Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

psychologia · 4 min czytania

Prześniedź - Rozdział 1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział 1

Amelia wyszła z domu tylko po chleb. Droga była znana, las taki jak zawsze. Dopiero po chwili poczuła, że coś jest nie tak. Tym razem wszystko brzmiało inaczej, choć wyglądało dokładnie tak samo. Popołudnie było ciepłe, jesienne. Drzewa trzymały się liści uparcie, jakby za nic nie chciały jeszcze odpuścić. Jesień była też wtedy. Miała sześć lat. Ojciec wyszedł rano z siekierą na ramieniu, nucąc pod nosem piosenkę o drzewach, które szepczą sekrety. — Nie bój się lasu, córeczko — powiedział w progu. — On tylko udaje groźnego. Pod liśćmi kryje się magia, ale tylko dla tych, co słuchają. Tego dnia powietrze było ciężkie od wilgoci. Układała z liści koronę, kiedy matka wyszła przed dom, wycierając dłonie w ścierkę. — Gdzie twój ojciec? Powinien już wrócić. Wieczorem sąsiedzi ruszyli w las z latarniami. Wołali jego imię. Echo odbijało się od pni. Znaleźli tylko siekierę, porzuconą w trawie przy nasypie kolejowym. Teraz, idąc starą dróżką do sklepu, dotarła do miejsca, gdzie zaczynały się tory. Nie pasowały do tego lasu. Były za proste, nienaturalnie zimne. Przeszła przez nie i znów znalazła się na znajomej drodze. Sklep pani Domańskiej był jedynym w osadzie. Pchnęła ciężkie drzwi. — Dzień dobry. Chleb poproszę. Eleonora Domańska stała za ladą w kwiecistym fartuchu. Jej białe włosy, jak zawsze, były spięte w ciasny kok nad karkiem. Spojrzała na dziewczynę zza grubych, drucianych okularów, uśmiechając się ciepło. — Dzień dobry, Amelio. Jak się masz, moja droga? Która to już jesień? Pamiętam dzień, w którym przyszłaś na świat, jakby to było wczoraj. A to już… dwadzieścia

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Prześniedź - Rozdział 1 — czytnik · opowiadania