Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 5 min czytania

Prześniedź - Rozdział 8

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Chłód wcisnął się pod sweter od razu, jakby tylko czekał, aż opuszczą dom. Niebo wisiało nisko, zakurzone i ciężkie, pochłaniając resztki barw.

Maja zatrzymała się tuż za progiem. Nie patrzyła na ścieżkę. Wbijała wzrok w bok, prosto w burą gęstwinę. Cienie pni tworzyły ostre, dziwne kąty. Dziewczynka stała w bezruchu z przechyloną głową, jakby nasłuchiwała czegoś, co w tym głuchym świecie nie miało prawa wydać z siebie dźwięku.

Kot wyślizgnął się z sieni. Przeszedł obok, muskając łydkę Amelii ogonem. Zimny, szorstki dotyk. Zatrzymał się dokładnie tam, gdzie patrzyła trzylatka. Amelia zmrużyła oczy. Drzewo. Stary, masywny dąb, odrobinę ciemniejszy niż reszta. Tyle. Maja uśmiechnęła się kącikiem ust. Kot mrugnął powoli – pierwszy raz, odkąd go widziała. W tym ociężałym opadaniu powiek kryła się milcząca, niepokojąca zgoda.

Młoda kobieta zrobiła pierwszy krok. Dziewczynka ruszyła za nią. Jej małe buciki uginały wilgotne liście. Ścieżka była taka jak zawsze, a jednak zupełnie obca. Ziemia pod stopami była dziwnie miękka, ustępowała pod ich ciężarem o ułamek sekundy za późno.

Albert szedł blisko. Co chwila trącał ramię Amelii, szukając oparcia. W końcu chwycił jej dłoń. Zacisnął palce na jej skórze twardo i sztywno. Były przeraźliwie suche i nie przekazały jej najmniejszego ciepła. Nie patrzył na las. Wbijał wzrok w plecy Mai, jakby miarowy, spokojny krok trzylatki był dla niego jedynym pewnym punktem odniesienia w tym, co się rozpadło.

Kot wyprzedził ich, prowadząc samym środkiem. Z każdym metrem las gęstniał, a głucha cisza zmieniała swój charakter. Zamiast płaskiej pustki, Amelia wyczuła w niej ukryty, wibrujący rytm. Zatrzymała się gwałtownie. Maja stanęła w tej samej sekundzie, opierając ciężar ciałka na piętach.

Albert, zapatrzony w swoje buty, szedł jeszcze przez moment. Wpadł na plecy Amelii, ale ledwie to poczuła.

— Co jest? — Jego głos wdarł się w jej głowę, kompletnie odklejony od martwego otoczenia. Chłopiec rozglądał się zdezorientowany.

Amelia patrzyła pod nogi. Zbutwiałe liście leżały grubą warstwą. Kiedy w zniecierpliwieniu kopnął butem kępkę mchu, runo pod jego stopą nawet nie drgnęło. Ziemia wyglądała jak namalowana na desce. Ani jedno źdźbło nie zareagowało na jego złość.

Maja zrobiła krok do przodu. Tam, gdzie resztki szarego światła przebijały korony drzew. Uniosła głowę. Wtedy świat…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%