Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 6 min czytania

Przełamany mur

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kropla rosy stoczyła się po bladozielonym liściu, spadając prosto na nos jakiegoś człowieka. Wywołało to reakcje nadzwyczaj dziwną dla zwykłych ludzi- człowiek przebudził się i z radością rozsmarował kroplę po przybrudzonej twarzy. Był dwudziesty trzeci grudnia- jak na tą datę, drzewa powinny pokryte być choćby cienką warstwą śniegu. Nic się jednak nie zapowiadało na taką pogodę- ktoś stroił sobie żarty, przywołując wiosenną pogodę na grudzień. Jednak dla mężczyzny była to ogromna zaleta. Gdyby były morzy, musiałby udać się na dworzec, skąd z pewnością ktoś odprawiłby go z kwitkiem. Mężczyzna wstał i rozglądnął się. Krzaki i drzewa wyglądały mizernie- wszystkie liście opadły już dawno. Z westchnieniem udał się szukać pożywienia- w lecie, śpiąc na działkach, mógł zjeść trochę owoców i warzyw hodowanych przez jakichś ludzi. A teraz był zmuszony szukać czegoś na własną rękę. Jak co roku zimą. Otrzepał się i ruszył. Wszyscy ludzie jeszcze spali. Czego się można spodziewać o godzinie szóstej rano? Jedynie kobiety, u potu czoła stały przy kuchence tworząc najrozmaitsze potrawy i ciasta. Do wigilii pozostał tylko jeden dzień. „Ciekawe jak spędzę go w tym roku?”- zastanawiał się mężczyzna. Słońce grzało słabo, aczkolwiek mężczyźnie to wystarczyło. Z uśmiechem wystawił twarz do słońca i marzył o ciepłym wigilijnym stole. Takim jak w dzieciństwie. I o choince, uginającej się od cukierków i ozdób. Dlaczego los musi być taki niesprawiedliwy? Mężczyzna skierował się w stronę centrum miasta. Ruch był mały, ale był. Ludzie pędzili po ostatnie świąteczne zakupy. Zewsząd płynęły kolędy, zza wystaw patrzyły na nas mikołaje, renifery i elfy. Łańcuchy, bombki i światełka wisiały przed każdym sklepem, czarując świątecznym nastrojem. Zapachy i zapaszki unosiły się z różnych mieszkań. Mężczyzna jednak nie zwrócił na to wszystko uwagi. Brnął dalej, w stronę bloków prywatnych. Bogaci ludzie wyrzucali ich zdaniem już rzeczy zużyte. Dla mężczyzny były one jak nowe. Problem w tym, że bloków tych strzegli ochroniarze. Za nic nie wpuścili by oni takiego żebraka jak mężczyzna. Musiał on znaleźć inne wejście. Niezauważalnie przeszedł na tyły bloku, gdzie wdrapał się po bramie i przeskoczył na drugą stronę. Szybko potruchtał do śmietnika i otworzył go. Leżały tam całkiem zepsute, nienadające się do zjedzenia różnego rodzaju pożywienia. Na szczęście znalazł kanapkę z serem, nietkniętą i prawie świeżą, wyrzuconą najwyraźniej przez jakiegoś dzieciaka, który wolał później kupić sobie paczkę chipsów. Zdobył też niedopity sok i parę herbatników. Skulił się za śmietnikiem, spokojnie

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%