Romans · 5 min czytania
Przepraszam Cię
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
********* -Przepraszam cię, ale czy my się czasem nie znamy? Zaskoczona uniosła głowę i jej wzrok spotkał się z roześmianymi oczami jakiegoś piegowatego młodego człowieka. Niestety. Wysoki szpakowaty mężczyzna, w którego ukradkiem wpatrywała się od jakichś 10 minut wysiadł widocznie chwilę wcześniej i musiała tego nie zauważyć w tłumie, jakim wypełniony był autobus. Teraz stał przed nią ten młody człowiek i coraz bardziej zakłopotany jej milczeniem czekał na odpowiedź na swoje pytanie. Przed uniesieniem głowy miała nadzieję, że to jednak ten drugi, ten mężczyzna którego widziała wielokrotnie w swoich snach, a dzisiaj spotkała w najbardziej chyba banalnym miejscu, jakie można sobie wyobrazić – miejskim autobusie linii 409. Po speszonej minie sympatycznego młodzieńca poznała, że rozczarowania nie udało się jej ukryć. - Musiałeś mnie z kimś pomylić... przepraszam, to mój przystanek – rzuciła, okraszając odpowiedź dość chyba smutnym uśmiechem, po czym szybko zeskoczyła ze schodków na chodnik. Pięknie. Poczuła się w obowiązku skrytykować za ten odruch, który kazał jej wysiąść w połowie drogi do domu. Pięknie, w pewnym wieku już nie wypada tak po prostu, o, zboczyć z drogi do domu, bo spotyka się w autobusie mężczyznę swoich snów, który w dodatku jest pewnie zapracowanym nudziarzem, spieszącym się z biura do domu na obiad w towarzystwie żony i trójki dzieci. Co gorsza, nie była wcale na siebie zła. Nie codziennie spotyka się przecież kogoś ze snów, prawda? A on śnił się jej w sobotę, gdy zmęczona kładła się spać, i we wtorek, na krótko przed przebudzeniem, i 3 lata temu, i stale, co parę nocy. Wysoki szpakowaty mężczyzna, dziwnie spokojny, o głębokim ciemnym spojrzeniu. W jej śnie czasami spacerowała z nim po jakimś nieziemsko wyludnionym parku, rozmawiając o Chaucerze, innym razem budziła się w białej pościeli, a on leżał obok zamyślony, bawiąc się kosmykiem jej włosów. Czasami śniła, że stoi z nim nad brzegiem morza wdychając gorzki zapach spienionej wody. Ułamek sekundy później spadała z urwiska w otchłań, a jego krzyk odbijał się echem od skał. Budziła się w tym momencie przerażona, ze skórą pokrytą kroplami potu, a w uszach nadal miała jego głos. Krzyczał jej imię. Rozejrzała…