Thriller · 32 min czytania
Przesłuchanie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
I wtedy ziemia się otworzyła i z ziemi wyłonił się Ten Którego Nie Nazwano. Aarah poczuł trwogę, trwogę wielką jak pustynie i góry, morza i oceany. Rozbrzmiał się wicher a wicher ten był jego głosem. I głos ten rzekł: Tyś jest synem Moraja, syna Kosmy, syna Ohima, zrodzonego z włosów, krwi i mego trzewia. Dzieciom mym odebrano dom, a domem ich jest i lód, i ogień, i woda, i powietrze, i niebo, i ziemia. Nakazuje ci Aarahu, synu Moraja, odzyskać to co twoje, lud twój bowiem jest moim ludem i jemu wszystko zostało stworzone. Arrahejska Księga Objawienia s.23 (przekład: Piotr Sakowski)
Konrad zakaszlał a z jego ust buchnęły drobinki krwi. Na oczach miał zawiązaną cuchnącą smarem opaskę, mocno ściśniętą, miażdżącą mu obręcz głowy. Mężczyzna wydał z siebie krzyk, przypominający duszący kaszel. - Próba mikrofonu, raz, dwa – usłyszał kilka kroków dalej cichy męski głos. - Kim jesteś, czego chcesz!? – wrzasnął Nikt nie odpowiedział na jego wołanie. Opaska wydawała się być zrobiona z ciężkiego metalu, który zaciskał się na głowie, odcinając dopływ krwi do mózgu. Konrad poczuł nagłe mdłości, z jego ust wypłynął zmieszany z czerwona posoką żołądkowy śluz. Próbował sięgnąć pamięcią wstecz, przypomnieć jak znalazł się w tym miejscu, pobity i przywiązany do zimnego żelaznego krzesła.
Magda
Mimo ściskającego bólu przywołał do siebie jej twarz.
Magda
Pracowała w firmie od kilkunastu miesięcy, lecz dopiero przykry wypadek sprawił, że ją zauważył. Niosąc na spodeczku filiżankę kawy, niechybnie na niego wpadła rozlewając czarny wrzątek po aksamitnej koszuli. - Cholera jasna! – krzyknął Konrad, wachlując zmoczony materiał, który zlepił się z jego skórą. - O Boże, tak pana przepraszam! – próbowała mu pomóc, wyjęła z kieszeni chusteczkę higieniczną i zaczęła rozcierać plamę. - Niech pani to zostawi! – rozkazał. Był zły, jednak kiedy spojrzał w jej zielone kocie oczy, momentalnie złagodniał. Cały gniew ulotnił się w powietrzu jak para. Następnego dnia rano przyszła do biura z butelką jego ulubionej whisky. Próbował zgadnąć, skąd wiedziała, że pija irlandzkiego Connemara. Pytał ją o to wielokrotnie lecz nigdy mu nie powiedziała. Później, gdy spotkał ją na korytarzu, dokładnie w tym samym miejscu gdzie wylała na niego kawę, zaproponował jej wspólny obiad. Wieczorem skończyli u niego sącząc w salonie whisky, które kupiła mu w ramach przeprosin. Gdy Konrad obudził się rano pusta butelka leżała na podłodze a obok niego spała
Magda
Część 22 / 3
