Fantasy · 30 min czytania
Przerwać Krąg - cz. 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
___________________________________________________________________________
Sen Pani Równiny ___________________________________________________________________________
Słońce skąpało wirujące w powietrzu płatki kwiatów wiśni w powodzi światła. Nie wiadomo, skąd się tu wzięły - jak okiem sięgnąć, aż po ginący w szarawej mgiełce horyzont ciągnęła się równina wysokiej, miękkiej, wilgotnej trawy. Wiatr przemykał nieśmiało pomiędzy zielonymi źdźbłami, wprawiając dywan trawy w ruch, potęgując wrażenie płynności otoczenia, dziwnej nierealności i wiszącej w powietrzu zapowiedzi czegoś...
Białoróżowe płatki wirowały w powietrzu, ocierając się o dłonie, policzki, powieki, wplątując się we włosy i wypełniając nozdrza uderzającym do głowy zapachem kwitnącej wiśni. Świat był oślepiający i piękny, tak bardzo wiosenny, zapowiedź nowego życia, ale jednocześnie pewna nieokreśloność w fakturze widzianej tylko kącikiem oka mgły niosła ze sobą jakiś mrok.
Odziana od stóp do głów na biało postać, stojąca, czy może raczej zawieszona, pośrodku tej zielono-biało-różowej przestrzeni, wsłuchiwała się w grającą wokół niej i w niej orkiestrę ciszy.
Należysz do mnie. Do mnie... Jesteś moja - śpiewały liście.
Dłoń utkana z cienia spłynęła miękko na jej skroń.
Tylko moja... - szepnął wiatr.
____________________________________________________________________________
Sen Pani Cienia ____________________________________________________________________________
W ciemności coś się czaiło.
Mrok był ciężki i zakurzony, przypominał gęstą ciecz, spływającą na dno czarnego, lśniącego kielicha ze starej, pękatej butli dopiero po jakimś czasie, czasie wystarczającym, by czekający na napój człowiek zdążył się domyślić, czym grozi jego wypicie, jednocześnie zbyt przerażony, by odmówić. Przelewał się z jednego kąta jaskini w drugi, ciągle płynny, stale w ruchu. Skapywał z kłów stalaktytów, stale, ciągle, minuta za minutą, godzina za godziną, wiek za wiekiem. Spływał po ścianach zastygłą falą powodzi czasu. Obmywał swym zimnym nurtem wyrastające wprost ze skały stalagmity. Wirował u góry. Ciążył ku dołowi. Sączył się szczelinami.
W tym właśnie mroku coś się ukrywało. Czaiło. Ciche. Nieokreślone. Niepoznawalne. Być może straszne. Być może...
Oddychała mrokiem, ciemnością, cieniem. Przez nos wciągała go głęboko do płuc wraz z ołowianym, zimnym, odwiecznym powietrzem jaskini. Nie była ślepa, mimo że jej oczy widziały tylko czerń. Czerń to też kolor. Ma odcienie. Setki, tysiące, miliony odcieni, układających się w niezwykły, niepowtarzalny, choć być może ponury i monochromatyczny obraz świata mroku - świata, do którego należała, choć być może nie chciała należeć. Być może...
To, co się ukrywało w mroku, stanowiło ciemniejszą plamę w powodzi czerni. Wzywało ją swoim milczeniem, odbijającym się ciszą od ścian. Chodź do mnie... - zdawało się mówić. Przerażające i pociągające zarazem.
Chodź do mnie... Jestem twoim miejscem. Twoim dziełem. Być może jestem nawet tobą. Być może...
____________________________________________________________________________
Sen Pani Wiatru ____________________________________________________________________________
Część 22 / 6
Burza szalała nad morzem. Burza straszna, nieokiełznana. Sztorm. Nawałnica. Burza nielitościwa, odbierająca życie wszystkiemu, co żyje, taka, przed którą nie ukryje się żaden statek, który nie zdążył zawinąć do bezpiecznego portu. Zdarzały się burze po których z morza wracał jeden na dziesięć statków, które wypłynęły. Zdarzały się również takie, po których żaden nie wracał.
To była właśnie taka burza. Straszna. Nieokiełznana. Nielitościwa. Taka burza zdarza się raz na trzysta lat albo rzadziej. Marynarze modlą się, by nie zdarzyła się za ich życia.
