Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Erotyka · 6 min czytania

Przepaść

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

P R Z E P A Ś Ć

13.04.1987 R.

Jestem Bartek Zalewski. Znacie mnie? Nie? To nieważne! Uwielbiam grzebać się w starociach. Zawsze pociągały mnie zakurzone skrypty, zeszyty, świstki. Dobrałem się ostatnio do skrzyni dziadka Jakuba. I oniemiałem! Znalazłem w niej masę interesujących dla mnie pism, a wśród nich rękopis. Nie był to pamiętnik ani dziennik. Coś w rodzaju zbioru opowiadań. Nie wiem skąd się tam wzięło. To co wyczytałem w tym pożółkłym zeszycie wstrząsnęło mną. Poziom opowiastek był wysoki i posiadał niesamowitą wartość myślową Nie może to zginąć, muszę to przekazać dalej! Rzuciłem w kąt moje prace i tak powstało to opowiadanie w małej transkrypcji mojego pióra. *************************************************************** Kiedy dwoje młodych ludzi poweźmie pewną decyzję, to żadna siła nie jest zdolna ich od tego odwieść. A jeśli to jest miłość, prawdziwa, bez skazy to tylko jedna śmierć może rozwiązać supeł! Albo scementować.... Jest takie miejsce w okolicy Górnego Potoku zwane Czarcim Wąwozem. Miejsce równie słynne, co niechlubne. Tradycyjnie to tutaj ostatnie swe miejsce znajdują samobójcy. Nigdy nie zbadano czerni Wąwozu. Było kilku śmiałków, ale na tych kilku się skończyło... Miejsce to zawsze było odludziem. Podobno straszyły tu duchy potępionych dusz tych, co tu skończyli swój żywot... Powoli zapadał zmierzch. Z leśnych gęstwin wynurzyły się dwie postacie. Przysiadły na zwalonym pniu. Przytuleni, szeptali słowa sobie tylko zrozumiale, przepojone zarazem i goryczą żalu, i żarem miłości. -Nie boisz się? -Nie... Słowa jak synonimy. Hasła. Nic nie znaczące. Dla nas. Dla nich były wyjaśnieniem tego co uczynią. Rodzaj usprawiedliwienia, którego i tak nikt nie słyszał. I nie słuchał. Cisza przerywana szumem potoku toczącego swe wody trzydzieści metrów niżej. Żywioł jak zagadka. Pociągał i odpychał. Młodzi połączyli się wiecznym pocałunkiem. Trwali tak długo, aż namiętność nie opadła. A potem powoli zaczęli być sobie coraz bliżsi. Nie przestraszała ich nagość ciał. Stali naprzeciw siebie jakby niezdecydowani. Zdarli z siebie resztkę własnego ja, teraz On należał do Niej, a Ona do Niego. Pozbawieni ostatniej bariery, tej przewagi jakiej każde miało nad sobą. Nie dzieliło ich nic, łączyło wiele. I nagle uniesieni porywem pożądania przylgnęli do siebie, w dzikim pośpiechu próbując dopełnić akt miłości. Opętani przez własne ciała, biedni, zezwierzęceni kochankowie. Wirujące plamy przed oczami stały się realnymi kształtami ukochanej. Chwycił jej ciało, absolutnie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%