Mężczyzna brutalnie zerwał mu opaskę z oczu. Oślepiające światło skierowane wprost na jego twarz o mało nie wypaliło mu tęczówek. Konrad odwrócił głowę, by uciec jak najdalej od promieni lampy. - Błagam Cię…nie rób mi krzywdy ! - Nie zrobię jeżeli będziesz współpracował – odpowiedział mężczyzna. Głos miał zimny, szorstki, nieprzystępny. Jak surowy nauczyciel, wymagający od ucznia nazbyt wiele. - Zapłacę ci ile będziesz chciał! – - Oczywiście – Kiedy oczy przyzwyczaiły się już do rażącego światła, Konrad odwrócił głowę, by przyjrzeć się swojemu porywaczowi. Stał za reflektorem i wyglądał jak nieruchoma figura woskowa. Na niewielkim statywie zamontował kamerę, zwróconą wprost na twarz swojego jeńca. Chce wysłać film z żądaniem okupu, pomyślał Konrad. Wniosek ten napełnił go otuchą a zarazem trwogą. Miał przed sobą przynajmniej kilkanaście godzin życia zanim ten się zorientuje, że nikt mu nie zapłaci nawet złotówki. Obiektyw kamery wysunął się, krótkie piknięcie znaczyło, że porywacz zaczął nagrywać. - Podaj swoje imię i nazwisko – - Słucham? – - Imię i nazwisko – - Konrad, Konrad Morawski – - Twoje prawdziwe imię i nazwisko – Zaległa ponura cisza, której świadkiem był on, jego porywacz i nieruchome oko kamery. - Nie mam innego nazwiska Mężczyzna po drugiej stronie kamery nie odpowiedział. Konrad próbował dostrzec jego twarz, spojrzeć mu w oczy by przekonać go, że mówi prawdę. Ten jednak skutecznie ukrył się za ciemnościami. - Im szybciej zaczniesz współpracować tym szybciej cię wypuszczę – szepnął - Ale ja nie wiem o co ci chodzi człowieku! - Nic nie odpowiedział. Jego twarz spoglądała na mężczyznę zza smolistego cienia. Konrad próbował szarpnąć więzy krępujące jego dłonie, twardy sznur wbił mu się w skórę powodując piekący ból. - Będziesz siedział tu tak długo dopóki nie odpowiesz na pytanie – Węzeł wbił się w nadgarstek. Wyrwę się, kurwa, wyrwę i ucieknę, krzyczał lecz prócz niego nikt krzyku nie usłyszał. Mężczyzna wciąż stał nieruchomo nagrywając na kamerze rysujący się grymas bólu na twarzy swojej ofiary.
Magda
Leżała obok niego, plecami do góry, naga, odkryta z prześcieradła. Palcem mógł rysować po jej skórze niewidzialne wzory, zaczynając od giętkiej szyi i schodząc w dół, ku jej jędrnym pośladkom. Patrzyła na niego jak żadna inna kobieta, z którymi spędzał dotąd noce. Jej kocie oczy się śmiały a zarazem wyrażały podziw, troskę i oddanie. Nie chciał na nie patrzeć, czuł że nie przejdzie mu przez gardło - Rozumiesz chyba, że to tylko jedna noc, nic więcej Zorientował się że powiedział to na głos. - Wiem - Za trzy miesiące biorę ślub - Wiem - Mam nadzieje, że to zostanie między nami – I zostało. Przez kolejne dni próbował jej unikać. Większość czasu spędzał w biurze i nie wychylał się na korytarz. Kiedy już ją mijał odwracał wzrok, udając, że jej nie widzi. Cały czas miał świadomość, że popełnił błąd, dał ponieść chwili i zaryzykował dla niej własną karierę.
Już czas synowie! Czas spełnić obietnicę ojców naszych daną Temu Którego Nie Nazwano! Toriasz z Ravenny „Droga do doskonałości” XII w.