Stała na szczycie śliskiej, wysokiej, stromej skały, samotna pośród rozszalałego oceanu. Dookoła, w promieniu wielu kilometrów, nie było nic poza czarną, kipiącą słoną wodą, światłem błyskawic i białymi bałwanami piany zmieszanej z zagłuszającym grzmoty hukiem wiatru. Była ubrana w coś bliżej nieokreślonego, ciemnego, gładkiego. Ale równie dobrze mogłaby być naga. Nie sprawiłoby to żadnej różnicy. Szata przylgnęła do ciała, bardziej niż mokra. Nie dawała żadnej ochrony ani przed wodą, ani przed zimnem. Przejmujący chłód sprawił, że skóra stała się szorstka, ale ciało nie drżało, dłonie nie splatały się, szukając własnego ciepła. Właściwie czuła przyjemność - świeżą przyjemność radości, czystą radość płynącą z szaleństwa, wirującego szaleństwa burzy.
Jej śmiech mieszał się z pianą, wiatrem i hukiem gromów.
Chcę, żebyś to była ty! - przemówiła błyskawica jaśniejsza od innych.
Właśnie ty. Tak zdecydowałam.
Śmiech urwał się nagle, choć szaleństwo burzy nadal trwało, nie licząc się z nikim i niczym.
Naprawdę?
____________________________________________________________________________
Sen Płomiennej Pani ____________________________________________________________________________
Ogień pożerał las. Szybko. Zachłannie. Cały. Z trzaskiem, sykiem i iskrami. Szerokie kłęby dymu pięły się ku niebu, składając mu w ofierze liście i drzewa, owady i drobne zwierzęta, które nie zdołały umknąć przed pożarem. Ogień sycił się własną ofiarą, gorący, pełen bólu, przerażony tym, co robi, a jednak tak bardzo zachłanny i nigdy nie nasycony. Żółty, pomarańczowy, czerwony, niebieskawy.
Płomienie pięły się z sykiem po pniach drzew, jak węże. Każde z drzew było rajskim drzewem wiadomości dobrego i złego, któremu siłą wydzierano tajemnicę.
Po to właśnie istniał ten ogień. By trawić, zabierać, niszczyć. Siła większa od innych sił, potężna gorącem rozpalonym do białości. Niepokonana...?
Tak. Niepokonana.
A pośrodku tej siły ona. Jej włosy się tliły, a płomienie lizały gołe stopy, łydki i ręce. W źrenicach odbijał sie ogień, nie wiadomo czy zewnętrzny, czy wewnętrzny, bo wewnątrz też płonęła, bez bólu, bez zapomnienia, bez łaski.
Istnienie, życie było iskrą. Ona była pożarem lasu.
Stała, nie mrugając, czując, jak rzęsy i brwi znikają, zlizane z twarzy przez gorący, suchy język ognia.
Ogień chichotał, świstał, trzaskał i piszczał. Miał jej coś właśnie oznajmić, ostrym, wężowym głosem, surowym i podstępnym, ale uprzedziła go.
Część 33 / 6
Chcę. Pragnę. Żądam!
____________________________________________________________________________
Sen Pani ____________________________________________________________________________
Pustka. Bezcielesność. Bezuczuciowość. Nicość. Brak.
Była tu, gdziekolwiek owo TU się znajdowało.
Nie dało się opisać tego miejsca, albowiem nie istniało. A jednak była w nim. Choć bardziej odpowiadało prawdzie stwierdzenie, że była nim. Być może było to najpotworniejsze z miejsc, nie wiedziała tego, choć wiedziała prawie wszystko. Nie czuła strachu, albowiem nic nie czuła.
Z emocji znała tylko jedną. Chciała czegoś. Chciała...? Tak.
___________________________________________________________________________
Te Wszystkie Sny... ___________________________________________________________________________
Te wszystkie sny przyśniły się jednej osobie, dziewczynie, niespełna dwudziestoletniej, jednak nie tej samej nocy i nie w tej kolejności, choć możnaby się spodziewać, że właśnie w tej kolejności powinny były się przyśnić. Ale one pojawiały się przez pięć kolejnych dni, od końca: najpierw sen nazwany tutaj Snem Pani, potem sen o pożarze, następnie o burzy, czwartej nocy Sen Pani Cienia, a ostatniej, piątej, dziewczyna śniła o zielonej równinie i płatkach wiśni. A co dziwniejsze, zapamiętała tylko ten ostatni sen, Sen Pani Równiny, zapamiętała go bardzo wyraźnie, choć nie wiedziała, co znaczy, ani nawet czy znaczy cokolwiek.
