Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 5 min czytania

Prześniedź - Rozdział 9

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ścieżka zwężała się, aż przestała przypominać szlak. Krzaki rosły gęsto, a sploty gałęzi wyglądały, jakby ktoś zasadził je tu celowo. Żeby nikt nigdy tędy nie przeszedł.

Amelia szła pierwsza, choć wolałaby być ostatnia. Czuła na karku ciężki wzrok zmatowiałego lasu. Kot zatrzymał się nagle. Po prostu wbił pazury w ziemię i stanął. Patrzył w puste powietrze przed sobą, a jego ogon zesztywniał. Zrobiła krok, żeby go ominąć. I wtedy w to weszła.

To było jak zderzenie z gęstą, lodowatą wodą. Zatrzymała się gwałtownie. Wyciągnęła dłoń. Nic. Pustka. Spróbowała zrobić kolejny krok. Jej but ugrzązł w powietrzu, jakby niewidzialna, sprężysta tafla fizycznie odrzucała jej ciało.

Gwałtownie wyciągnęła ramię, zagradzając drogę dziewczynce. Maja stała obok. Patrzyła na pustą przestrzeń przed nimi. Nie bała się.

— Dlaczego stoimy? — Płaski, odklejony od otoczenia głos Alberta wdarł się do głowy Amelii. Chłopiec podszedł bliżej. Zagrodziła mu drogę, a jej oczy zwęziły się w ostrym, niemym ostrzeżeniu.

Spróbowała jeszcze raz. Mocniej. Napierając barkiem. Nic. Ściana. Poczuła nagły, dławiący ciężar w brzuchu. Zmęczenie. Błędnik wariuje. To tylko ciśnienie w skroniach – powtarzała w myślach, gorączkowo odpychając od siebie prawdę.

Gestem dłoni nakazała dzieciom pójść przodem. Musiała zyskać na czasie. Odwrócić ich uwagę od faktu, że ona sama utknęła.

Maja zrobiła krok. Przeszła bez najmniejszego oporu. Materiał jej sukienki otarł się o gęste krzaki po drugiej stronie, odchylając ciężkie od wilgoci liście.

Albert ruszył za nią. Przeszedł przez barierę, jakby wcale jej tam nie było. I nagle stanął.

— O... — westchnął.

Tam, po drugiej stronie „niczego", na wysokości jego twarzy unosiła się mała, pulsująca kulka czystego, ciepłego blasku. Patrzył, jakby nic innego nie istniało.

Amelia rzuciła się na barierę, uderzając w nią pięściami. Z jej gardła nie wydobył się najmniejszy dźwięk, by go ostrzec. Chłopiec nie patrzył na nią. Wyciągnął rękę i dotknął światła.

Jego twarz zmieniła się w ułamku sekundy. Zniknęło zszarzałe, tępe zmęczenie. Policzki nabrały kolorów, jakby pod bladą…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Prześniedź - Rozdział 9 — czytnik · opowiadania