- Po co mnie porwałeś? – zapytał mając nadzieje że jego oprawca w końcu odpowie. Mijały kolejne minuty, może nawet godziny, odkąd mężczyzna stojący za kamerą zadał mu pytanie. Konrad do tej pory nie udzielił odpowiedzi. - Ty nic nie rozumiesz. Jeżeli chcesz dostać za mnie okup to ci się nie uda. Nie jestem bogaty. Wypuść mnie a zapomnę o tym co się stało. Nie widziałem twojej twarzy, nie wiem gdzie mieszkasz. Odpowiadała mu jedynie sroga cisza. Przerwało ją po chwili donośne burczenie w brzuchu. Konrad zdał sobie sprawę, że nie jadł od prawie dwóch dni. Pragnienie kompletnie wysuszyło mu usta, te wyglądały teraz jak dwie czerstwe bułki skruszone na miał. Mężczyzna wciąż stał nieruchomo, wpatrując się w podgląd kamery. Gdyby wcześniej Konrad nie słyszał jego głosu pomyślałby, że to manekin. - W porządku. Pytaj o wszystko, powiem co chcesz – rzekł, nie mogąc znieść bezruchu w jakim obaj tkwili. - Twoje imię i nazwisko. Prawdziwe – Konrad nie wiedzieć czemu odetchnął z ulgą słysząc jego głos. - Kosma Hadik – odpowiedział. Zajęło mu tu kilkadziesiąt minut jednak miał przeczucie, że to dopiero początek trudnych pytań. - Dlaczego zmieniłeś imię i nazwisko? - To nie tak… - Odpowiedz - Mój ojciec, nazywał się Arian Hadik. To on zmienił nazwisko na Morawski a ja je po nim przyjąłem. W akcie urodzenia nazywam się Konrad Morawski. To moje prawdziwe nazwisko - Dlaczego to zrobiliście? Konrad zaczął się czuć coraz mniej pewnie. Do tej pory nikt nigdy nie pytał go o pochodzenie. Nikt prócz rodziny nie wiedział o jego korzeniach. Człowiek stojący za kamerą, wiedział.. - Do czego ci to potrzebne człowieku? Co chcesz osiągnąć, po co to nagrywasz? - Jako dowód - Dowód czego? Nie udzielił odpowiedzi. Jego anonimowe, zakryte mrokiem oblicze stawało się coraz bardziej niepokojące. Zimny dreszcz przeszedł po skórze, Konrad zatrząsł się choć nie był pewien czy kamera to uchwyciła. - Dlaczego twój ojciec zmienił nazwisko? - Może sam go zapytasz? - Gdyby żył zrobiłbym to Kim ty kurwa jesteś? Czego ty chcesz, zagrzmiał Konrad lecz nie miał odwagi wykrzyczeć tego na głos. Człowiek stojący za kamerą nie był kimś przypadkowym. Doskonale wiedział, kogo porywa. Minęła chwila, lecz ani jedna ani druga strona się nie odezwała. Znów zamarła cisza, wszystko zastygło w bezruchu. Cokolwiek chciał od niego wyciągnąć, nie uda mu się. Może siedzieć tu przez trzy miesiące, srać pod siebie i pić własne szczyny lecz nic nie powie. Zamknął oczy, skoncentrował się, spojrzał wstecz za siebie, wracając do niej.
Magda
Część 33 / 3
Mógł przysiąc na życie swojej matki, że o niej zapomniał. Teraz liczyła się tylko Oliwia, to z nią za dwa miesiące miał brać ślub. Czy ją kochał? Nie wiedział. Na pewno akceptował i tolerował a to połowa sukcesu. Wszystko się zmieniło pewnej nocy, kiedy przyśniła mu się ona. Wcześniej rzadko kiedy pamiętał swoje sny, lecz teraz jej obraz był wyraźny i towarzyszył mu przez kolejne dni. Jak to możliwe, myślał, że śpiąc czuł zapach jej włosów, muśnięcie ust, czuły uśmiech i te zielone, kocie oczy wpatrzone w niego, jakby chciały wwiercić się mu jego głowy. To tylko sen, powtarzał sobie, lecz za każdym razem kiedy widział ją w kancelarii, przypominał sobie jej woń, dotyk, ciało. Kiedy wychodziła z budynku czekał na nią na schodach. Zaproponował drinka - Musisz wiedzieć Konrad – odparła – że mam kogoś - Daj spokój, jeden mały drink – zachęcił i natychmiast poczuł się jak idiota. Oboje wiedzieli, że na tym się nie skończy. Zgodziła się a noc spędzili u niej. Było mu cudownie, cudownie jak w tym śnie, który był jak dobra wróżba, zwiastująca chwile spędzone u jej boku.
