Fantastyka · 8 min czytania
Przemijanie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
I - SPOKÓJ
Ciemność. Choć zacząłem już pojmować, nadal przed oczyma miałem nieprzeniknioną ciemność. Doskonała czerń, która, choć wydawać by się mogło iż jest zła i przerażająca, sprawiała, że czułem się bezpieczny. Pamiętam doskonale, że jako dzieciak nie potrafiłem zasnąć bez odrobiny światła - małej świeczki, czy choć lampki nocnej, niejednokrotnie zasypiałem przy włączonym telewizorze. Ale teraz czułem to ewidentnie. Choć oślepiony, nieświadomy swojej pozycji i, co gorsza, nie potrafiący posklejać w całość wspomnień, by móc określić przyczynę stanu w którym się znalazłem, odczuwałem doskonały spokój. Nic tak naprawdę mnie nie interesowało. Wszystkie te zawiązki myśli, które przenikały przez mój umysł, ginęły gdzieś w przestrzeni równie szybko jak się pojawiały. Bum. Gdzieś daleko rozbrzmiewał ten odgłos. Dudniący, złowrogi zwiastun wątpliwego przerażenia. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że towarzyszy mi już od jakiegoś czasu, być może od samego początku, to znaczy od chwili w której uświadomiłem sobie mój stan. Bum. Odgłos stawał się wyraźniejszy z chwili na chwilę, zapewne dlatego dopiero teraz zwróciłem na niego uwagę. Poza tym, że stawał się głośniejszy, odnosiłem wrażenie, że przybliża się, lub też przyciąga mnie do siebie. Nie byłem w stanie tego określić. Bum! Tym razem było już naprawdę głośno i wyraźnie. Co to jest do cholery! Zacząłem się irytować. Cieszył mnie ten przejaw uczuć. Świadczyło to o tym, że być może nie jest ze mną aż tak źle. Hym..., nawet na ironie sobie pozwoliłem. Cisza. Wszystko ucichło. Jedyna rzecz która posiadała siłę by uruchomić moje wewnętrzne Ja, zniknęła. Prosty odgłos, posiadał znacznie większy potencjał skomplikowania, niż każda z moich myśl. Pierwszy raz odkąd tu jestem, poczułem się źle, niepewnie. Poczułem się zagubiony. Nie potrafiłem uchwycić się czegokolwiek. Błądziłem myślami po wspomnieniach, ale nic nie wydawało mi się na tyle ważne, by dać mi... No właśnie. Co mi dać?
* * *
Znowu pozostała tylko ciemność i ja zawieszony w bezmiarze przestrzeni, nie potrafiący określić niczego poza własna jaźnią, która i tak wydaje się być mi obca. Mówię do kogoś, choć i tak wiem, że nikt mnie nie słucha. Mówię do siebie, choć nie interesuje mnie to co mam do powiedzenia. Bezsensowny bełkot nie posiadający żadnej treści, doskonale oddawał wartość mojej osoby. Teraz wiem ile jestem wart dla samego siebie. Ile warte są moje wspomnienia, moje doświadczenia. Nic nie uchroniło mnie przez tym osądem. Sam podjąłem taką decyzję i sam wydaje na siebie wyrok. Z tą wiedzą osiągam spokój. Ciemność... Cisza... Spokój...
* * *
Ciemność rozmyło światło. Cisze zakłócił szloch. Spokój zmąciły słowa: - Akcja serca ustała o dwudziestej pierwszej zero trzy.
Część 22 / 2
* * *
II - CISZA
Wsunąłem stopy w miękki piasek, poczułem przyjemne ciepło. Przede mną dumnie otwarte stało morze, błyszczące milionem srebrnych gwiazd. Lekki wiatr wprawiał moją koszule w nieznaczny ruch. Po brzegi wypełniałem płuca krystalicznie czystym powietrzem, napawając się każdą jego cząstką. Spojrzałem w górę by na tle idealnie błękitnego nieba ujrzeć słońce i przyjąć na twarz grad świetlistych promieni. Rozstawiałem szeroko ramiona, chcąc dla siebie wiatru złapać jak najwięcej. Zamknąłem oczy i zacząłem śnić.
* * *
Powoli moje stopy wynurzyły się z piasku. Czułem każde ziarenko zsuwające się z mojego ciała. Unosiłem się. Szybowałem. Dookoła panowała nieprzenikniona cisza. Wiatr ustał uznając moją wyższość. Morze zamilkło podziwiając mnie górującego ponad nim. Piasek najdłużej opierał się moim rządom, lecz ostatecznie i on musiał odpuścić nie widząc dla siebie szans. Niebo stanowiło ostatnią przeszkodę na mojej drodze. Nie lękając się, stawiłem…