżdża na peron czwarty. Wszystkich pasażerów, którzy czekają na ten kurs prosimy o wyjście na peron - monotonnie mówił głos w radiowęzłach. No i zaczęła się przygoda. Uśmiechnięte i wyspane, mimo tak wczesnej godziny dziewczyny weszły do pierwszego z wolnych przedziałów. Były w nim całkowicie same, więc mogły rozłożyć się, niczym na wysłużonym łóżku we własnym pokoju. Bagaże, a wiadomo, że nastolatki mają ich dużo, powędrowały na górne półki. - Tydzień bez starych, czyż to nie jest piękne? Nie mogę uwierzyć, że oni tak łatwo się zgodzili - świergotała podekscytowana Natalia. - Nie widzę powodów, by miało być inaczej, przecież jesteśmy odpowiedzialne - podsumowała przyjaciółkę Dagmara. Przez pięć godzin jazdy dziewczyny snuły szczegółowe plany wypoczynku: co będą zwiedzać, gdzie będą jeść, na jakie imprezy będą chodzić. Choć dyskusja była ożywiona, wcale nie zasychało im w gardle. - Popatrz w prawo, Dag: "Gdańsk wita", ale szybko zajechałyśmy, jeszcze tylko godzina drogi i jesteśmy w raju! - piała rozmarzona Natalia z twarzą przylepioną do szyby, będąc najwyraźniej u szczytu ekstazy.
Pociąg gwałtownie zahamował. Ciała dziewczyn automatycznie poleciały do przodu. Podobnie jak ich torby, które przy okazji narobiły niezłego hałasu. - Pociąg numer 453 wjechał właśnie na dworzec główny w Sopocie. Wszystkim przybyłym życzymy miłego pobytu - radiowęzeł zadudnił wysokim kobiecym głosem. - No, kochana, wysiadka - Dag pociągnęła lekko zaspaną Natalię do wyjścia, pamiętając również o jej torbie i walizce. Następnie zaczęło się pospieszne rozwijanie planu miasta. Jak tu dojść na ulicę Targową? Trzeba było iść prosto. Okazało się, że kwatera przyjaciółek leży bardzo blisko morza. Pobiegły, odebrały kluczyki od starszej pani, która zajmowała się interesem i zaczęły wielkie rozpakowywanie. Gdy pokój był gotowy, by mieszkać w nim przez najbliższy tydzień, dziewczyny rzuciły się sobie w ramiona i z triumfem w głosie krzyczały, ile sił w płucach: - Hurra! Zaczynamy zabawę! Tylko ty i ja! Juhu! - darła się na całe gardło Natalia, dopóki nie ochrypła. Szybko wbijając się w strój kąpielowy, pobiegły na plażę. Jak na pierwszy dzień, pogoda była rewelacyjna. 28 stopni w cieniu, a słońce przygrzewało, aż miło. - To gdzie rozkładamy nasze manatki, hm? - pytała niezdecydowana Dag. - Chodź tam, ratownicy wydają się seksowni i komunikatywni - puściła oko zza okularów słonecznych Natalia. Tak też zrobiły. Był to jak najbardziej strzał w dziesiątkę. Przewidywania Natalii, co do uroczych młodych mężczyzn w pomarańczowych kąpielówkach, okazały się trafne w stu procentach. - Hej panowie! Ile stopni ma woda w Bałtyku, co? Nie chcę przypadkiem zamarznąć, gdy pójdę ochłodzić moje rozgrzane ciało... - rozpoczęła mały flirt Natalia.
