Melodramat · 8 min czytania
Przemijania. (cz.pierwsza)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
To był jeden z tych dni, w którym na samą myśl o powrocie do domu robiło mi się niedobrze. Chciałam jak najdłużej zostać na uczelni tylko dlatego aby skrócić sobie czas bytowania w domu. Byłam już przesiąknięta do szpiku kości całym tym gównem, które toczyło się w domu a obraz pijanego ojca znałam na pamięć. Jego każde słowo skierowane w kierunku mojej osoby pod wpływem alkoholu i innych środków odurzających wprawiało mnie w obłędny szał i byłam wstanie obić mu gębę. Nie raz zdarzyło się, że pod nieobecność mamy rzucał we mnie krzesłem oraz na przystawkę serwował mi kilkanaście nieprzyjemnych słów, które trafiały mnie prosto w serce wtedy ja krzyczałam jak opętana, że go nienawidzę i mam ochotę mu wbić nóż w plecy. Wracając do słów nigdy bym nie pomyślała, że własny ojciec może Ci wykrzyczeć w twarz tyle okropnych rzeczy. Miałam już dosyć takiego życia pod jednym dachem z człowiekiem, na którego nawet nie potrafię spojrzeć.
A więc tego dnia wybrałam się jeszcze do pobliskiej kawiarni a później skoczyłam do biblioteki aby zakupić parę ciekawych książek by w domu zamknąć się w pokoju i odlecieć daleko czytając jedną z zakupionych książek. Później udałam się na pobliski przystanek autobusowy i wróciłam do domu. Jeszcze chwilę stałam przed drzwiami i zastanawiałam się czy aby na pewno chcę tam wejść. Sąsiadka schodząca z góry zapytała mnie nad czym się tak zastanawiam a ja odpowiedziałam jej uśmiechem.
Już w przedpokoju unosił się zapach obiadu. Przywitałam się z mamą i zapytałam czy tata jest w domu ona na to: -Jak rano wyszedł tak nie wrócił jeszcze do domu, ale chyba nie stęskniłaś się za nim co? -powiedziała mama -Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że nie muszę na niego patrzeć. Dziwię się sobie co ja jeszcze tutaj robię -te słowa powiedziałam trochę ciszej i skierowałam się w stronę mojego pokoju. Nie zdejmując płaszcza od razu włączyłam komputer, w końcu stało się to moim rytuałem i nawet nie korzystając z niego on musiał być załączony i dawać oznaki życia. W końcu rozebrałam się, wyciągnęłam z torebki zakupione książki i usiadłam na łóżku. Przez chwilę zastanawiałam się nad niczym i tak jakby w mojej głowie zapaliła się myśl, że muszę natychmiast wyjść z psem na spacer! Szybko założyłam z powrotem płaszcz, zawołałam psa i już brałam się za ubieranie butów jak tu nagle wyskoczyła mama z pokoju i bardzo uważnie się mi przyglądała i nagle dodała: -Widzę, że wybierasz się na spacer z psem - powiedziała zakładając rękę na rękę -Tak no, bo jakby nie było to nikt pewnie z nim jeszcze nie był - powiedziałam zakładając psu obrożę -Byłam z nim krótko po tym jak weszłaś ze szkoły, ale nie o to mi chodzi, bo widzisz zauważyłam, że tutaj chyba nie chodzi o psa co? -zapytała mama tajemniczo się uśmiechając -Nie wiem co masz na myśli -odrzekłam a w moim głosie słychać było nutkę zakłopotania. Uśmiechnęłam się do mamy, złapałam klucze i wyszłam.
Wychodzą z domu wypuściłam kłębek powietrza z ust, który oznaczał moją małą wolność. Poklepałam psa i udałam się na pobliskie osiedle przy, którym znajdował się mały park. Usiadłam na ulubionej ławce spuściłam psa ze smyczy i czekałam... czekałam na niego. Na Pana Nieznajomego, na "miłość mojego dzieciństwa". Wiedziałam, że codziennie tego samego dnia, o tej samej godzinie wraca tą samą drogą do domu. Może wraca z uczelni a może z pracy? Nie wiem, nie interesowało mnie to. Chciałam tylko nakarmić się nim na kolejne parę dni.
"Miłość mojego dzieciństwa", Pan Nieznajomy to chłopak, który zawładnął moim małym serduszkiem kiedy miałam z osiem czy nawet dziewięć lat. Po czasie oczywiście…