Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Melodramat · 18 min czytania

Przez mgłę, przez łzy

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

"Gdy nagle zmienia się Twój świat, Traktuj to jako znak, Dowód na to, że jesteś nawet jeśli wniosków brak. Zawsze trochę czasu trzeba aby dostrzec znak przez mgłę, Pokonałem problem, czy to on pokonał mnie?"

Ri!codeh"Przez mgłę"

ROZDZIAŁ I

Wieczorną ciszę zakłócał jedynie trzask ognia. Słup dymu unosił się w powietrzu, po czym zanikał w ciemności. Było to zapewne ostatnie w tym roku ognisko - na następny tydzień zapowiadano z dawno oczekiwany śnieg. Siedzieliśmy we trójkę, blisko siebie, grzejąc się ciepłem swojej obecności i żarem ogniska. Jak zahipnotyzowany wpatrywałem się w trawiące szczapy drewna płomienie, siedząc na granicy ciepła, jakie daje ogień czułem jednocześnie żar i przenikające do szpiku kości zimno. Panowało między nami milczenie - ten rodzaj ciszy, która mówiła więcej, niż najbardziej żywiołowa dyskusja. A jednak kiedyś było inaczej. Śmiech, zabawa, żarty. Przekomarzanie się Piotrka i Zuzki. Długaśne dyskusje pomiędzy Karolem, a Buziolem. Dowcipy wystrzeliwane przez Karolinę z częstotliwością jednego na minutę, przez co niemal zataczaliśmy się ze śmiechu. I cichy śpiew Anety, nucone pod nosem piosenki, zawsze pod koniec spotkania. Teraz jednak panowała między nami niemal uroczysta cisza. Zastanowiłem się, czy jeszcze kiedykolwiek tamto wróci. Czy kiedyś jeszcze wdam się w sprzeczkę z Karolem? Padnę ze śmiechu, słysząc kolejną rozbrajającą anegdotę Karoliny? Czy cichy śpiew Anety ponownie rozleje się po mojej duszy, uspokajając burzę w sercu, gasząc pożar umysłu? Czy Piotr... Zacisnąłem powieki, nie pozwalając łzom wydostać się na zewnątrz. Wstrzymałem oddech, dławiąc szloch narastający mi w gardle. Piotrek nie żyje, już nigdy nie zobaczę jego zmęczonego uśmiechu, nie usłyszę zaskakująco dojrzałego głosu. Żal ponownie zaatakował moje serce. Tym razem nawet nie próbowałem hamować cisnących się spod powiek łez. Otarłem dłonią wilgotne policzki. Jakoś pójdzie. Buziol wrócił ze Stanów. Na pewno uda mu się naprawić naszą paczkę. Paczka z przyjaciółmi przestała działać, bo zabrakło najważniejszego trybika. Trybik jest już z powrotem, ale cóż z tego, skoro paczka się rozsypała? Nie, nie wolno mi tak myśleć! Owszem, Buziol to tylko człowiek - ale niezwykły człowiek. Często zastanawiałem się - w czasie tych bezsennych nocy, które sprowadzają nam najbardziej niepokojące myśli - ile zła wyrządziłby Buziol, gdyby nie był, jaki był - poczciwy, dobroduszny. Osoba z jego darem gromadzenia wokół siebie ludzi i wpływania na nich może dokonać wielu rzeczy. Zarówno dobrych, jak i złych. Widząc to, można jedynie cieszyć się, że Buziol ma taki, a nie inny charakter. Antek patrzył, jak ogień trawi drewno. Aneta siedziała, opierając się ramieniem o drzewo i sprawiając wrażenie, że śpi. - Buziol... - zacząłem. - Aha? Zamilkłem. Nie miałem pojęcie, co mógłbym powiedzieć. Antek nawet tego nie zauważył. Dalej wpatrywał się w ognisko. - Zaśpiewasz nam coś? - zapytał Anety nieoczekiwanie. Uśmiechnęła się w odpowiedzi, uśmiechnęła tak smutno jak tylko ona potrafi. Ponownie przymknęła powieki i zanuciła:

Nasze kolorowe życie jest, Takie szare. Twoje młode oczy są, Takie stare. Ktoś białe nazwał czarnym, Choć mówią, że się nie starał. Tylko czemu mu wierzymy, Kto nas będzie za to karał?

Zamknąłem oczy. Głos Anety jak zwykle uspokoił moje myśli. Nie znałem tej piosenki, ale wątpię, by orginalny wykonawca zaśpiewał ją lepiej. Buziol uśmiechnął się po swojemu, a ten uśmiech przegnał z mojej głowy resztki wątpliwości. Wiedziałem, że znów - tak jak kiedyś - wstanie i poprowadzi nas drogą ku szczęściu. Nie wiedziałem jednak, że droga ta jest tak kręta i wyboista. I że biegnie nad przepaścią.