Ona zawsze była bardziej odważna i beztroska niż Dagmara. Dagi była rozważna, skryta, co nie znaczy, że była jakimś towarzyskim odludkiem. Być może ze względu na różnice temperamentów tak się przyjaźniły. - Nie ma takiej obawy, panienko. Woda jest w sam raz, by się w niej zrelaksować. 19 stopni. Oczywiście gdyby zdarzyło się jednak zamarznąć, służę pomocą - szelmowsko uśmiechnął się zaczepiony ratownik. - Tak przy okazji to jestem Marcin. Jeśli chcecie, opowiem Wam co nieco o tym kurorcie. - Och, przepraszam, zazwyczaj zapominam się przedstawić. Jestem Natalia, a to moja przyjaciółka, Dagi - wskazała ręką w stronę dziewczyny. - Hej, miło mi. Jak widać Natka mnie wyręczyła - Dagmara podała rękę, pomijając ceremoniał przedstawiania, który wykonała za nią Natalia. Cała trójka się głośno roześmiała, zwracając na siebie uwagę okolicznych plażowiczów. - Co konkretnego chciałybyście wiedzieć o mieście, co? - wrócił do zapoczątkowanego przez siebie tematu Marcin. - Najlepiej, gdzie są tu najlepsze imprezy - rzuciła Natalia, kokieteryjnie kręcąc na palcu rude loki, które niesfornie opadały jej na ramiona. - I co ciekawego jest do pooglądania, gdy plaża się znudzi - wtrąciła Dagmara. Chłopakowi najwyraźniej podobało się takie zainteresowanie ze strony nowych znajomych, gdyż z chęcią odpowiadał na ich pytania. - No więc najlepsze imprezy to na plaży. Jednak jeśli wolicie coś bardziej wyszukanego, polecam klub "Miami Beach" w centrum miasta. Są tu też niebezpieczne meliny. Radziłbym omijać szerokim łukiem "Zielony Odlot". Co do miejsc wartych obejrzenia - oczywiście molo, a poza tym latarnia, Opera Leśna... - wyrzucił z siebie jednym tchem ratownik.
Na tego typu rozmowach zleciało całe popołudnie. Dziewczyny nawet nie zdążyły zauważyć, kiedy opaliły się, niczym drzewo mahoniowe, niestety, nie używając olejku. - Auć, boli. Nie chcę mieć pęcherzy... - biadoliła przyjaciółce Natalia, gdy wracały do wynajętego pokoju. - Spokojnie, coś poradzimy. Mam maść, która złagodzi ból. Swoją drogą nie powinnaś tyle siedzieć na słońcu. Wiesz, masz bardzo jasną cerę... Po dotarciu na miejsce Dag natarła zaczerwienione ramiona Natalii maścią propolisową. Jednak dziewczyna nie wyglądała na taką umierającą, jak przed piętnastoma minutami. - Koniec tego leniuchowania. Musimy zacząć coś zwiedzać, Marcin przecież mówił, co jest godne uwagi - pełna energii zaczęła wkładać bluzkę, którą wcześniej musiała zdjąć, by Dag mogła ją posmarować. - Uważaj! Maść się jeszcze nie wchłonęła! No, to w takim razie gdzie idziemy najpierw? - Możemy iść na latarnię. Chętnie zobaczę, jak wygląda świat z góry... będę Bogiem, chociaż przez chwilę... Spojrzały na siebie i naraz zaczęły chichotać z dziwnych marzeń Natalii. Ubrały zwiewne sukienki, zapakowały drobne pieniądze w torebki i ruszyły na podbój miasta. Takiemu widokowi nie sposób się oprzeć. Dwie, smukłe, ładnie ubrane i umalowane nastolatki, pewnym krokiem przemierzające ulice... marzenie. Nie ma co się dziwić, że dużo osób, zwłaszcza płci męskiej, niejednokrotnie odwracało głowy w ich stronę. Gdy weszły na latarnię, zgodnie z trochę dziecinnymi myślami Natalii, były Bogami. A dosłownie - boginiami. - Och, patrz, czy to nie przypadkiem budka NIVEI, w której siedział dziś Marcin? - Natalia skierowała głowę przyjaciółki lekko w prawo, odrywając jej wzrok od białego molo, głęboko wcinającego w morze. - Tak, to chyba rzeczywiście ta sama.
