Romans · 11 min czytania
Przepowiednia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Przepowiednia
Pokój nie starał się nawet stwarzać pozorów rodzinnej opoki. Oddał się doszczętnie sile przyrody. Z tanich rekonstrukcji kapała stopiona farba, z zasłon odrywały się poły materiału a tragizmu dopełniała dusząca woń palonych piór z pokonanego przez ogień gwarka. Jedna istota, tylko jedno istnienie ludzkie wciąż pozostawało nieugięte, choć los przypisał straconą pozycje. Kobieta brnęła poprzez ogarnięty przez ogień dywan, zamieniając w popiół każdy fragment udręczonej tkaniny, który dotknęły jej spalone stopy. Jedyna myśl, może działanie bezwarunkowe- ocalić swoją małą córeczkę. Żar z żyrandola spadał na jej głowę, rozkoszując się czarnymi lokami, i choć ogień z boazerii ogarnął już całe jej ciało nie przestawała krzyczeć- Przeklęta! Ratuj ją! To twoja wnuczka!!! Ja nie…- histeryczny wrzask urwał się. Z anatomicznego punktu widzenia to niemożliwe żeby ze spalonego gardła wydobywał się dźwięk. Legła pokonana. Ostatki jej mózgu zarejestrowały jeszcze mieszaninę dźwięku pękającego drewna, przeszywający płacz niemowlęcia i ją- cichy śmiech satysfakcji staruszki. Odeszła. ***
-Ale żem się zmęczyła!- zaskwierczała babuleńka, odrzucając ciężki kanister- Szkoda kobitki, dzieciak tez nienajgorszy. Ale, klątwa by je i tak wykończyła. Ino prędzej sprawa zakończona, nerwowania mniej. Oddalała się pospiesznie pomimo posuniętego reumatyzmu, poganiana zbliżająca się syreną strażacką. Pod nosem nuciła sobie wersety z prastarej księgi, ukrytej pod ołtarze a sypialni: -Nigdy nie kochaj mężczyzny, inne z rodu pilnuj li surowo. Jeśli która serce swe otworzy, ON w niej przybędzie na nowo. A jak… O cholibka, zapomniałam słów! Ale nasmrodziłam, jakbym jakiś kurnik spaliła- odeszła w ciemność, kręcąc głową z dezaprobatą wymierzoną w cały wszechświat.
16 lat później
Część 22 / 2
Biegła szybko po schodach pokrytych poprzecieranym linoleum. Przeskakiwała po dwa stopnie. Chciała jak najszybciej dotrzeć do swojego domu, jedynego jaki miała. Pomimo, że swąd ziołowych trucizn przyprawiał o mdłości a nigdy niezamiatana podłoga wołała o litość w każdym podmuchu brudu spod skrzypiących desek. Najgorszy był prowizoryczny ołtarzyk w sypialni babuleńki. Niejednokrotnie budziła się w nocy, mając przed oczami widmo obiektów ofiarnych- myszy, których koniec prostej egzystencji miał kształt srebrnych szpilek, wbitych wprost w serce. Popchnęła mocno przedmiot, który w innych domach był drzwiami, tutaj była to jedynie mieszanina dykt, gazet i desek z czasu PRL-u. Mimo wielkiego przejęcia nie zapomniała pocałować w buźkę małego aniołka wiszącego w przedpokoju.Jak zwykle delikatnie się uśmiechnął słomkowymi usteczkami. - Babciu! Gdzie jesteś? Maa! Babciu!- wołała głośno, aż dostała rumieńca na zdrowym policzku. - Tutaj Płomyczku. Nie męcz rzesz starej kobiety- odpowiedziała jej głos przypominający dźwięk tnącego tępym ostrzem styropianu- Choć no do kuchni. Co ty taka przejęta? - No, bo wiesz… doszła do naszej klasy nowa osoba- popielate opary gotującej potrawki wtapiały się w cichy śmiech politowania, unoszący się krzywym potokiem z ust staruszki. – Maa, nie śmiej się. Widzę jak ci plecy drżą. Czuję, że to ktoś inny, lepszy od pozostałych. Staruszka odwróciła się twarzą do dziewczyny połyskują dwoma złotymi zębami. Nie kryła już śmiechu. - Wydaje się naprawdę wyjątkowy. Ten chłopak… - Chłopak?- Maa przebrała wyraz twarzy, który zarezerwowany jest jedynie dla ludzi, którzy odwracając głowę widzą pociąg centymetry od siebie. Garnek wypadł jej z dłoni, tocząc się rozlewał brunatną ciecz po podłodze- Chłopak, mówisz lafiryndo?!!! Co ja żem mówiła o męskim nasieniu? Ty jesteś inna, dla ciebie to ino zaraza. Nie masz znać, dotykać ani nawet czuć ich zapachu. Nic nie możesz, rozumiesz?! Płomyczek opuściła głowę, odcinając się od tej grozy i przenosząc się do swojego własnego świata. - Nie dla ciebie miłostki- Spod stosu starych gazet Maa wyszarpnęła obklejone brudem lustro- Patrzał jak wyglądasz! Dziewczyna zaciskała powieki, tym razem nie złamie się. Próbowała ulecieć stąd, pozwolić myślom wędrować swobodnie po sadzie pełnym dzikich róż. Szybko wróciła do zagraconej kuchni. Nazbyt realna była dłoń, o kruchych kościach i przypominającej pognieciony pergamin skórze, uderzająca z cichym plasknięciem o jej policzek. Otworzyła oczy. Pomimo całego brudu, poprzecinanego samotnymi wyżłobieniami po jej łzach, zobaczyłam swe odbicie. Jedna połowa twarzy piękna i zachwycająca jak oblicze archanioła. Druga doprowadzała do płaczu każde nawet najodważniejsze dziecko. Widziała dokładnie miejsca gdzie powinny znajdować się brwi i rzęsy, każdy centymetr strawionej przez ogień skóry, tak nieludzko przerażającej, że stawało od niej na moment serce. Całą jej brzydotę i piękno. -Nienawidzę cię- wysyczała uciekając do swojego pokoju. - Tym lepiej- uśmiechnęła się radośnie babuleńka.
W niedalekiej przyszłości
- Wiedziałam, ze jesteś inny- wyszeptała ledwie słyszalnym głosem aby nie spłoszyć tej cudownej chwili jak stada kolorowym motyli. Rozkoszowała się jego słodką obecnością. Nareszcie odnalazła kogoś „tylko swojego”. Leżeli tuż obok siebie nad brzegiem jeziora, on wsłuchując się w wiatr zaplątany w jej czarne loki, ona wdychając łapczywie jego zapach, który tak niezmiennie kojarzył jej się z bezpieczeństwem. Ile to czasu już upłynęło od ich pierwszego spotkania, od przełamania barier wizualnych, od…