Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 20 min czytania

PRZEMIANA

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

PRZEMIANA

Potężny stalowy kolos kroczył powoli przez mroźne, niedostępne pustkowie. Jego para odnóży posuwała się pewnie, mimo że powierzchnia gruntu była niczym innym jak warstwą śliskiego lodu zroszoną promieniowaniem kosmicznym pochodzącym z pobliskiej gwiazdy. Para ramion uzbrojona w broń skierowana była przed siebie czekając na odparcie każdego ataku.

Spojrzał na wprost. Noc na księżycu K-12 dobiegała końca. Ciemność zaczął rozświetlać gazowy gigant do złudzenia przypominający Jowisza. Nad horyzontem wyłonił się biały karzeł, centralne słońce układu słonecznego.

Wiedział tylko, że nazywa się Riko. Zadawał sobie pytanie dziesiątki razy. Kim jest? Co robi tutaj? Na jego wątpliwości zareagowała jednostka sterująca komputera kwantowego. Zadaniem jego było bronić automatycznej kopalni wydobywającej deuter. Jednak nadal nie otrzymał odpowiedzi kim jest. Przez chwilę zastanawiał się. -To wszystko jest takie proste, nie musisz zadawać więcej pytań –usłyszał głos. -Jesteś programem. Holograficznym planem stwórcy wtłoczonym do macierzy centralnej - tajemniczy szept wyraźnie odpowiadał na jego pytanie

W tej samej chwili detektor ruchu analizując drgania rzadkiej atmosfery oraz wstrząsy gruntu nakazał wzmóc czujność. W odległości trzech kilometrów mógł się znajdować poruszający się obiekt. Jednak siła i częstotliwość drgań nie pasowała do wzorca. Riko natychmiast rozpoczął marsz w kierunku wskazanego celu. Był tylko jeden problem- obiekt znajdował się po drugiej stronie wzgórza, które należało obejść. Inny program dokonał lustracji przesmyku, przez który mógł się przedostać na drugą stronę. Znajdowały się tam głazy w dużej ilości, niektóre wielkości autobusu. Riko musiał wypełnić pierwszą dyrektywę: wykryć, odszukać, unieszkodliwić lub zniszczyć intruza. Idąc przez dolinę analizował każdy załom i kamień. Wróg mógł czyhać wszędzie. Obserwując przy pomocy skanerów w szerokim spektrum widma elektromagnetycznego doszedł do wniosku, że otaczające go skały mogą być pochodzenia wulkanicznego. Natychmiast zadał pytanie, które podchwyciła inna aplikacja odpowiedzialna za analizę naukową. Ten program nie chciał się zgodzić z Riko. Księżyc był lodowym globem. Nie mogły tutaj istnieć wulkany plujące gorącą lawą. A jednak przed nim znajdowało się wzgórze do złudzenia przypominające krater wulkaniczny. Program zasugerował, że może to być odłamek asteroidy wciśnięty w pokrywę lodową. Wydawało mu się, że porusza się coraz wolniej. Odnóża, na których stał okrywał całun mgły, który pojawił się w przeciągu kilku minut. Był to znak, że nastał dzień. Promieniowanie rozgrzewało powierzchnię. Miliardy mikroskopijnych cząstek materii szybowały w przestrzeń zamieniając próżnię w środowisko bardziej przychylne istotom organicznym. Po chwili kolos minął zakręt. W oddali rozpościerała się lodowa pustynia. Mimo, że z orbity była poprzecinana setką szczelin to z tej perspektywy Riko ujrzał tylko płaszczyznę gładką jak stół. Zatrzymał się, po czym uruchomił tarczę ochronną. Nie proszony gość mógł być wszędzie. Wszystkie skanery rozpoczęły analizę terenu. Jedno było pewne. Żadna jednostka desantowa nie wyląduje w tak otwartym terenie. Jeszcze inny program rozpoczął nasłuch na wszystkich zakresach. Jeżeli wrogi obiekt będzie nierozważny Rikowi uda się wejść do jego programu sterującego poprzez sieć cyfrową operującą w hiperprzestrzeni.