Z drugiej strony - może to wcale nie takie dziwne...?
Może to zapowiedź. Koniec i początek opowieści. Zaproszenie i ostrzeżenie.
...stara dziecięca wyliczanka:
Los zagląda ci w oczy, Historia kołem się toczy. Bing, bang. Bing, bang, bong. Masz dość sił? Masz dość odwagi? Po co? By przerwać krąg...
____________________________________________________________________________
Co Napisano w Pewnej Starej Xsiędze ____________________________________________________________________________
W pewnej starej księdze napisano:
"Yest li strach przed ciemnością yeno strachem przed ciemnością czy bardziey przed tym, co ciemność skrywa przed niedoskonałymi oczami człowieczymi? Yeśliby człowiek miał oczy kota, widziałby część tego, co skrywa się w ciemności, ale nie wszystko, albowiem oczy kota również są niedoskonałe i widzą tylko to, od czego światło się odbija. To zaś, od czego światło się nie odbija i do czego nie ma przystępu, pozostaje ukryte w ciemności. Tego zaś, co ukryte w ciemności człowiek się lęka i lękać się powinien, i nie powinien próbować odkryć tego. Albowiem próby takie rzadko czymś dobrym się kończą."
Część 44 / 6
Dalej księga traktowała o kobiecie opętanej przez demona. Była to opowieść po części prawdziwa, po części zmyślona, bo takie są wszystkie opowieści zapisane w starych księgach. Losy opętanej autor potraktował wybiórczo, tak samo jak cechy jej charakteru. Nie wspomniał, że była niegdyś grzecznym dzieckiem, szanowała rodziców, pomagała matce w gospodarstwie, a śmiech miała tak perlisty i radosny, że wyciskał z oczu łzy. Nie wspomniał, że śmiech ten został jej również później, gdy wkroczyła w dorosłość, z młodzieńców, którzy pokochali ją za ten śmiech, uczynił kochanków, opętanych niecnym urokiem. Ciekawość potraktował jak ambicję, przypadek jak świadome dążenie. Jedynie jej koniec opisał wiernie, ze szczegółami w postaci zdartej skóry, jelit i zapachu ciała palonego na stosie.
Mimo tych oczywistych niedopatrzeń - najbardziej prawdopodobnie z całej historii brzmiał fakt opętania - stara księga miała pewną wartość, coś, co nie każdy potrafił dostrzec. Gdzieś między pożółkłymi kartami ukryta była przestroga, która Selenie, prawie dwudziestoletniej dziewczynie z długimi, opadającymi nisko do pasa włosami i oczami granatowymi jak niebo nocą, powinna zapaść głęboko w umysł i serce.
I chyba zapadła. Ale Selena, w chwili, gdy czytała ową księgę, jeszcze nie zdawała sobie z tego sprawy. Nie połączyła opowieści z księgi ze snem, który jej się przyśnił tej nocy, snem o równinie i tęsknocie. Bo niby dlaczego miała połączyć?
____________________________________________________________________________
Na Łebku Szpilki ____________________________________________________________________________
Ile diabłów może zatańczyć na łebku szpilki? Pod warunkiem, oczywiście, że diabły potrafią tańczyć i w danej chwili mają ochotę robić to właśnie na łebku szpilki. W przeciwnym wypadku odpowiedź byłaby chyba zbyt oczywista.
Pomińmy również możliwość, że diabły nie lubią tłoku.
W takim razie - ile diabłów może zatańczyć na łebku szpilki?
Trzebaby zapytać o to jakiegoś diabła. Prawie na pewno mógłby udzielić odpowiedzi na to pytanie i prawie na pewno byłaby to odpowiedź dobra. Diabły dużo wiedzą. Dużo nauczyły się od ludzi. Ale nie wiedzą wszystkiego - nie da się odpowiedzieć na pytanie "jak smakują lody waniliowe w czekoladowej polewie" jeśli się nigdy nie próbowało.
Gdyby to samo pytanie zadać demonowi, prawdopodobieństwo, że odpowiedziałby poprawnie znacznie by wzrosło. Demony wiedzą znacznie więcej. Może dlatego, że kiedyś były ludźmi i trochę jeszcze pamiętają.
Przynajmniej niektóre z nich.
