Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 13 min czytania

Przepraszam

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kiedy przechodzę przez przejście podziemne na jednej z ulic, czuję się dziwnie. Ale lubię tam chodzić, bo czuję jakiś związek z tym miejscem. Ale czuję, że to miejsce jest przeklęte. I ta klątwa powoli przechodzi na mnie…

Jest 3 w nocy, 24 lipca. Coś mnie przebudziło. Coś strasznego, czuję to. Czuję, że to coś ciągle jest w moim pokoju. Ale nic nie widzę. Żadnego cienia, ruchu, wszystko stoi. I jeszcze ta potworna cisza… Nagle kropla wody spadła mi na nos. Pomyślałam - przecież nie pada, ani sufit nie przecieka. Więc… skąd ta woda? Zastanowiłam się. I gdy ta woda spłynęła mi na wargi zrozumiałam, że to nie woda. To łza. Nie pamiętam co mi się śniło. Ale na pewno nie był to sen. Ciągle czuję tę kroplę na nosie. Ale trzeba się ogarnąć i pójść do szkoły

W drodze na lekcje nadal myślałam o dzisiejszej nocy. Zamyślona, nie zauważyłam sygnalizacji świetlnej. A światło było czerwone. Szłam dalej, zamyślona w samej sobie. Gdzieś po środku przejścia ocknęłam się. Trąbnął na mnie kierowca ciężarówki. Krzyczał coś, wymachiwał rękami. Nie zwróciłam uwagi na to. - Hejka. Co tam? – zagadałam do Pauliny Wawrzyckiej, mojej przyjaciółki. Była smutna, dopiero potem to dostrzegłam. - Co się stało? – zapytałam. - Mój tata miał wczoraj wypadek. Leży w szpitalu w ciężkim stanie. Nic o tym nie wiedziałam. Pewnie była zbyt wstrząśnięta, żeby zadzwonić. Tata Pauliny jest dobrym znajomym moich rodziców. Znają się od podstawówki. Wieczorem pojechali do niego do szpitala. Ja zostałam w domu z Pauliną. Jej mama nie chciała, żeby tam jechała. Źle znosi szpitale. Paulina przez całe dzieciństwo była ciągana po szpitalach. Była bardzo słabym dzieckiem. Lekkie uderzenie, a już miała uszczerbek kości czy coś takiego. - Wiem, zamówimy pizzę... – zaproponowałam. - Co ty na to? - Może być - siedziała skulona na łóżku. Dostawca dość szybko przywiózł nasze jedzenie. Byłam głodna, ona chyba nie bardzo. Paulina zaczęła się śmiać, gdy kawałek salami spadł mi na koszulkę. Dla mnie było to straszne, bo to moja nowa bluzka. Ale medal ma dwie strony: przynajmniej trochę polepszyłam jej nastrój. Poszłam do łazienki, zmieniłam bluzkę i wrzuciłam do pralki tę brudną. Gdy wróciłam do pokoju, Paulina siedziała z szeroko otwartymi oczami. Blada, wystraszona. Prędko spytałam co się stało. Wyjąkała, że jej tata jest na balkonie. - Co? Jak to na… balkonie? - nie dowierzałam. Powoli uchyliłam drzwi na balkon. Spojrzałam. Na balkonie nikogo nie było. Ale chciałam się upewnić. Stanęłam koło poręczy i rozejrzałam się po podwórku. I zobaczyłam go. Tata Pauliny TU BYŁ. Był, ponieważ właśnie odchodził. Wchodził w główną bramę. I… zniknął za rogiem. Co sił w nogach wybiegłyśmy na podwórku. W głowie miałam pytanie - jak wszedł na 4. piętro, a potem zszedł, ale liczyło się dokąd poszedł. Gdy wybiegałyśmy z drzwi Paulina znalazła nieśmiertelnik. Był jej taty. Czyli musiał tu być. Pobiegłyśmy za róg i jak wariatki zaczęłyśmy krzyczeć: "Tato!" co było dla mnie dziwne, bo to nie mój tata. Oparłyśmy się o ścianę. Paulina była roztrzęsiona. - Gdzie on jest do cholery?! - krzyczała, a w tym krzyku nie słyszała dzwoniącej komórki. Odebrała po kilku sygnałach. To była jej mama. - Córuś… Tata nie żyje Nie trzeba było nic mówić. - To było jakieś 5 minut temu - powiedziała. Te słowa nami wstrząsnęły. PRZECIEŻ 5 MINUT TEMU WIDZIAŁAM GO POD BLOKIEM! Przytuliłam Paulinę. Potrzebowała teraz wsparcia. Wróciłyśmy do domu i doznałyśmy kolejnego szoku. W pudełku po pizzy zostawiłyśmy ostatni kawałek. Był bez keczupu, z salami i dużą porcją sera. Paulina stała nieruchomo. Nagle wybuchła płaczem. - Tata takie jadł! - krzyknęła nagle. Oczywiście! Zawsze kiedy jedliśmy pizzę z rodzicami Pauliny, jej tata nie używał keczupu i brał kawałek z największą ilością sera. Siadłyśmy na łóżku. Paulina wyciągnęła z kieszeni nieśmiertelnik taty. Przytuliła go do piersi. - Pewnie przyszedł się pożegnać - powiedziała, gdy łzy skapywały jej na podłogę. W tym samym czasie rodzice wrócili do domu. Nie mogłam wytrzymać. - Czy zniknęły jakieś rzeczy pana Wawrzyckiego? - zapytałam. - Tylko nieśmiertelnik. Nie możemy go nigdzie znaleźć - odparła mama.

