Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 7 min czytania

Przepowiednia cyganki

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nie mam szczęścia w miłości, już jako młoda dziewczyna zakochiwałam się nie w tym chłopaku co trzeba. Wiem - brzmi to śmiesznie, bo niby skąd można wiedzieć kto jest właściwy, albo jak pokierować uczuciami, aby pokochać właściwą osobę. Zresztą tak naprawdę, nigdy nie wiadomo kto jest tą właściwą osobą. Poza tym cyganka powiedziała mi, że osoba taka jak ja przyciąga złe charaktery - Szczere spojrzenie, ciepły uśmiech, to jest to co działa jak magnes – mówiła - Musisz zacząć inaczej patrzeć – dodała - No dobra - myślałam sobie - jak nauczyć się innego spojrzenia, jak nauczyć się inaczej uśmiechać, a poza tym co ona bredzi, nie daj się zwariować dziewczyno – sztorcowałam siebie w myślach, ale dalej słuchałam słów kobiety w kolorowej, kwiecistej sukience - Pamiętaj – mówiła – nie prędko spotkasz szczęście na swojej drodze, nie prędko ktoś pokocha cię tak jak na to zasługujesz, ale ty nie poddawaj się – będziesz szczęśliwa, tylko to będzie ktoś po kim się tego nie będziesz spodziewała. Nie chciałam już więcej słuchać tego co ma mi do powiedzenia, dałam jej parę groszy i szybko się oddaliłam. Niestety czas pokazał, że stara cyganka powiedziała prawdę, złe charaktery zawsze znalazły do mnie drogę. Mojego pierwszego męża poznałam na zabawie w szkole, sprawiał wrażenie bardzo dobrego człowieka, był miły, delikatny, opiekuńczy, ale do dnia w którym powiedziałam sakramentalne – tak -. Potem już było dużo gorzej, nawet nie było nocy poślubnej, bo mój nowo poślubiony tak przyssał się do butelki , że nie miałam siły zaciągnąć go do łóżka, spał na podłodze w pokoju. Kiedy zdjęłam z siebie ślubną suknię, spojrzałam na męża i przypomniały mi się słowa cyganki. - Oj tam przecież to bujdy – pomyślałam sobie i położyłam się spać. Jakże się myliłam, moje małżeństwo przetrwało niecałe dwa lata, do dziś nie rozumiem jak to się stało, że nie zauważyłam, że wiążę się z alkoholikiem. Jakieś pięć lat po rozwodzie poznałam drugiego mężczyznę swojego życia. Wysoki, przystojny, bardzo podobał się kobietom, nie bardzo rozumiałam co zobaczył we mnie. Jedyne co mi przychodzi do głowy to, to że nie specjalnie się za nim oglądałam i musiał sam sobie udowodnić, że mnie dostanie. Zresztą wiele się nie opierałam, podobał mi się od pierwszego spotkania, tylko sama przed sobą się do tego nie przyznawałam. Po półrocznej znajomości pobraliśmy się i wydawało mi się, że tym razem będzie dobrze. Kiedy w kilka miesięcy po ślubie mój mąż podniósł na mnie rękę, znowu wróciło wspomnienie cyganki. - To chyba jakaś klątwa, a nie wróżba – pomyślałam sobie Przez pięć lat znosiłam poniżenia, poniewierkę, ale już wtedy miałam dla kogo żyć, urodziłam śliczną córeczkę. Myślałam, że dla niej zniosę wszystkie awantury, że dla niej wytrzymam tą męczarnię, ale któregoś dnia przyszło opamiętanie - Jak to dla niej, przecież to bzdura – pomyślałam sobie – przecież właśnie dla niej muszę wyplątać się z tej matni, właśnie dla niej muszę się od niego uwolnić, ona musi wychowywać się w spokoju i w poczuciu bezpieczeństwa, a przy takim ojcu szybko popadnie w nerwicę. Już bała się go jak ognia, czasem zdarzało się, że moczyła łóżko, lub budziła się z krzykiem. Któregoś dnia pożegnałam mojego…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%