- Jeżeli chcesz do niej wrócić odpowiadaj na pytania – z wspomnień wybudził go zimny, metaliczny głos oprawcy. - Do kogo? Kolejny raz zbył go milczeniem. Czy to możliwe, że wie o nim tak dużo? Że wie o Magdzie? - Jeżeli uważasz, że ci odpuszczę mylisz się – znów się odezwał – Będziesz tu siedział tak długo dopóki nie skończymy. - Jaką mam pewność, że po wszystkim puścisz mnie wolno? – - Rozumiem to, w tej chwili moje słowo nie ma dla ciebie wartości więc nie mam zamiaru cię przekonywać. Zaufaj intuicji Intuicja. Nie ma czegoś takiego. Liczy się tylko szczęśliwy traf. Orzeł albo reszka. Konrad nie był hazardzistą, nie bawił w zgadywanki, zawsze grał w otwarte karty. Teraz jednak wszystkie karty były zakryte i schowane w ciemnościach, by nie mógł na nie spojrzeć. - Liczę że jesteś honorowym człowiekiem – rzekł w końcu – I spełnisz obietnicę - Tak właśnie zrobię Zapytał go kolejny raz o ojca. Konrad miał zaledwie czternaście lat, gdy ten zginął w wypadku samochodowym. Minęło tyle czasu i zdążył wymazać go z pamięci. Czasami tylko pojawiał się mglisty obraz człowieka, wiecznie siedzącego nad książkami i zmuszającego syna do katorżniczej nauki. Zbigniew Morawski był profesorem prawa i wykładał na uniwersytecie. Nie dożył wolnej Polski, zabrakło mu pół roku by spełnił się jego proroczy sen. Matka często powtarzała Konradowi, że gdyby tej nocy ojciec nie wpadł w poślizg i nie wjechał w drzewo dziś byłby ministrem. - Kiedy ojciec zaczynał karierę naukową na uniwersytecie poradzono mu by zmienił nazwisko na polskie. Tak zrobił i to cała historia – - Wstydził się swojego pochodzenia? – - Nie. Nie wiem. Może – - A ty? Wstydzisz się? – Konrad przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią. - Jestem Polakiem, nie wstydzę się tego - Nie. Urodziłeś się na polskiej ziemi ale twoje pochodzenie sięga znacznie dalej, znacznie głębiej. Wywodzisz się z ludu, który przez tysiące lat żył wśród gór, aż w końcu jego domem stał się cały świat – Konrad, gdyby mógł wzruszyłby ramionami. Już jakiś czas temu podejrzewał że człowiek, który go porwał, związał a teraz przesłuchiwał może być jednym z tych fanatyków wierzących w spiskowe teorie dziejów. Do tej pory prócz paszkwili wypisywanych w gazetach pod adresem bogu ducha winnych ludzi, wydawali się niegroźnymi wariatami. Ten jednak był inny. Niebezpieczny, cholernie niebezpieczny. - Pracujesz w kancelarii Eriasza Lebba – - Kogo? - Eriasza Lebba – powtórzył – podszywającego się pod nazwiskiem Mikołaj Niedzielski. Człowiek, o którego pytał rzeczywiście nazywał się Mikołaj Niedzielski i był od dwóch lat szefem Konrada. Za kilka dni miał zostać także jego teściem. - Dlaczego Lebb zatrudnił cię w swojej kancelarii? – - Skończyłem prawo, starałem się u niego o aplikację, zgodził się i… - Dlaczego się zgodził? – przerwał natychmiast porywacz. Jego głos stał się twardszy, zimniejszy, nieprzyjazny a zarazem pełen pogardy a może nawet skrywanej nienawiści. - Nie wiem – odpowiedział Konrad choć znał odpowiedź. - Tracisz tylko czas unikając odpowiedzi. Pamiętaj że mieliśmy umowę. Jeżeli będziesz współpracować wypuszczę cię. Ty nie współpracujesz. Dlaczego mam więc darować ci życie? Nie wiedział czy człowiek stojący w cieniu blefuje, tylko go straszy, czy mówi poważnie. Skoro jednak zadał sobie tyle trudu by go porwać i uwięzić co go powstrzymywało przez morderstwem? Konrad wyobraził sobie swoje ciało, spoczywające w nieznanej mogile, w środku lasu lub na dnie rzeki. Wzdrygnął się na myśl, że w dzisiejszych czasach zniknąć jest równie łatwo jak sto lat temu kiedy nie rozwieszano na słupach podobizn a w telewizji nie puszczano programów o zaginionych ludziach. - Odpowiem na wszystkie pytania – zaczął w końcu Konrad – Lecz mam warunek. Powiesz mi dlaczego mnie porwałeś i dlaczego to wszystko nagrywasz. - W porządku. To nie jest tajemnica – - Zatem słucham - - Porwałem Cię gdyż jesteś czystej rasy Aarahijczykiem. Chce poznać wasz sposób myślenia i działania. Wasze plany odnośnie ludzkości Konrad zaśmiał się choć nie był to śmiech szczery. Zbyt bardzo się bał by stać go było na rozbawienie. - Ty naprawdę wierzysz w te wszystkie bzdury? Jestem Aarahijczykiem ale uwierz mi nie mam żadnych sekretnych planów a moje myślenie nie odbiega od reszty społeczeństwa.