ROZDZIAŁ II

Nareszcie sobota. Przez cały tydzień nie miałem okazji odwiedzić Piotrka. Już o siódmej wstałem, zjadłem lekkie śniadanie i wyszedłem. Było upiornie zimno. Śnieg jeszcze nie spadł, jedyną oznaką nadchodzącej zimy było ogromne nagromadzenie błota, zalegającego głównie przy krawężnikach. Taki już był Łuków - ze zbyt ciepłą zimą, zbyt mroźnym latem i zupełnym brakiem rozróżnienia, pomiędzy wiosną, a jesienią. Minąłem grupę spieszących gdzieś nastolatków. Paru chłopaków popisywało się przed dziewczynami, z których każda nadawała się na okładkę wysokonakładowego pisma dla młodzieży. Też mógłbym tam być, pomyślałem. Gdybym nie poznał Buziola moje życie mogłoby być cudownie miałkie, bez tego całego zła, jakie narosło wokół mnie, bez dręczących bezustannie rozterek moralnych. Karol, Piotrek, Aneta - byliby dla mnie tylko statystami na planie życia, twarzami w tłumie obcych mi ludzi. Ale czy byłoby to moje życie? Bez Buziola? Jak w ogóle mogłem tak pomyśleć? W kiosku kupiłem czerwony znicz - jeden z tych najtańszych, bo przecież liczy się sam gest. Odemknąłem furtkę oddzielającą nekropolię od reszty świata. Furtka nie zaskrzypiała - w Łukowie nic nie działa tak jak powinno. Przecież każdy wie, że cmentarna furtka powinna skrzypieć tak, jakby nikt jej nigdy nie oliwił. Ktoś stał przed grobem. Jasne włosy, pociągła, niemal trójkątna twarz. Przez jedną niesamowitą chwilę przekonany byłem, że to sam Piotrek modlił się nad własnym grobem, jednak za moment dostrzegłem że to nie on, lecz ktoś bardzo do niego podobny. Tak podobny, że postronni ludzie widząc ich razem, często brali tych dwu za braci. - Karol - powiedziałem cicho, stając obok. Karol drgnął i gwałtownie odwrócił głowę. - Co ty tu robisz? - zapytał ostro, tonem narzucającym dystans do rozmówcy. Parę lat nasze rozmowy zaczynały się nieco inaczej. Jak to się stało, że prawdziwi przyjaciele nie potrafią ze sobą rozmawiać? - Chyba to samo, co ty - dotknąłem zimnego jak lód nagrobka. Karol odwrócił wzrok. - Buziol wrócił - oznajmiłem. Karol gwałtownie poderwał głowę. - Kiedy? - Dwa tygodnie temu - powiedziałem i spojrzałem w jego oczy. Błysnął w nich strach. Strach? Karol boi się Buziola? Niemożliwe - Antek to nie Siwy, nie zdobywa posłuchu za pomocą brutalnej siły. Nigdy nie słyszałem, żeby mówił w gniewie. Boi się odrzucenia, pomyślałem nagle, boi się, że Buziol nie zechce go znać po tym, co zrobił. Kim się stał. - Karol, on chce nam pomóc - odezwałem się - zbiera nas z powrotem. - To się nie uda - przerwał mi - Zuzka siedzi w tym swoim pierdolonym zakładzie i nie zanosi się na to, żeby szybko wyszła. Piotr poszedł do piachu. Jak on chce to naprawić? - Wątpisz w Buziola? - zapytałem cicho. - To wszystko jego wina! - wybuchnął Karol. Wyrzucał z siebie krótkie urywane zdania - Zostawił nas. Spierdolił do tej swojej jebanej Ameryki! Tchórz! Pierdolony kutas! - opuścił głowę i zapłakał. Cały żal, cała nagromadzona przez lata gorycz wypływała z niego niczym lawa z eksplodującego wulkanu. Twarz zmarszczyła się i zaczerwieniła się, na wargach pojawiły się kropelki śliny. Pragnąłem objąć go w przyjacielskim geście, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, że to już koniec naszych kłopotów. Zamiast tego stałem, obojętnie wpatrując się w tego, który jeszcze tak niedawno był moim przyjacielem, a teraz lży i znieważa Buziola - jedyną nadzieję na powrót tego, co było kiedyś, a w którą to nadzieję i ja sam powoli zaczynałem wątpić. Antek zapytał mnie niedawno, co się z nami stało. Odpowiedziałem, że to dorosłość. Nie wiem, czy to do końca prawda, ale jeśli tak - to ja pierdolę taką dorosłość. Na taką dorosłość to ja się wypinam. Jesteśmy nieczułymi dorosłymi, czy tylko dziećmi, które zagubiły się we mgle?

ROZDZIAŁ III

Rozeszliśmy się, każdy w swoją drogę. Karol poszedł zapewne do swoich kumpli dokujących gdzieś pod sklepem. Ja - do Buziola, powiedzieć. Ja - do Buziola, powiedzieć mu, że dla Karola nie jest jeszcze za późno. Płakał - więc żałował. A żal jest znakiem skruchy, skrucha - pragnieniem przebaczenia. Dopiero siódma trzydzieści, ale wiedziałem, że Buziol już nie śpi. zawsze wstawał dobrze przed szóstą, sam nie wiem po co. Stanąłem przed drzwiami i zapukałem. Kiedy teraz wspominam to wydarzenie, sądzę że gdybym wpadł pół godziny później cała sprawa potoczyłaby się zupełnie inaczej. Może nawet - choć to mało prawdopodobne - korzystniej, a już na pewno nie tak żywiołowo. Otworzył mi Buziol, ubrany w szorty i przepocony podkoszulek. Słowo powitania zamarło mi na ustach w chwili, w której spojrzałem w jego oczy. Spostrzegłem w nich dokładnie to, co przed niespełna kwadransem widziałem w oczach Karola - wstyd i strach. Była to zapowiedź katastrofy, początek końca, błysk przed uderzeniem pioruna. Z jego pokoju wyszła Aneta. Widząc mnie, zamarła w pół kroku. Ubrana była w sięgającą połowy ud koszulkę. I w nic więcej. Przez trzy, straszliwie długie, głuche tyknięcia stojącego w kącie przedpokoju antycznego zegara świat dla mnie zamarł. Po czym ruszył z miejsca. Obróciłem się na pięcie i pobiegłem w dół klatki schodowej. Obijałem się o ściany i barierkę, jak bąk złapany w szklaną pułapkę. Parokrotnie potknąłem się na

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Przez mgłę, przez łzy — czytnik · opowiadania