Gdy czas pobytu na latarni dobiegł końca, dziewczyny poszły na małą przekąskę. Nie wiedziały, co wybrać, więc poszły do budki z kebabem. Zamówiły podwójne porcje, by mieć siły na resztę dnia, którego było jeszcze dużo. Po posiłku dopiły Pepsi z lodem i przeczytały Bravo Girl, które roznosili po lokalach młodzi kurierzy, chcąc sobie w ten sposób dorobić. - Popatrz, to straszne, dziewczyna zgwałcona z zimną krwią podczas pobytu na koloniach - powiedziała poruszona Dagmara, gdy skończyły czytać reportaż. - Tak, to musiała być wielka tragedia. Ale było, minęło. Nam się to nie przydarzy - machnęła ręką Natalia, gdy wróciła do rzeczywistości, która w ich przypadku mieniła się tysiącami kolorów. Opuszczając budkę zostawiły napiwek sympatycznemu blondynowi, który w podzięce wysłał im czarujący uśmiech. No tak, nic dziwnego, pewnie był przyzwyczajony, skoro przez knajpkę przewijało się tylu klientów, w tym tak śliczne dziewczyny jak one. - Nie mam siły chodzić, tak się najadłam. Chodźmy posiedzieć dla ochłody na molo - zaproponowała Natalia. - Zgoda. Ale jutro dam ci niezły wycisk! Po kupieniu biletu na molo, pobiegły na sam koniec, gdzie bryza morska w największym stopniu dawała się we znaki. Na pamiątkę swojego pobytu wyryły czarnym długopisem swoje imiona na desce, która najwyraźniej była do tego przeznaczona. Na takich zwykłych, białych deskach nie ma nic ciekawego do roboty, więc dziewczyny zaczęły telefonować do koleżanek, które albo spędzały wakacje w domu, albo były na rozjazdach w innych częściach Polski, a nawet świata. Na pogaduchach zleciał cały dzień, jednak nie uważały go za zmarnowany. - O, zaraz będzie zachodziło słońce - Natalia oparła głowę o ramię Dag. - Wiesz, tyle razy byłam nad morzem, a szczerze mówiąc to nigdy nie widziałam, jak słońce do końca znikło za linią horyzontu... - wyznała przyjaciółka, po czym sięgnęła do torby po aparat. - Będzie jak na pocztówkach - roześmiała się i pstrykła Natalii pierwsze zdjęcie. Z racji tego, że był to dopiero lipiec, słońce bardzo powoli chyliło się ku zejściu. Na molo, jak i na promenadzie kilkadziesiąt metrów dalej, roiło się od ciekawych tego widoku turystów. Każdy widocznie chciał zobaczyć, jak rozżarzony pomarańczowy okrąg znika za idealnie prostą kreską, zostawiając różowe ślady na niebie...
Dziewczyny wybrały dłuższą drogę do domu. Szły plażą, zanurzając nogi w ciepłym jeszcze piasku. - Czyż to nie był udany dzień? Pomyśl, teraz każdy może być tylko lepszy - Natalia zwróciła się do Dagmary, rzucając się na łóżko, które zaskrzypiało niemołosiernie. - Tak, tak, tylko lepszy. Gaś światło, mówię, że jutro dam ci wycisk, hihi - serdecznym tonem odpowiedziała Dag, po czym zgasiła swoją lampkę.
Część 22 / 2
Następnego dnia Natalia była uzbrojona w zapasy energii. - To dokąd mnie zabierasz, pani wycisk, co? - z lekką drwiną w głosie pytała przyjaciółkę. - Idziemy do portu. Popłyniemy sobie promem do Gdańska, co ty na to? - Że jak, promem? Ale... jak utoniemy... jak wiesz no... jak Titanic... - chyba na serio przejęła się Natalia, która zwykle chwyta wszystko z opóźnieniem. - Głuptasie, przecież gdzie tu góry lodowe w środku lata? Zresztą umiemy pływać - brnęła w myśl kawału Dagmara. Gdy Natalia się ocknęła, jakie głupstwo palnęła, zaczęła się śmiać sama z siebie. Spakowały ostatnie potrzebne rzeczy do torebki i ruszyły do portu, żeby nie spóźnić się na rejs. Statek okazał się bajeczny. Zgrabny, ale pakowny. Oprócz dziewczyn na przejażdżkę wybierało się około 50 osób. - Szanowni pasażerowie, prosimy nie wychylać się za burty! - dawał instrukcje marynarz, gdy majtkowie uporali się z odcumowaniem łodzi - Życzymy przyjemnego pobytu na "Marcelince" (tak nazywał się statek).