Nagle u podnóża przeciwległego wzgórza zauważył błysk, który trwał ułamek sekundy. Wyostrzył czujniki. W obiektywie przeciwległa góra była lodowym olbrzymem i to właśnie zmyliło go. Pomyślał, że materiał, z którego była zbudowana dawał takie właśnie odbicie. Na tle lodowych skał zauważył gorącą plamę, jaką mógł zostawić tylko jakiś mechanizm, tym bardziej, że temperatura tego przedmiotu wynosiła ponad sześćdziesiąt stopni powyżej zera. Teraz był pewny, to był intruz, którego szukał. Musiał dotrzeć do tego miejsca. Zadanie nie było proste. Nie mógł pójść najkrótszą drogą, to było pół kilometra otwartej przestrzeni. Za bardzo wystawiał się na cel. Musiał zawrócić. Po trzydziestu minutach marszu klucząc pomiędzy wzgórzami znalazł się w miejscu, gdzie powinno znajdować się źródło ciepła. Na zboczu zobaczył rozlaną plamę oleju, która teraz miała temperaturę otoczenia. Przez myśl przeszło mu, że to może być pułapka. Wszystkie sensory rozpoczęły analizę terenu. Atak mógł nadejść w każdej chwili. W jednym ze skanerów zauważył wejście do jaskini. Postanowił zbadać to miejsce. Wrogi mechaniczny kolos najprawdopodobniej tam właśnie się skrył. Po chwili był wewnątrz jaskini, która okazała się przejściem do całego odkrytego skalnego labiryntu. -Trudno będzie znaleźć wrogą maszynę w takim środowisku – znów usłyszał szept delikatny, eteryczny, kobiecy. Uruchomił program walki w obszarze zurbanizowanym, ponieważ teren, na którym znajdował się teraz najbardziej przypominał miasto. Poszarpane ściany, dziesiątki korytarzy przywodziły na myśl starożytne budowle. Nagle detektor ruchu odebrał dźwięk, który przypominał odbezpieczanie lancy fuzyjnej. Przeszło mu przez myśl, że skoro namierzył ruch wroga, który chce użyć tej właśnie broni to bojowa jednostka znajduje się na wyciągnięcie ręki. Nie pomylił się. Zobaczył tylko wiązkę plazmy przecinającej przestrzeń. Nie zdążył zrobić uniku, był zablokowany skalną ścianą. Kosztowało go to zbyt wiele. Na skalnej posadzce wiło się jego metalowe ramię odcięte przez promień gorących cząstek. W ten sposób stracił szybkostrzelne działko laserowe. Jego szanse w stosunku do nieznanego wroga zmalały. Rozpoczął skanowanie terenu. Był przygotowany do odparcia następnego ataku. Jednak przeciwnika nie było tam, gdzie mógł się go spodziewać. Spojrzał na odciętego kikuta. Gdyby miał więcej czasu mógłby sam się zająć regeneracją, ale teraz nie mógł ryzykować. Był wściekły, że dał się podejść w tak prosty sposób. Ruszył na poszukiwanie wrogiego Mecha. Analiza terenu wykazała, że była tylko jedna droga, którą mógł uciec przeciwnik. Wszedł w boczny tunel. Kroczył niepewnie. Podłoże było śliskie, co groziło upadkiem. I tak się stało. Kiedy zorientował się co się dzieje, ściany jaskini zawirowały. Upadek był na tyle niefortunny, że spowodował chwilowe odcięcie energii elektrycznej, o czym nie wiedział. Próbował się podnieść. Ponowił komendę. Procesor kwantowy nie reagował. Nie odpowiadał żaden program pomocniczy. Nie mógł nic zobaczyć przez skanery. Miał wrażenie, że na zewnątrz panuje ciemność. Był w wielkim błędzie. W przebłysku świadomości zrozumiał, że to nie jest możliwe. Słońce znajdowało się wysoko nad horyzontem. Nawet labiryncie korytarzy, w jakim się