Konrad znów nie powiedział prawdy. Przez te dwa lata zdobył niezłą praktykę jako adwokat i zamierzał wykorzystać swój dar przekonywania by odzyskać wolność. - Znowu mnie okłamałeś – zagrzmiał mężczyzna. Tym razem w jego głosie dało się wyczuć nieskrywaną złość – Skoro nie potrafisz grać uczciwie jesteś dla mnie zbyteczny Wyłączył kamerę i zgasił reflektor. Nastały egipskie ciemności i przeraźliwa martwa cisza. Konrad poczuł się jakby był zamknięty w ciasnym małym pudełku, z którego nie ma ucieczki. - Poczekaj chwilę! Nie rób mi krzywdy! – krzyknął w ciemność. Jego oprawca mógł równie dobrze stać za kamerą bądź dwa kroki przed nim. Przez moment wydawało mu się że czuje lekki podmuch, niewyraźny oddech, pozbawiony jednak woni człowieka. Z trudem ścisnął nogi by utrzymać pełny pęcherz. Nie chciał umierać mając mokre spodnie. - Przysięgam, że więcej cię nie okłamię! Będę mówił prawdę, obiecuje! –
Magda…Gdzie jest Magda?
Spotykał się z nią coraz częściej. Czasami u niej, czasami w hotelu, nigdy u siebie. Do ślubu z Oliwią zostało niewiele, ponad cztery tygodnie. Konrad starał się o tym nie myśleć a każdą wolną chwilę spędzał z Magdą. Nigdy nie był wcześniej zakochany, a teraz był jak dziecko we mgle, zagubiony pośród wszystkich do tej pory nieznanych mu uczuć i emocji. Wszystko się zmieniło kiedy jego szef, przyszły teść, Mikołaj Niedzielski wezwał go do swojego biura. - Moja córka martwi się o Ciebie – odparł w chwili kiedy Konrad zamknął za sobą drzwi. - Nie rozumiem – - Od jakiegoś czasu jesteś inny, bardziej skryty Przenikliwie czarne źrenice Niedzielskiego wydawały się patrzeć na każdą część twarzy młodego adwokata, szukając grymasu, który potwierdzi jego słowa. Konrad nie był pewien jak wygląda teraz jego twarz i jakie znaki odczytuje z niej Niedzielski. - Mam teraz sporo na głowie – skłamał - Nie więcej niż kiedyś – zauważył słusznie przyszły teść. Był to człowiek niedźwiedziej postury, wysoki, barczysty. Mimo, że już dawno skończył sześćdziesiąt lat jego włosy wciąż pozostawały jasnobrązowe a skóra wolna od zmarszczek. - Postaram się więcej czasu poświęcać pańskiej córce – odparł w końcu Konrad - Nie spieprz tego – ostrzegł mężczyzna – Postawiłem na ciebie a wiesz jak nie znoszę przegrywać.
Nie siła czyni zwycięskim lecz rozum, nie mieczem