Przygoda · 10 min czytania
Przeznaczenie wampira cz. 2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
II. NIEMOŻLIWE Wśród ciszy martwej przyrody trwało echo wypowiedzianego słowa. Wszelkie reakcje zostały zamrożone, jedynie buchająca para z naszych ust świadczyła o tym, że jeszcze żyjemy. W pierwszej chwili uznałam, że Razjel żartuje. Przecież wampiry to efekt wybujałej wyobraźni ludzi, którzy muszą się czegoś bać. Z drugiej strony zastanawiające jest, że Tajemniczy potrafił wkraść się w czyjąś wolę. Podobno są tacy ludzie, którzy bez problemu wpływają na innych hipnozą, ale w tym przypadku wyglądało to inaczej. Myśli wirowały jak szalone. Raz byłam skora uwierzyć, że mężczyzna obok jest wampirem, ale zaraz potem śmiałam się w duchu, bo przecież to było niemożliwe! W końcu wydałam z siebie odgłos bliżej nieokreślony, który jednak wskazywał na niedowierzanie. - Nie wierzysz mi – stwierdził Razjel po dłuższej chwili milczenia. – Mógłbym ci to udowodnić, ale... - To udowodnij – zażądałam, bo nie mogłam pozwolić, żeby ktokolwiek w taki sposób robił ze mnie idiotkę. Chciałam wreszcie zakończyć ten cały cyrk i zabawy z nawoływaniem w myślach. Wyczułam, że nie jest mu zbytnio na rękę, żeby demonstrować coś, w co tak trudno uwierzyć. Jednak nie miał innego wyjścia. Byłam zdecydowana. Jeśli Razjel okaże się zwykłym głupkiem skorym do żartów to po prostu odejdę i już nigdy się z nim nie spotkam! A jeśli okaże się, że jest wampirem...No właśnie. To co wtedy? W takich sytuacjach zazwyczaj plątałam się między racjonalnym wytłumaczeniem, a naiwną ciekawością, która pozwalała mi uwierzyć nawet w największą głupotę. Tym razem tajemnicza aura Razjela oraz jego zdolność przemawiały na korzyść. Siedząc obok niego, nie czułam typowego strachu i stresu dla kogoś, kto właśnie poznał obcą do tej pory osobę. To było coś innego. Jakby przede mną stał wysoki mur, ograniczający możliwość odczuwania strachu. Byłam lekko „znieczulona”, co osobiście wydawało mi się dziwne. Towarzysz w tym czasie zbliżył się do mnie nieznacznie, zwrócił tak, że widziałam wyraźnie jego twarz i lśniące oczy. Kosmyki czarnych włosów opadały mu delikatnie na czoło, falując na orzeźwiającym wietrze. Przez moment przyglądał mi się uważnie, jakby chciał wyczytać, czy aby na pewno jestem gotowa na okazanie dowodów „dziwactwa”. Widocznie odnalazł to w moich oczach, ponieważ odetchnął głęboko i powiedział: - No dobrze, ale przyjemne to nie będzie. Podaj mi dłoń. Już słyszałam jak paralizator w mojej torebce wrzeszczy „Użyj mnie! To psychol!” Zignorowałam czerwoną lampkę, która zapaliła się w umyśle i podałam posłusznie lewą dłoń. Razjel ujął ją delikatnie, a kiedy to zrobił poczułam dreszcze przeszywające całą moją rękę, ramię, bark i tak aż do kręgosłupa. Jego dotyk był gorący mimo panującego mrozu. A może to tylko moja autosugestia? - Uważaj – powiedział cicho, po czym bez zbędnych ceremonii rozerwał mi skórę na opuszku palca wskazującego. Podskoczyłam na miejscu, czując lekko spóźniony ból. To zapewne przez szok jakiego doznałam. Chciałam wyrwać rękę, jęcząc, że boli, ale Tajemniczy trzymał ją mocno. - Poczekaj. Chcesz dowodu, że jestem wampirem, czy nie? Racja. Prawda już tak blisko, a ja rzucałam się jak ryba na brzegu morza. Napięłam wszystkie mięśnie, wstrzymałam oddech, żeby zaraz potem wypuścić powietrze ze wzmożoną siłą. Patrzyłam jak Razjel przybliża twarz do skaleczonego palca i wącha go! Raczej nie! On wdychał zapach krwi, powolutku spływającej z mojej dłoni na jego. Jak na żądanie jego oczy przybrały najpierw pomarańczowy odcień, a potem zapłonęły żywą czerwienią. To było coś niesamowitego! Jakby dwa rozżarzone węgle wpadły mu do oczu, spalając gałki. - Starczy, wierzę – szepnęłam. Widocznie nie usłyszał, bo zamiast puścić moją rękę odchylił delikatnie głowę do tyłu, po czym odsłonił nienaturalnie długie i ostre kły. Nawet kiedy z powrotem zacisnął usta, nadal było widać ich zarys pod skórą. Na ten widok całkowicie zapomniałam wyszarpnąć ręki. Otrząsnęłam się dopiero wtedy, gdy przyssał się ustami do zranionego palca. Wstałam energicznie z ławki, wyszarpując dłoń z jego uścisku. Cofnęłam się kilka kroków, żeby być jak najdalej od tej przerażającej sceny. Właśnie w tym momencie przez przypadek zerknęłam na krwawiący palec. Były na nim jeszcze nieznaczne ilości krwi, ale nic więcej. Po ranie nie było śladu. Pulsujący ból też powoli ustawał. Czułam jedynie coraz słabsze mrowienie i jakby wsiąkanie czegoś mokrego...Tak, to była ślina! Nie musiałam długo się zastanawiać, żeby zrozumieć, że ślina Tajemniczego miała właściwości lecznicze. Działała jak balsam albo...Trudno było mi określić co właściwie, ale efekty były niesamowite. Stałam wpatrzona w swój