znajdował teraz, o tej porze dnia nie mogły panować ciemności. Zaczął się zastanawiać, co się stało. Musiał szybko podjąć jakąś decyzję. Jednostka sterująca komputera nie odpowiadała. Wiedział, że w wyniku upadku doszło do awarii. Powoli zaczął wpadać w panikę. Przeciwnik mógł znaleźć go w każdej chwili i unicestwić. To mógł być jego koniec. Nie chciał skończyć w ten sposób. Zadał sobie pytanie. Dlaczego jako maszyna panikował? Ten odruch powinien być mu obcy. Skąd znał to uczucie? Po chwili zobaczył obraz, którego nie widział wcześniej. Wydał komendę przejścia skanerów na inne spektrum. Bez rezultatu. Odruchowo spojrzał w lewo. Poczuł ból przeszywający umysł. Nie miał pojęcia skąd pochodzi. Z żarliwością analizował obraz, który ujrzał. Ekrany holograficzne wydały mu się znajome. Spojrzał w dół. Zobaczył członki przypominające dłonie. Kończyny wykonały ruchy do góry. Znowu poczuł ból. Wydał polecenie. Lewa ręka zbliżyła się do jednego z ekranów. Dotknęła jego powierzchni. Przeraziło go to. Czuł, widział w odmienny sposób jak do tej pory. Kim był, co tutaj robił?Czuł miękką i ciepłą powierzchnię. Co to mogło być? Przesunął dłoń do góry. Powierzchnia zakrzywiła się. Tworzyła kulisty kształt z setką tysięcy długich i wąskich wyrostków. Zaciekawiło go to. Odruchowo chwycił za coś, co przypominało końcówkę jakiegoś łącza. Wyciągnął to coś. Wewnątrz urządzenia pulsowało niebieskie światło. Zrozumiał, było to połączenie neuronowe, jakie stosowali ludzie w celu komunikacji z komputerami. Zawahał się, przecież nie mógł być człowiekiem. Był roztrzęsiony. Czy te ohydne dłonie, które widział przed sobą należały do niego – kwantowej inteligencji. Instynkt podpowiadał mu, że powinien natychmiast połączyć swój umysł z komputerem przy pomocy łącza, nie wiedział tylko jak to zrobić. Po chwili jego palce znalazły zgrubienie z tyłu jego głowy. Było to gniazdo znajdujące się w jego ciele. Włożył końcówkę łącznika, ponownie łącząc swój umysł z procesorem maszyny. W ułamku sekundy wszystko się zmieniło. Znowu miał przed sobą znajomy widok. Czuł każdym sensorem Mecha. Był znów sobą. To go uspokoiło. Nie miał czasu. Czuł, że wróg zbliża się. Po chwili już stał gotowy do walki, mimo że nie posiadał jednego uzbrojonego ramiona. Natychmiast reaktywował pole ochronne wokół maszyny. W pogotowiu trzymał lancę fuzyjną, najlepszą broń w tych warunkach. Postanowił iść naprzód. Przez sensory usłyszał huk. Komputer porównał ten dźwięk z innym wzorcowym przypominającym spadające skały. Program nie pomylił się, za zakrętem ujrzał zawał. Ogromna ilość skał robiła wrażenie, ale nie to przykuło jego uwagę. Spod gruzu wystawały stopy innego Mecha. Wrogi robot bojowy został przysypany. Być może te skały uratowały życie Rikowi. Zdawało mu się, że tę bitwę wygrał, ale ciekawość popychała go do przodu. Ryzykował zbliżając się do gruzowiska. Rozpoczął skanowanie w zakresie fal elektromagnetycznych. Miał nadzieję, że uda mu się znaleźć kanał, na którym będzie mógł połączyć się z wrogiem. Wątpił czy na tak odludnym księżycu będzie znajdować się jakiś skrawek sieci cyfrowej rozsianej w nadprzestrzeni. Jednak warto było szukać.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
PRZEMIANA — czytnik · opowiadania