Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Duchy · 17 min czytania

Przesłanie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dzień, jak co dzień. Pogoda do niczego. Ledwie kilka stopni powyżej zera. Ciemne chmury, które od północy bardzo wolno zmierzały w kierunku miasta, nie zapowiadały bynajmniej wiosennej sielanki. Zapewne, gdyby nie tłumy młodzieży wałęsającej się po ulicach, nikt by nie zauważył, że to nie jest zwykły, kwietniowy dzień. Zbliżała się godzina 3, ulubiona pora dla dzwonu, którego donośny, ale dość wredny głos można usłyszeć prawie w całym mieście. Mimo, że to Wielki Piątek, dźwięk serca nękającego ściany dzwonu taki jak zwykle. Ludzie zabiegani....Każdy gdzieś idzie, gdzieś zmierza, ma jakiś cel. Jeden idzie do banku, inny na pocztę, jeszcze inny jedzie po żonę do pracy, żeby później udać się do hipermarketu. Jest przyczyna, jest skutek, są konsekwencje. Nic nie dzieje się bez przyczyny, z przypadku. Wśród tych wszystkich osób jest ktoś wyjątkowy. Na plecach niesie plecak-jak większość. Schludnie ubrany w jeansowe spodnie. Kurtka zielona - kolor nadziei. Ulubiona barwa. Uwielbia oglądać przez okno drzewa, które z dnia na dzień stają się coraz bardziej zielone. Pokój wymalowany na kolor wiosennej trawy. Każdy, kto zawita do tego pomieszczenia czuje się zrelaksowany, odprężony. Gospodarz zbiera pochwały za doskonały gust. W plecaku niesie sznur, a może linę. Dobre 5 metrów, najbardziej wytrzymała, jaką udało mu się wykombinować. Ma na imię Adam. Idzie się powiesić.... Nie on pierwszy i nie ostatni. Nastolatek, jakich wielu. Ma swój ulubiony zespół. Aparat ortodontyczny na zębach. Dostaje kieszonkowe - nie jest to jakaś astronomiczna kwota, ale na błahostki wystarcza. Nie pali. Od czasu do czasu wypije piwko albo trzy. Tak dla smaku żeby się zrelaksować. Wtedy nawet złamana gałązka potrafi rozśmieszyć. Raz zapalił blanta, ale później źle się czul i już więcej nie próbował. Do kościoła nie chodzi - przecież to nie jest modne. Co ja będę z siebie katola robił? Jeszcze mnie ktoś zobaczy i co wtedy będzie? Mimo to lubi chodzić na pielgrzymki. Można poznać nowych ludzi. Dobrych znajomych nigdy za wiele. Nie wszyscy podążają pieszo, żeby mieć bliżej do nieba. Czasem się idzie, bo koleżanka prosiła. Trzeba zaimponować. Nie jest draniem.... Nigdy nie skrzywdził dziewczyny. Jeśli trzeba było to z kwiatkiem przepraszał. Starszej pani z klatki obok zawsze chętnie śmieci wyniesie albo w zakupach pomoże. Kiedyś zdarzyło mu się patrzeć całą noc w gwiazdy. Calutką noc. Na widok spadającej gwiazdy zamknął oczy i pomyślał marzenie. Nie wiedział wtedy jak bardzo zmieni to jego życie. Przecież ktoś stworzył te gwiazdy. Ktoś sprawił, że świecą tak pięknie, że możemy je podziwiać i marzyć. Każda planeta, każde ciało niebieskie ma swojego opiekuna. Tylko, kto o tym wie.... Adam poprosił o kogoś wyjątkowego, kogoś, kto odmieni jego życie. Sprawi, że będzie wiedział, po co codziennie zrywa zasłonę snu. Poprosił o tę Jedyną. Idzie spokojnie, nigdzie mu się nie spieszy. Głowa opuszczona, wzrok wlepiony w przesuwające się metry chodnika. Mija wiele osób. Żadnej nawet przez myśl nie przeszło, że mija właśnie samobójcę. Tak samobójcę. Osobę, która dobrowolnie, przez nikogo niezmuszona, pragnie odebrać sobie życie. Ten najcenniejszy skarb dany nam przez Stwórcę. Zerwać ze sobą, ze swoimi problemami. Nie zdaje sobie sprawy, że zostanie przez to skazany na wieczne potępienie. Ale skąd ma wiedzieć? Już od dawna wie, gdzie targnie się na własne życie. W tym samym miejscu ktoś go znajdzie. Kogoś przerazi widok bezwładnego młodego człowieka, kołysanego przez wiatr niczym złamana gałąź ktoś spojrzy w jego twarz. Co z niej odczyta? Po jakimś czasie matka odbierze telefon: "Mam dla pani hiobowe wieści, pani syn właśnie się powiesił". Nie będzie długo wisiał. Często tędy ludzie przechodzą. Chce, żeby go jak najszybciej znaleziono. Do feralnego miejsca pozostało mu około kilometra. Bardzo niewiele. Pół godziny i będzie po wszystkim. Ostatnie 30 minut życia. W głowie pustka. Nie ma wątpliwości. Chcąc dotrzeć na miejsce musi przejść przez ruchliwą ulicę. Nie zwraca na nią uwagi. Dla niego jest to zwyczajny odcinek chodnika. Przeraźliwy pisk opon, a po chwili dźwięk klaksonu wyrywają Adama z letargu. - Szczeniaku, patrz gdzie leziesz. Życie ci nie miłe? - Krzyczy kierowca TIR-a, który zatrzymał się dosłownie o włos od głowy Adama. - A żeby pan wiedział - odpowiada spokojnym głosem Facet za kierownica wyraźnie zdziwiony kręci tylko głową, by po chwili kontynuować podróż. Samobójca robi kilka kroków i po chwili znajduje się po drugiej ulicy. ”Po jaką cholerę się zatrzymał? Już by było po i przynajmniej ludzie by mnie pamiętali jako ofiarę a nie jako samobójcę..."- Takie myśli krążą po jego głowie. - Przyjacielu, przyjacielu - cichy męski głos, dający poczucie bezpieczeństwa. Nie zwraca na te słowa uwagi. - Przyjacielu, przyjacielu - ktoś ponawia wołanie. Ogląda się nieufnie za siebie, nikogo nie ma. - Przyjacielu, przyjacielu Spogląda nerwowo na wszystkie strony. Nikogo. - Przyjacielu, przyjacielu Zdaje się, że nikt inny nie słyszy wołania. Obraca się kilka razy dookoła własnej osi, szukając błędnym wzrokiem kogokolwiek, kto może mianować się jego przyjacielem. Wtem wykonuje gwałtowny obrót i zderza się z młodym mężczyzną, zaledwie kilka lat starszym od niego. Oboje lądują na chodniku. Przypadkowy przechodzeń jest wyraźnie zamroczony. Adam nie odczuł praktycznie zderzenia. Momentalnie zrywa się na równe nogi, otrzepując swoje ubrania. Orzechy, które niósł pechowy mężczyzna, rozsypały się po okolicy. - Nic panu nie jest? - Pyta troskliwym głosem Adam. - Bardziej się martwię o ciebie - odpowiada tamten. - Nie zna mnie pan, więc dlaczego się pan o mnie martwi? - Nie muszę znać człowieka, żeby wiedzieć, że jest chory. - Ja chory? Ciekawe, na co? - Dobrze wiesz. - Nie wiem. - A co niesiesz w torbie? Adam jest zaskoczony. Nie spodziewał się tego pytania. Zdziwienie rysuje się na jego twarzy niczym obraz ręką malarza. Mężczyzna patrzy pewnym wzrokiem wprost w oczy Adama, które wyrwane ze snu, gonią chaotycznie po chodniku. - Wciąż myślisz, że nie jesteś chory? - Pada pytanie jakby wprost ze sali sądowej. - Odwal się. Kim ty jesteś, że decydujesz czy chory jestem czy nie? Przepraszam, że na ciebie wpadłem, ale skoro nic ci nie jest, to możesz już iść. Do widzenia. - Mnie możesz zostawić, ale siebie nie oszukasz. Adam nie namyślając się długo odwraca się na pięcie i odchodzi kilka metrów. - Kobieta? Adam zatrzymuje się. Na twarzy pojawia się zaskoczenie. Takie samo pojawiło się kilka chwil wcześniej. - Tak kobieta, piekło ją zrodziło, ale ona jest tylko czubkiem góry lodowej. Zresztą nieważne... - ton spokojny, zrezygnowany Po tych słowach zalega cisza. Adam nie ma pojęcia, co zrobić. Z jednej strony chciałby spytać nieznajomego o wiele spraw, z drugiej strony chce mieć już to wszystko za sobą. Chce dokończyć dział, zamknąć książkę. - Jeszcze wiele pustych kartek przed tobą - pada z ust mężczyzny - O czym ty mówisz? - Żaden poeta nie pisze książki, żeby ją zakończyć w połowie, zostawiając resztę jako białe strony. - Przecież ja żadnej książki nie napisałem. - Cały czas ją piszesz. - A na pierwszej stronie wyryte jest zieloną czcionką, wielkimi literami:

"WOLAŁBYM, ŻEBY MNIE LUDZIE ZNIENAWIDZILI, NIŻ MIAŁBYM BYĆ DLA NICH JEDYNIE POWIETRZEM, O KTÓRYM WIEMY, ŻE JEST... OBOJĘTNOśĆ JEST PRZEKLEŃSTWEM"

Nieco niżej drobniejszymi literami widnieje:

"ROZMOWA JEST TYM, CO NAS ODRÓŻNIA OD ZWIERZĄT" -

Wyrecytował nieznajomy głos, w taki sposób, że Adama ciarki po plecach przeszły. Spogląda za siebie i widzi drugiego mężczyznę, zapewne tego, który przed chwilą powiedział te ważne słowa. Stoją teraz we trójkę. Adam spogląda nerwowo to na jednego to na drugiego mężczyznę. Uleciał strach. Pierwszy mężczyzna uśmiecha się tajemniczo, widać, że spodziewał się kolejnego rozmówcy. Adam czuje, że znalazł klucz, którym może otworzyć malutkie wrota we własnym sercu. Ktoś puka w nie od drugiej strony. - Kim jesteś? I co to za słowa, które znalazły swoje miejsce na pierwszej kartce? - Głos nabiera energii, nadziei. - Nie jest ważne, kim jestem. Ważne jest, kim ty jesteś. Słowa, które są kluczem do wszystkich drzwi, zostały przez te wszystkie lata przysypane piaskiem. Nawet nie znałeś ich. Niedawno jednak nieświadomie poruszyłeś lekki wiaterek. Pomyślałeś, że to wiosenny powiew. I tak w istocie było, jednak po krótkim czasie zmienił się nie do poznania. Zaczął przypominać…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%