____________________________________________________________________________
Na Ostrzu Noża ____________________________________________________________________________
Matka Seleny wbiła nóż w stół. Ostrze weszło głęboko w drewno.
- Co ty sobie wyobrażasz!? - powiedziała gniewnie.
- Nic, mamo. Zupełnie nic.
- To widać. Kompletny brak wyobraźni.
Selena zerknęła na nóż, zastanawiając się, czy może już go zabrać. To nie był zwykły nóż. Należał do niej. Dostała go w trzynaste urodziny, podczas specjalnego rytuału. Jej własny nóż czarownicy. Bardzo osobista rzecz.
Część 55 / 6
Spojrzała w zmrużone oczy matki.
Nie, jeszcze nie - zdecydowała.
- Jak długo jeszcze zamierzałaś to ukrywać?
- Ukrywać? Niczego nie ukrywałam - oburzyła się Selena. - Po prostu nie wydało mi się to na tyle ważne, żeby...
Przez krótką chwilę matka Seleny wyglądała, jakby straciła mowę. Selena pomyślała, że ten stan mógłby potrwać trochę dłużej. Przynajmniej do jutra.
- Nie wydało ci się to na tyle ważne! A jednak było na tyle ważne, żeby zakłócić nam wczorajszą uroczystość. Cioteczna babka Marlena omal nie zemdlała!
Selena zarumieniła się na wspomnienie tego, co się stało wczoraj podczas Spotkania.
Jej matka westchnęła.
- Seleno, kiedy ty się nauczysz, że wszystko jest ważne? Że sny SĄ ważne? A już szczególnie takie sny, które zamiast zniknąć tuż po przebudzeniu wypalają ci się w mózgu na stałe? I obwieszczają swoją obecność wszem i wobec?
Selena przypomniała sobie trawę, płatki wiśni i tęskny szept wiatru.
Jesteś moja...
Wzdrygnęła się.
- Więc twoim zdaniem, mamo, to był sen symboliczny?
Matka zastanawiała się chwilę.
- Moim zdaniem był ważny. Znaczący. Choć nie symboliczny w ścisłym tego słowa znaczeniu. Nie wytłumaczysz go, przeglądając senniki, choć są tam pewne elementy... kwiaty... kwiaty wiśni. I ten wiatr...
- Więc jak go wytłumaczyć?
Matka wzruszyła ramionami. Wyrwała nóż ze stołu i oddała go Selenie. Nie chciała przyznać, że sama nie wie. I że ta niewiedza ją przeraża. We śnie jej córki było coś głęboko niepokojącego. Wczoraj, podczas spotkania, wszystkie miały wizję i, choć podejrzewała, że dostał im się tylko ułamek odczuć, jakich doświadczyła Selena podczas swego snu, wizja ta prawie dosłownie zwaliła je z nóg. Anaflora, tak miała na imię matka Seleny, poczuła na karku ciężki oddech czasu, zarówno Teraz, jak również Wtedy i Później.
Część 66 / 6
- Idź już. Spóźnisz się do pracy.
Selena ucałowała matkę i wyszła. Nóż wsunęła do kieszeni i zacisnęła na nim rękę. Był ciepły.
____________________________________________________________________________
Zakres Obowiązków Przeciętnej Sekretarki ____________________________________________________________________________
Ktoś dosypał czegoś do śmietanki.
- Anka, to ty?
- Co ja?
- Znowu nasypałaś wszędzie sproszkowanego lubczyku.
- Nieprawda!
- Prawda. Czerwienisz się, przecież widzę.
Konstancja Felgrowe, przechodząc obok Seleny z naręczem kserówek, klepnęła ją w ramię wolną ręką.
- Daj spokój, Sel. Przecież ją znasz.
- No wiesz, Konnie? - oburzyła się Anna. - Czy to moja wina, że on jest taki przystojny? A te jego słodkie szare oczęta...
Konstancja i Selena zachichotały. Nawet Julia, przepisująca coś zawzięcie na komputerze, zawsze schludnie ubrana, z przyciętymi równo nad uszami gęstymi siwymi włosami, z trudem utrzymywała powagę.
- Anka, tobie wydaje się ładne wszystko, co nosi spodnie.
Zaśmiały się. Nawet Anna.
Selena wywaliła śmietankę do kosza i otworzyła nową paczkę. Starannie odmierzyła dwie łyżeczki i wsypała je do pękatego, czarnego kubka