Fantasy · 5 min czytania
Prześniedź - Rozdział 4
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Szła powoli, przesuwając dłonią po miedzianych liściach. Jesienny las pachniał wilgocią i rozkładem. Znała tę woń. Nawet nie zarejestrowała momentu, w którym drzewa się przerzedziły, a pod jej stopami zazgrzytał żwir. Znów stała na nasypie.
Cofnęła się odruchowo i natychmiast uderzyła plecami w niewidzialną, lodowatą taflę. Droga ucieczki nie istniała. Tkwiła w samym środku pułapki, między dwiema ścianami z niczego.
Wtedy to uderzyło. Przeciągły, ogłuszający świst.
Dźwięk wibrował w jej czaszce. Szyny pod stopami zaczęły drżeć. Wciągnęła gwałtownie powietrze. Gdzie był ten otwór? Gdzie był przesmyk? Zaczęła gorączkowo przesuwać dłońmi po gładkiej powierzchni. Raz w jedną, raz w drugą stronę. Tylko lód i szkło. Żadnej luki.
Drżenie szyn zamieniło się w miarowy łomot. Pociąg nadciągał. Usłyszała pisk hamulców — przeraźliwy zgrzyt żelaza o żelazo — ale maszynista nie miał szans. Setki ton stali nie zatrzymują się w miejscu. Opadła na kolana, uderzając pięściami w barierę. Zasłoniła twarz. Dzieci — pomyślała, zanim uderzyła w nią ściana metalu.
Część 22 / 2
Usiadła gwałtownie na cudzym łóżku. Jej palce instynktownie powędrowały do policzków, sprawdzając, czy kości wciąż są na swoim miejscu.
Pokój tonął w gęstym półmroku. Po ogłuszającym, miażdżącym łoskocie pociągu, ta absolutna, martwa cisza domu uderzyła ją z siłą fizycznego ciosu. Na skraju materaca siedział kot. Jego oczy lśniły w ciemności głęboką zielenią. Nie mrugał. Patrzył na nią w skupieniu, jakby widział dokładnie to, co przed sekundą się stało. Ogon uderzał o kołdrę bezszelestnym, miarowym rytmem, który Amelia znała od zawsze.
Siedziała na łóżku. Nieruchoma. W końcu wstała, narzuciła na ramiona koc i wyszła z sypialni, uciekając przed półmrokiem.
W kuchni nalała do szklanki wody. Szkło parzyło lodem. Gardło zdzierał suchy ból. Przełknęła pierwszy łyk. Przed oczami błysnęła jej wilgotna ziemia pod nasypem. Siekiera leżąca w trawie, porzucona w biegu. „Nie idź tam, Amelia" – pusty głos matki. Elżbieta nigdy nie patrzyła wtedy na nią. Wpatrywała się tylko w stronę torów.
Amelia odstawiła szklankę tak…