Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 6 min czytania

Prześniedź - Rozdział 7

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„Najpewniejsze drogi prowadzą donikąd". Słowa z listu nie dawały jej spokoju. Wpatrywała się w kartkę, szukając śladu jego ręki. Ciała nigdy nie odnaleziono, więc... Nie. Odepchnęła tę myśl. Była jak zadra. Gdyby żył, stałby teraz przed nią, a nie bawił się w kalambury.

Zacisnęła dłonie na materiale spódnicy, żeby powstrzymać drżenie palców. Musiała skupić się na treści. „To, co wygląda jak pomyłka, bywa jedynym wyjściem". Dokąd poszłaby, gdyby przestała myśleć? Do domu. W bezpieczne, znane miejsce. Zatem — według logiki listu — kierunek fałszywy. Musi iść tam, gdzie rozum krzyczy „nie". Zgasiła lampę, choć ciemność wcale nie przyniosła ulgi. Leżała długo w mroku, wsłuchując się w przerażającą, nieruchomą ciszę.

Rankiem Albert wydawał się stabilniejszy. Podała mu resztę chleba i nalała herbaty. Nie mogła go zostawić samego. Musiał iść z nimi.

Gdy wreszcie stanęli przed wyborem trasy, instynkt kazał jej skręcić w udeptaną ścieżkę do sklepu. Zacisnęła jednak zęby i poprowadziła dzieci w drugą stronę. Przez zarośnięte tyły, dłuższą i trudniejszą drogą, której unikała od lat.

W wiosce nic się nie zmieniło. Panowała tam ta sama głucha cisza. Zdecydowała nie iść do staruszki, musiała skupić się na tym, po co przyszła. U Kozaków zeszła do piwniczki, w której znalazła prawdziwe skarby: wędzone mięso i słoiki z przetworami. U Węglików natrafiła na mąkę i jaja. Wzięła tyle, ile zdołała unieść, w duchu przepraszając każdą z rodzin. Maja nadal nawet nie patrzyła na jedzenie, ale Albert...

Kiedy Amelia podała mu pęto wysuszonej kiełbasy, wyrwał je z jej palców. Jadł mechanicznie, połykając niemal w całości twarde kęsy. Jego wzrok pozostawał szklisty, jakby patrzył przez ścianę. Wyglądało to tak, jakby ciało działało niezależnie od niego. Jakby próbował zapchać jakąś pustkę w środku — za wszelką cenę.

Amelia położyła dłoń na jego ramieniu, uściskiem nakazując mu zwolnić. Pod materiałem swetra wyczuła sztywne napięcie, ale chłopak się nie zatrzymał. Kiełbasa zniknęła w mgnieniu oka, a jego oczy od razu zsunęły się na jej torbę. Nie było w nich zadowolenia po posiłku. Zostało tylko coś, co nie miało dna. Poczuła na plecach zimny dreszcz. Cofnęła dłoń. Jeszcze rano słaniał się na nogach, a teraz ta dzika, nagła energia wydawała się równie niepokojąca, co jego wcześniejsza słabość.

Zapięła szybko torbę, zanim chłopak zdążył po nią sięgnąć.

Drogę powrotną pokonali w milczeniu. Albert szedł teraz zadziwiająco sprężyście, krok w krok za nią. Amelia co chwila zerkała przez ramię, sprawdzając, czy to wciąż ten sam chłopiec. Przerażało ją, że mimo tej nowej, gwałtownej energii, poruszał się z anomalną wręcz lekkością. Kiedy jej…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%