Półtora godziny później dopłynęli do Gdańska. Rejs powrotny był planowany po czterech godzinach, aby turyści ze spokojem mogli zwiedzić miasto. - Co można by tu zwiedzić? Chodźmy kupić plan miasta. - Dag, jak zwykle to miała na głównej uwadze. - A po co ci plan, chodzimy przecież z zorganizowaną grupą. - Ach, fakt. No, to gdzie tu w takim razie jest jakiś przewodnik? - Czyżby ktoś mnie wołał? - do uszu dziewczyn dobiegł znajomy głos... - Marcin? A ty tu co robisz? - Natalia otworzyła najszerzej jak tylko mogła swoje zielone oczy. - Ja? Jestem przewodnikiem. W końcu i mi nudzi się siedzenie na plaży - z szerokim uśmiechem odpowiedział chłopak, po czym zebrał grupę, zaczynając oprowadzanie.
Zaczęli od półwyspu Westerplatte. W czasie, jaki mieli do dyspozycji, zwiedzili dużo ciekawych miejsc, z których słynie pomorska stolica. - Uwaga! Za piętnaście minut wracamy do Sopotu! Wszystkich, którzy płynęli tym kursem prosimy o niezwłoczne przybycie na pokład! - marynarz puścił informację przez walkie-tolkie, które było zmontowane z radiowęzłem.
Dopłynęli około dziewiętnastej. Natalia i Dagmara były zmęczone całodziennym chodzeniem, więc na wieczór zostawiły sobie tylko odprężający spacer. - Dziś zasnę ledwo się położę. Jestem naprawdę padnięta - aż dziw, Dagmara poskarżyła się na zmęczenie, co rzadko jej się zdarzało. - Śpij. Jutro ja ci pokażę, co będziemy robić, ale to wieczorem - Natalia z diabelskim uśmiechem skierowała słowa do przyjaciółki.
Następny dzień był jeszcze bardziej słoneczny i upalny niż poprzedni. Dziewczęta odłożyły jakiekolwiek spacery po mieście i okolicach, poddając się działaniu promieni słonecznych. Tym razem i Natalia pamiętała o balsamie. Opalały się na zmianę z graniem w siatkówkę i chłodzącymi kąpielami w morzu. Dopiero o osiemnastej zeszły z jeszcze bardzo zaludnionej plaży. - To dokąd mnie zabierasz?- Dag przypomniała Natalii o jej obietnicy. - Przebieraj się. Idziemy na pierwszą imprezkę, trzeba się zrelaksować, jak to na dziewczyny w naszym wieku przystało - Natalia w stanie gotowości ponaglała koleżankę.
Wybrały się do śródmiejskiej imprezy, którą pierwszego dnia polecał im Marcin, nie tylko ze względu na dobrą zabawę, ale i na bezpieczeństwo. - "Miami Beach wita"... - przeczytała powitalny napis Dagi. - Zobaczymy, jaką zabawę oferują - Natalia otworzyła drzwi klubu, po czym weszły do środka. Wnętrze wyglądało porządnie. Ładne, świeże ściany, żadnego dymu papierosowego. Od razu można było odnieść wrażenie, że jest to klub dla osób, które preferują kulturalną rozrywkę. Dziewczyny przyłączyły się więc do całonocnych pląsów na podświetlanym parkiecie. Po kilku wyczerpujących tańcach dziewczynom zachciało się pić. - Pójdę coś zamówić. Najlepiej z kopem - Natalia po kilku tańcach była bardzo spragniona. - Chyba z lodem. Nie powiesz mi, że chcesz zamówić coś alkoholowego? - Dag pytająco spojrzała na przyjaciółkę. - Och, oczywiście, że nie. Nawet nie mam ochoty. Jak się potem okazało, lokal nie wykupił koncesji na alkohol, ze względu na to, że nie chcieli mieć później problemów z nieletnimi, którym sprzedano piwo lub inny trunek zawierający procenty. Tak więc Natalia zamówiła dla siebie i przyjaciółki Pepsi z lodem. Niejednokrotnie, w końcu jedna szklanka nie starczyłaby chyba nikomu na całą noc.
Wróciły około szóstej nad ranem. Zmordowane, ale szczęśliwe, że zabawa się udała. Spały do