……………………………………………………………………………………………

Przed snem myślałam o tym co się dzisiaj stało. I chyba zrozumiałam łzy kapiące z sufitu. To coś w pokoju chciało mnie ostrzec. Ale co ja mogłam zrobić? Już zasypiałam, gdy znowu coś mi kapnęło na nos. To nie łzy… To krew. Przeraziłam się. Co się teraz wydarzy?

Znowu było około 3 w nocy. I znowu to coś mnie obudziło. Ktoś stał w moich drzwiach balkonowych. Krzyknęłam: - Panie Wawrzycki! Nie odpowiadał. Czułam wielki strach, ale otworzyłam drzwi. Jakbym miała wpuścić zjawę do środka. Ale ona nie weszła. Faktycznie, był to tata Pauliny, ale nic nie mówił. Trzymał coś w ręce. W jakimś pakunku. Usłyszałam głos rodziców pędzących po schodach do mojego pokoju. Usłyszeli mój krzyk. Odwróciłam głowę, żeby zobaczyć czy nie wchodzą. Gdy spojrzałam na balkon, już go nie było. Został tylko pakunek. - Natalka! Co się dzieje? - mama wbiegła do pokoju zdyszana i wystraszona. - I co jest w woreczku? - tata pokazał na woreczek od taty Pauli. Zdecydowałam się opowiedzieć im o łzach, wizycie taty Pauliny w naszym domu, nieśmiertelniku, pizzy i krwi. Usłyszałam ich opinie. - Chyba ci się przyśniło. Idź spać. I wyszli z pokoju. Wskoczyłam pod kołdrę i otworzyłam pakunek. Znalazłam tam klucz. Ciekawe… do czego ten klucz? Ale czułam, że w najbliższym czasie i tego się dowiem.

Następnego dnia Pauliny nie było w szkole. - Pewnie ta sytuacja nie daje jej żyć - pomyślałam. Po szkole poszłam do niej do domu. W progu spotkałam jej mamę. Chociaż, nie. Nie spotkałam. Wpadłam na nią. - Och, Natalka. Dobrze, że jesteś. Paulinka zamknęła się w pokoju. Płacze i nie chce z nikim rozmawiać. Boję się, że… - Spokojnie. Próbowała pani tam wejść? Mama Pauliny była bardzo zdenerwowana. Zaprowadziła mnie do pokoju Pauliśki. Drzwi były zamknięte na klucz. - Niech pani przyniesie klucz - poleciłam. - Myślałam o tym, ale ona ma klucz ze sobą. Wtedy uświadomiłam sobie co się stało dzisiejszej nocy. Klucz w woreczku to klucz do jej pokoju. Jej tata ostrzegł mnie i chce, żebym ją uratowała. Ale klucz jest u mnie w pokoju. Co robić, co robić… - Niech pani

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Przepraszam — czytnik · opowiadania